Ksiazka-bez-tytulu

Czytajcie :)

Wpisy z okresu: 12.2014

Rozdział 9

0

Rozdział 9

- Łagodnie.- Jednak.

Podchodzi do mnie, obejmując mi dłoń. Uśmiecha się. Ulżyło mi.

- Mam wybrać sama?- Pytam.

- Nie, nie wiesz co jest odpowiednie dla Ciebie. Nie chcę Cię wpuścić na głęboką wodę. Sam wybiorę.

- Ok.

Podchodzi do kufra, wyciąga opaskę i sznurek. Zwiąże mi tym oczy? Ale po co sznurek?

- Tym.- Pokazuje na opaskę.- Zawiąże Ci oczy. A tym.- Dodaje pokazując długi sznurek.- Zwiąże Twoje nieokiełznane dłonie.- Uśmiecha się.

Jak to? Nie będę mogła go dotknąć? Nie dość, że będę miała zasłonięte oczy to również dłonie. O rany, czy ja wytrzymam? To zbyt drastyczne!

- Za mocno drapiesz skarbie.- Patrzy na mnie pociemniałymi oczami.

Och… Ja? Może troszeczkę, ale żeby mi od razu związywać ręce?! To kara?! Przecież to nie może podniecać. Jego widok to co innego, ale nie jakieś zabawki, bez dotykania i patrzenia nic z tego nie będzie. Ale jak chcę to niech mnie zwiąże i założy tę głupia opaskę.

- Co mam w takim razie zrobić?

Podchodzi do mnie zbliżając się do moich ust, całuje żarliwie i odpina mi spodnie ściągając je pomalutku. Odrywa się od moich ust, kuca i zdejmuje mi sandałki. Muska ustami kolano podążając w górę. Jest już na udach, dłońmi ściska pośladki. Zdejmuje majteczki i liże delikatnie moje cieniutkie włoski nad mokrą muszelką. Dłonie wędrują mi do jego lśniących włosów, jest mi przyjemnie, jeszcze nie doszedł Tam, a ja już odlatuje.

Nagle wstaję, dotyka mego brzucha, łapie za dół bluzki i powoli odkrywa mi ciało. Druga ręka wędruje na moją pupę klepiąc ją lekko. W końcu zdejmuje bluzkę, odwraca mnie tyłem do siebie i przytula mocno, kładąc rękę na biuście, jednocześnie przygryzając kark. Dreszcze przelatują po mnie jak rakieta atomowa. Wybucha fragmentami. Czuję pulsowanie w mojej kobiecości, bardzo przyjemne. Zdejmuje stanik i rzuca gdzieś na podłogę. Masuje delikatnie piersi, a w palcach zaciska brodawki. Zamykam oczy i stękam cichutko, te sprawne palce na sutkach doprowadzają moją cipkę do szaleństwa. Znów odwraca mnie twarzą do siebie, robi krok w tył by spojrzeć na mnie. Wyciąga rękę gładząc dłonią policzek, zjeżdża do ust, wkłada palec wskazujący i serdeczny do mojej buzi.

- Ssij! -Rozkazuje.

Ssę palce, językiem zataczając kółka jakbym ssała penisa. Zamykam oczy i wyobrażam sobie jego nabrzmiałego członka. Biorę jego dłoń do ręki, powoli ssąc i liżąc na zmianę. Wyjmuje palec z buzi i przesuwa z ust, na brodę, szyję, niżej i niżej. Wzdycham głośno, to takie podniecające. Zatacza kółka wokół moich sutków, a one momentalnie twardnieją, zjeżdża dalej, zatrzymując się na cienkiej linii włosków, następnie wkłada palce do środka. Przybliża się i i gładzi mój kark. Pochyla się i gryzie, muska, ssie szyję wkładając palce do rozgrzanej cipki. Stękam mu w ucho. To niewyobrażalne uczucie, przeszywające mnie na wskroś, nigdy czegoś takiego nie doznałam z Harrym. Obejmuje Davida, wtapiając palce w jego plecy. Ma na sobie koszule, ale czuje jego umięśnione ciało. Odsuwa się.

- Nie dotykaj diablico, nie chcę śladów.- Uśmiecha się drwiąco.

Znów wkłada mi palce do buzi.

- Spróbuj siebie, posmakuj jak bardzo jesteś mokra i gorąca.- Szepcze dotykając palcami mych spragnionych warg.

Liże niepewnie, wkładam sobie całe palce głęboko do buzi. Widzę zachwyt w jego oczach, ma otwarte usta. Wyjmuje palce z ust i całuje mnie krótko obejmując jedną ręką tył głowy.

Bierze opaskę z łóżka.

- Mogę?- Pyta.

Pewnie! Nie mogę nic powiedzieć, patrze na Davida kiwając głową.

Zawiązuje mi oczy opaską, uwalnia moje włosy spod opaski.

- Bardzo ładnie.- Chwali mnie jak małą dziewczynkę głaszcząc mnie po głowie.-Teraz połóż się na łóżko.- Rozkazuje.

Podchodzi mnie od tyłu, prowadzi na łóżko, siadam na nim i natychmiast się kładę. Co teraz zrobi?

Bierze moja prawą rękę i przywiązuje do lewej. Unosi i związuje do szczebelek na łóżku. Wcześniej ich nie zauważyłam! Mam ręce wysoko w górze. Teraz robi to samo z nogami rozsuwając je szeroko, znów zawiązując do szczebelków. Gładzi kolana i uda. Następnie czuje jego dłonie na brzuchu. Nagle ręka znika. Słyszę kroki. Ciekawi mnie jaki będzie kolejny ruch?

Coś zimnego ociera się o moją kobiecość. David wkłada to w moją dziurkę. Czuję małą, okrągła kulkę.

- To zwiększy Twoje doznania.

Wkłada głębiej i wchodzi następna kulka i znów kolejna. 4 zimne kulki wypełniają mnie od środka. Moja cipka kurczy się napina i puszcza na zmianę, badając to co we mnie tkwi. Wzdycham doniośle.

Coś smyra mnie po udzie, to coś mnie łaskocze, ale jest bardzo przyjemne.

- Co ty robisz?- Pytam chichocząc.

- To pieścidełko.-Wyjaśnia.- Nic nie mów. – Nakazuje.

Pieścidełko zanurza się między moimi nogami, moja cipka kurczy się coraz bardziej, boleśnie napinając, to jest cudowne, niezwykle rozpalające uczucie w połączeniu z kulkami, całe moje ciało drży z rozkoszy. Puszek idzie do góry, wszystkie mięśnie kurczą się momentalnie, dyszę cichutko. To doznanie wydaje się silniejszy, gdy nic się nie widzi. Puszek muska piersi, a ja jęczę, mój oddech staje się przerywany, moje piersi proszą o dotyk, muśnięcie… cokolwiek. Pragnę tego jak nigdy dotąd. Ruszam ręką, a szczeble łóżka trzeszczą w odpowiedzi.

- Och… Davidzie, proszę dotknij mnie.- Mówię jednym tchem.

Nic nie mówi, krąży pieścidełkiem po ciele, dochodzi do szyi. Nie wytrzymam, zaraz wybuchnę, jęczę wzdychając głośno, chcąc zerwać sznurek z ręki. Boli, ale nie przejmuje się tym, czuje przyjemne łaskotanie piórka i wypełnienie, które powodują kulki.

- Nie szarp się tak, bo będziesz miała ślady, a i tak nie zerwiesz sznurka.- Gani mnie.

- Och… – Dyszę i jęczę, jęczę i wzdycham, już jestem blisko i nagle wszystko ustaje.

Gdzie On jest?! Oddycham szybko i płytko. Ile jeszcze będą trwały te słodkie tortury?!

Czuje jego dotyk. Dotyka mnie Tam i masuje, ręce ma mokre.

- To rozgrzewający żel oralny. Powąchaj.

Wącham, czuje zapach truskawki, bardzo przyjemny.

- Będzie jeszcze bardziej… Intensywniej.- Mruczy mi do ucha.

Jeszcze bardziej? Chyba lepiej już być nie może. Znów bawi się moja cipką. Nagle wyjmuje palce ze mnie i po chwili jest już na piersiach rozcierając żel na sutkach. Liże drugi sutek i zaciska na nim palce. Pieści mnie niezwykle subtelnie, nie śpiesząc się, to udręczenie dla mojego spragnionego ciała. Masuje brzuch, rozgrzewa, podnieca, ekscytuje. Jęczę cichutko, prosząco, zapraszając do mego ciała. Cóż za perwersja. Kulki w mojej kobiecości, pieścidełko, a następnie ten żel. Zaraz wybuchnę z rozkoszy. Dłoń krąży po piersiach zaciska je i puszcza masując, druga ręka sięga do mojej udręczonej słodkiej otchłani. Wkłada palce i porusza energicznie. Nie wytrzymuje. Wystrzelam. To jest jak wybuch bomby atomowej, na dodatek David powoli wyciąga kulki, zmagam się z nieznanymi dotąd konwulsjami, oddech mam przyśpieszony tak, że prawie nie mogę nabrać powietrza do płuc, Krzyczę głośno jego imię! Moje ciało wygina się, a cipka zaciska przyjemnie na ostatniej kulce. Wyjmuje ostatnią, a ja znów piszczę i skomlę.

David siada obok, całuje namiętnie w usta. Próbuje przytrzymać go dłużej przy sobie, wręcz połykam jego pocałunki.

- Nie tak łapczywie, koteczku.

To miłe zdrobnienie wywołuje szybsze bicie serca. Lubie jak mówi tak do mnie.

- Zdejmij mi to.- Proszę, wręcz błagam o litość dla mego ciała.

- Jeszcze z tobą nie skończyłem.

- Nie odchodź!- Wołam.

- Nigdzie się nie wybieram cukiereczku.

Całuje mnie czule w usta. Tak miło do mnie mówi. Serce mi się raduje, a cipka pulsuje bezlitośnie po niedawnych doznaniach.

Oddala się, lecz po chwili jest już między moimi nogami. Rozchyla je bardziej i wkłada tam swój gorący języczek. Nie wytrzymam drugiego orgazmu, ten był intensywny.

- Jenny.. Ale ty jesteś mokra.- Mruczy.

- Davidzie.- Jęczę.- Nie mam już siły.

- Ćśśś… nic nie mów. Zajmę się Tobą dokładnie.

Dla moich uszu to zdanie jak miód. Dłonie zaciskam w szczeble łóżka i wije się pod jego słodkim języczkiem.

Machruje w okół dziurki kręcąc językiem, jest taki gorący. Po zimnych kulkach zmiana temperatury jest jeszcze bardziej podniecająca. Na zmianę wkłada język do środka i masuje guziczek języczkiem. Nie wytrzymuje i znów wybucham, krzycząc coś niezrozumiałego.

David kończy, schodzi z łóżka i za chwilę znów dołącza do mnie. Rozwiązuje nogi i kładzie na mnie swe umięśnione ciało. Całuje szyję i powoli wchodzi we mnie. Całujemy się, a ja mruczę i dysze mu do ust.

- Proszę.. rozwiąż mi ręce.- Błagam.

- Nie słoneczko.- Całuje w usta.- Znów zaciśniesz swe niegrzeczne paluszki na plecach.

Wzdycham, chciałabym go przytulić.

Parę ruchów i jego pocałunki sprawiają, że znów dochodzę, David gryzie mą dolną wargę. Oddycham ciężko. Chwile później David dołącza do grona rozluźnionych. Leżymy tak i jest mi doskonale. Jestem zmęczona, wykończona, obolała. Wykorzystał mnie do cna. Powoli ze mnie wychodzi, jęczę cichutko przygryzając dolną wargę. Rozwiązuje mi ręce i zdejmuje opaskę. Pochyla się nade mną całując szyję. Mocno przyciągam go do siebie trzęsąc się jeszcze z podniecenia. Odwzajemnia uścisk i delikatnie się całujemy.

- Ty drżysz.- Mówi odrywając się od moich rozpalonych ust.- Nie jest Ci zimno?

- Nie, jest mi dobrze.- Uśmiecham się.- Potrzebowałam Twojego pocałunku.

Przyciągam go i czule całuję.

- Jesteś niesamowita.- Szepcze, całuje czubek nosa i schodzi ze mnie.

Siadam na łóżku, przyglądam jak się ubiera.

- Chciałabym wziąć prysznic.- Oznajmiam.

- Proszę bardzo.- Śmieje się.- Nie musisz pytać o zdanie.

- Wiem.- Czerwienie się.- A gdzie jest toaleta?

- Tutaj.- Podchodzi do drzwi i otwiera kłaniając się w pół.

Podchodzę i również się kłaniam.

- Dziękuje.

Marzę o gorącej kąpieli. Napuszczam wodę, wchodzę do wanny. Cóż to był za seks, ja głupia myślałam, że nic się nie będzie działo. Bardzo się pomyliłam, jestem mało doświadczona. David to niezwykły kochanek. Chyba każda kobieta chciałaby mieć u boku tak cudownego mężczyznę. Rozmarzyłam się, aż woda stała się chłodna. Wychodzę z wanny, wchodzę do pokoju w ręczniku. Wycieram się dokładnie i ubieram.

- Wybierasz się gdzieś? – Pyta David.

- Tak do Jullie.

- Podwiozę Cię.- Ubiera się szybko.

- Dobrze.

- Posiedzisz trochę i odwiozę Cie do domu. Musisz się przespać.

Po dzisiejszym seksie na pewno wrócę do domu. Nie mam już siły, pragnę do łóżka.

- Ok. Wymęczyłeś mnie dzisiaj.- Spuszczam wzrok w podłogę przygryzając wargę.

Ch.W

Jeśli macie jakiekolwiek uwagi to piszcie śmiało, w komentarzu lub na e-mail: wioleta4444@interia.pl

Regulamin

Rozdział 8

0

Rozdział 8

- W szpitalu? Jak to? Co się stało?!

- Nie wiem, jest nieprzytomna. Ma podbite oko, jest podrapana i ma wstrząs mózgu.

- Cholera. Gdzie leży?

- W Lenox Hill Hospital na siedemdziesiątej siódmej, na oddziale intensywnej terapii. Za ile będziesz?

- Lenox Hill Hospital?- Pytam Davida.

- Niecałą godzinę. – Mówi i zbiera manatki.

- Będziemy za niecałą godzinę! – Wychodzimy z domu.

- Czekam. – Rozłącza się.

- Co się stało?- Pyta David Otwierając przede mną drzwi auta.

- Jullie została pobita, ma wstrząs mózgu.- Mówię wstrząśnięta.- Jest w śpiączce.

- Wiadomo kto jej to zrobił?

- Nie wiem. Dowiem się na miejscu.

- Prześpij się.

- No coś ty, nie zasnę!

David przyśpiesza, mkniemy jak burza, wiatr rozwiewa nam włosy. Patrzę na Davida, jego idealną twarz. Zarysowana szczęka i ta smaczna bródka. Ma na nosie okulary przeciwsłoneczne jest tak elektryzująco seksowny, że mam ochotę zrobić to tu i teraz. Powstrzymuje mnie fakt, że moja przyjaciółka leży teraz w szpitalu i walczy o życie. To straszne, kto mógł jej to zrobić? To była napaść? Jullie jest bardzo atrakcyjna i może to skusiło przestępce. Może chciał pieniędzy? Nie myślę o tym, bo łzy zaczynają mi napływać do oczu. Biedna Jullie. Trzymaj się!

- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. – Pociesza mnie zaciskając rękę na mojej dłoni.

- Mam nadzieje.- Wzdycham, a David ociera mi łzę błąkającą się na policzku.

Dojeżdżamy do szpitala, ja wysiadam, a David parkuje samochód. Wbiegam do szpitala pytając gdzie jest oddział intensywnej terapii. Dołącza do mnie David. Młoda pielęgniarka przygląda mu się i rumieni. O rany, weź się babo w garść!

- Pani, do kogo?- Bąka przyglądając się Davidowi, on uśmiecha się pod nosem i odwraca głowę w przeciwną stronę.

- Do Jullie McColl.- Niedawno ją tu przywieźli ze wstrząsem mózgu. Ktoś ją pobił.

Pielęgniareczka mówi gdzie leży Jullie i znów patrzy na Davida uśmiechając się nieśmiało. David wydaję się być onieśmielony i drapie się po karku. Takiego go jeszcze nie widziałam. David nieśmiały!

Podchodzę do pokoju, w którym leży Jullie, stoi tam również Ross.

- Co z nią? – Pytam Rossie.

- Nadal śpi.- Wzdycha.

- Cześć Rossie.- David wyciąga do niej rękę, Rossie natomiast niechętnie mu ją podaję.

- Cześć! – Mówi chłodno.

Chyba go nie lubi, to pewnie przez moje ryczenie. Nie powiedziałam jej prawdy, bo chyba by go rozszarpała, musiałam coś zmyślić. Zakładamy fartuchy i wchodzimy do środka. Do Jullie podchodzi pielęgniarka, grzebie coś przy urządzeniach i kroplówce, gdy dostrzega Davida patrzy na niego jak sroka w gnat. Zaczyna mnie to denerwować. Nie długo cały personel będzie się na niego gapić?! Wybij go sobie z głowy, paniusiu! Chwile robi coś koło Jullie i wychodzi, a David za nią. To mnie zaskoczyło. Podchodzę do łóżka Jullie. Na jej niewinnej buzi widać posiniaczenia i zadrapania, podłączona pod kroplówkę, z tymi wszystkimi urządzeniami pomagającymi jej oddychać, z rurką w nosie. To straszne, co za bestia jej to zrobiła?! Siadam obok dotykając dłoni. Spoglądam na Davida, widzę jak rozmawia z pielęgniarką… Czy on ją podrywa?! Wzbiera we mnie złość. Rossie ogląda się za Davidem i posyła mi skrzywioną minę.

- To nie facet dla Ciebie. Widać jaki z niego amancik! – Prycha.

Widzę jak uśmiecha się niewinnie do tej pielęgniareczki, dłoń trzymając na karku. On ją rwie? Jak śmie, przy mnie?! Bezczelny typ!

- Weź już nic nie mów! – Hukam na Rossie, a ona robi zdziwioną minę.

Tak ja też umiem krzyczeć na Rossie! Jak widać.

David wchodzi do pokoju, a razem za nim lekarz prowadzący Jullie.

- Wystarczy na dziś. Panna McColl ma dziś dużo badań do zrobienia. Zapraszam jutro. Jutro będą mogli państwo siedzieć do woli.

Niechętnie wychodzimy. Idę ramię w ramię z Rossie unikając Davida. Jestem na niego wkurzona.

Na zewnątrz wyskakujemy ze szpitala z Rossie udając się w stronę parkingu.

- Jesteś samochodem? – Pytam cicho Rossie.

Kiwa mi głową w odpowiedzi.

- Idę po samochód. – Mówi David.

- Nie wracam z tobą. Rossie ma samochód, nie kłopocz się.- Patrze obojętnie w jego stronę, próbując opanować gniew. Odwracam się szybko i idę z podniesioną głową.

- Chodźmy jak najszybciej, nie chcę na niego patrzeć.

Podchodzimy do samochodu Rossie, oglądam się za Davidem. Widzę, że jest zmieszany, również spogląda na mnie. Odwracam szybko wzrok wsiadając do auta.

- Weź go sobie odpuść…- Burczy Ross.

- Zrobię jak będę chciała.- Krzyczę na nią, a Ona w odpowiedzi robi wielkie oczy.

- Ja tylko Ci dobrze radzę. Przepraszam.- Mówi zirytowana.

Całą drogę do domu nie odzywamy się do siebie.

Wchodzimy do domu. Padam na twarz.

- Przepraszam Rossie, nie chciałam Cię urazić.- Przytulam ją.

- Ja też nie powinnam się wtrącać, ale nie mogę znieść jak on Cię robi w balona.

- Dobrze, poradzę sobie. Nie martw się.- Uśmiecham się, ale to nie jest szczery uśmiech, chcę mi się płakać.

- Tak, jak poradziłaś sobie z Harrym.- Stwierdza ponuro.

- Rossie… To co innego.

Słysze dźwięk telefonu. Wyjmuje go z kieszeni patrzę na wyświetlacz i kręcę głową, to David. Nie mam ochoty teraz z nim rozmawiać, ale nie mogę zostawić tej sprawy.

- Słucham.- Wzdycham.

- Jesteś na mnie zła?

- Może.- Mówię krótko.

- O co znowu?!

- Domyśl się.- Prycham.

- Wyjdziesz pod swój blok?

- Nie.- Odpowiadam krótko trochę poirytowana.

- Mam cie znów porwać?- Słyszę rozbawienie w jego głosie.

- Nie trzeba.

Rozłączam się, wkurzona wychodzę z domu.

- Nie długo będę. – Wołam do Rossie, a ona zaciska usta w cienka linię.

Schodzę na dół. On tam jest i czeka oparty o swój samochód.

- Co chcesz? – Mówię obojętnie patrząc się na paznokcie.

- Nie mów do mnie takim tonem.- Wzdycha- Powiedz mi o co znów chodzi.

- Nie wiesz?- Podnoszę brew.

- Nie. Nie jestem jasnowidzem , nie wiem czy zauważyłaś.

- Chodzi o tą pielęgniarkę.- Mówię z wyrzutem.

- Jesteś zazdrosna?- Uśmiecha się szeroko. Patrze na niego mrużąc oczy. Wkurzył mnie tym jeszcze bardziej.- To miłe.

- Podrywałeś ją na moich oczach, chyba mogę być urażona, nie sądzisz?!- Krzyżuję ręce na piersiach patrząc na niego spode łba.

- Wcale jej nie podrywałem.- Śmieje się.

No to już jest bezczelność. Patrzy mi w oczy i kłamię, i jeszcze się śmieje!

- Tak, a co to było?!

- Nic takiego, rozmawiałem z nią i przekonywałem…- Nie daję mu dokończyć.

- Wcale mnie to nie interesuje.- Podchodzi do mnie, a ten jego zabójczy uśmiech mnie dobija. Jest taki seksowny. Dotyka dłońmi mojej twarzy.

- Patrze Ci w oczy. Nie kłamię. Nie podrywałem jej. Rozumiesz?- Mówi poważnie.

Odwracam wzrok i ściągam mu dłonie z twarzy.

- Nie dotykaj mnie!- Wrzeszczę.

- Jenny, wysłuchaj mnie do cholery.- Mówi rozdrażniony.- Załatwiłem z tą pielęgniarką, by opiekowała się Twoją przyjaciółka. I tyle.

- Przecież się opiekowała.

- Tak, chciałem by opiekowała się nią cały czas. Zapłaciłem jej.

Szczęka mi opadła. Że co? Dał tej pielęgniarce kasę, by się nią lepiej opiekowała?

- No ale… tak się do niej uśmiechałeś.

- Ona pierwsza.- Wyjaśnia śmiejąc się ze mnie.- Wykorzystałem to, by się zgodziła. To tylko mój urok osobisty.- Uśmiecha się szerzej.

Rzeczywiście, urok osobisty to On ma!

- Masz, nie można Ci tego odmówić.- Wzdycham.

- Jeśli podziałał na Ciebie.- Przybliża się i całuje w kącik ust.- Wracasz ze mną?

- Nie, chcę zostać z Rossie. Rozumiesz?

- Tak, jasne.- Całuje mnie w usta, rozpływam się. Nie chcę, żeby teraz odjeżdżał. Chce go jakoś zatrzymać.

- Może wpadłbyś na górę? Napijesz się czegoś.

- Twoja koleżanka mnie nie lubi, nie wiem czy będzie zadowolona.

- Ale ja Cię lubię. Będziesz moim gościem, w moim pokoju.

- Jest już późno. – Podnosi oczy do góry, a ja mam ochotę ugryźć go w brodę. Boski Adonis!

- No wejdź na chwilę.- Patrze na niego słodko.

- Jeśli tak prosisz. Prowadź.

Odwracam się i wchodzę do klatki. David szczypie mnie w pupę.

- Nie mogłem się oprzeć.- Odpowiada na moje zdziwione spojrzenie.

Wchodzimy do mieszkania. Ross podnosi wzrok i idzie do swego pokoju trzaskając drzwiami.

- Na nią nie da się już rzucić uroku.- Śmieje się David.

- Przejdzie jej. – Macham ręką.- Chodź do pokoju. Chcesz coś do picia?

Rozbolała mnie głowa, marzę o gorącej kąpieli i łóżku, ale jest tu David i chcę go jakoś ugościć.

- A co masz?

- Zwykłego Szampana.- Wzruszam ramionami.

- W Twoim towarzystwie, zwykłe rzeczy stają się nie zwykłe.

O rany! Zatkało mnie, uśmiecham się, biorę szampana i kieliszki wchodzimy do pokoju. Jaki z niego romantyk, prycha moja podświadomość.

Siadamy na kanapie, David nalewa nam szampana.

- Dobry?- Pytam.

- Może być.- Uśmiecha się tym swoim szczerym, uroczym uśmiechem, a ja czuje przyciąganie, moja kobiecość kurczy się pod jego uśmiechem. Nie, uspokój się, nie teraz.

Wypijamy ostatni kieliszek szampana, szumi mi trochę w głowie. David wstaje, porusza się po moim pokoju. Na szafce leży książka Stephena Kinga.

- Lubisz takie klimaty?

- Aha.- David przegląda książkę i odkłada na miejsce, a jego zabójczy uśmiech przyprawia mnie o szybsze bicie serca.

- Masz jeszcze szampana?

- Nie, ale jest wino. Chcesz mnie upić? – Uśmiecham się flirciarsko.

David nie odpowiada, uśmiecha się lekko po czym wychodzi, a ja czekam na niego i martwię się gdy długo nie przychodzi.

Wychodzę do salonu, ale tam go nie ma. Dzwonie do niego, nie odbiera. Uciekł?

Wrócił. Właśnie wchodzi do mieszkania.

- Gdzie byłeś?

- Poszedłem po dobre wino. Quevedo Porto Ruby. Lubisz?

- Nie wiem.- Wzruszam ramionami. Skąd mogę wiedzieć? Nie kupuje takich win.

Wchodzimy znów do pokoju, nalewa nam wino. Świeże, pełne, wielce owocowe, czuje truskawki, wiśnie, maliny, czerwone porzeczki. Po dwóch kieliszkach robi mi się ciepło.

- Smakuje Ci?

- Bardzo.

- To powiedz mi, co jeszcze lubisz.- Opiera rękę o zagłówek czekając na odpowiedź.

- Ciebie.- Śmieję się

- To wiem, a poza tym?

- Hmm… Gun`s and Roses… Formułę 1.

- Poważnie? Komu kibicujesz?- Uśmiecha się rozbrajająco poprawiając się na kanapie.

- Felipe Massa… No i oczywiście Daniel Ricciardo.- Wzdycham.

- Uważaj, bo ja zaraz zrobię się zazdrosny.- Znów się uśmiecha. Cóż za uśmiech!- Co jeszcze?

- To wino.- Chichoczę, chyba za dużo wypiłam!

- Coś jeszcze?

- Wrzosy, uwielbiam je.

David przysuwa się muskając palcami udo. Czuję się trochę podpita. Chyba chcę mnie wykorzystać!

- A ty, co lubisz?- Pytam.

- Twoje ucho.- Ssie płatek ucha. Mmmm, przyjemnie.- Szyje.- Całuje w szyje podgryzając ją delikatnie, a ja chcę więcej.- Twoją brodę.- Podgryza brodę.-Twoje usta i język.- Przysuwa głowę do mojej, nasze wargi zbliżają się by po chwili całować się namiętnie i żarliwie przez dłuższą chwilę. Dotyka mego policzka, rozkosznie zaciskają mi się wszystkie mięśnie, słodkie dreszcze wypełniają moje ciało, poza tym wiruje mi się w głowie. Gdy odrywamy od siebie usta, ledwo mogę zaczerpnąć powietrza. Patrzymy sobie w oczy. Czarne na przeciwko zielonych, a ja nie wytrzymuje. Wsysam się w jego brodę lekko ją podgryzając.

- Uwielbiam ten dołeczek na Twojej brodzie.- Szepczę cicho przygryzając mu dolną wargę.

On rzuca się na mnie blokując ręce, bym nie mogła go ruszyć. Muska ustami moją twarz, ucho i szyję, bardzo ogniście całuje mnie w usta, nagle wstaje.

- Masz klucz do pokoju?- Pyta zaskakując mnie tym.

- Tak.

- To zamknij drzwi na klucz.- Rozkazuje.

O rany, lubię ten jego ton. Męski, stanowczy, uwodzicielski. Wstaję, odnajduje klucz, a następnie zamykam drzwi. On siada na łóżku w samych spodniach. Jest tylko mój!

- Podejdź do mnie.- Mówi stanowczo.

Podchodzę do niego powoli. Nogi drżą pode mną.

- Zdejmij bluzkę!

Robię co mi karze. Jego palce ślizgają się po mym rozgrzanym ciele. Wiem, że już nie długo będzie we mnie. Biorę głęboki oddech. Jego pieszczoty jedynie samym palcem doprowadzają mnie do szaleństwa. Biorę jego włosy w dłonie bawiąc się nimi, przepuszczając przez palce.

Całuje każdy milimetr mojego gorącego, spragnionego ciała, omijając pępek.

Rozpina mi guziki całuje niżej. Zdejmuje spodenki i dochodzi do pępka wkładając swój wilgotny język, drażniąc go niesamowicie zmysłowo i delikatnie. Jego dłonie wędrują do pośladków i zaciskają, jednocześnie znów liżąc brzuch. Rozpina biustonosz, rzuca go gdzieś w kąt. Delikatnie drażni sutki zataczając językiem kółka w okół nich, całuje je nieziemsko mrucząc.

- Jesteś bardzo apetyczna.- Jego głos jest seksownie ochrypły.

Odrzucam głowę do tyłu próbując opanować oddech, gdy David bawi się moimi piersiami. Pragnę go mieć teraz, w sobie! Kładę kolano na jego, nagle czuje mocnego klapsa.

- Ała!

- Masz stać nieruchomo! – Karci mnie.

O Rany. Wcale nie bolało!

Jego zabłąkana ręka wędruje pod moje majteczki, a jego usta są wciąż przy moich sutkach. Masuje łechtaczkę ciężko dysząc. Nie mogę wytrzymać , chcę by już we mnie był.

- Zrób to. Proszę.- Jęczę.

- Nic nie mów. Inaczej zacznę od nowa.

O nie! Te tortury mnie wykończą.

Oczywiście zaczyna od początku, podążając palcem po brzuchu i wzgórku. Zatapia język w pępku, następnie w moje nabrzmiałe, spragnione jego języka piersi. Znów wkłada palce pod białe koronkowe majteczki, drażni moją kuleczkę rozkoszy, a ja drżę i mruczę pod nosem. Ociera palce przy mojej dziurce, pragnę jeszcze bardziej poczuć w sobie jego mocarnego przyjaciela. Chcę by zrobił ze mną co chce, jestem żądna seksu, chyba to przez ten alkohol.

Wkłada palec do środka, a ja wydaję stłumiony jęk. Nie mogę nic powiedzieć, inaczej zacznie wszystko od początku, przeciągając chwilę dostania się jego różowego członka do mojej spoconej z pożądania dziurki, a pragnę tego bardziej niż kiedykolwiek. Pragnę by wypełnił mnie swoim twardym pożądaniem, ruszając się we mnie zmysłowo, apetycznie i zdecydowanie- zdecydowanie za dużo wypiłam.- Jego zwinne palce penetrują moją cipkę od środka. Czuję, że nie długo się To stanie, że wybuchnę zatracając się w boskiej agonii! Coraz szybciej rusza dłonią, nagle przestaje. O nie, proszę, ja chcę dalej, już byłam blisko.

- Nie tak szybko Cukiereczku.- Szepcze.

Wstaje ściągając spodnie i bokserki, na wolność wydostaje się jego gorący wierzchowiec. Jest apetyczny, bardzo pociągający, nęcący, pragnę klęknąć przy nim i zająć się nim sowicie, posmakować go i czuć jego słodki zapach w moich ustach. Jednak nie karze mi się nim zająć.

Kładzie się na łóżku, głowę opierając o ścianę, bierze penisa do ręki i bawi się nim. Och, ale czemu nie pozwolił mi się pobawić? Zajęłabym się jego miłym gościem należycie… dogłębnie.

- Patrz jak sobie dogadzam! – Szepcze, a jego wzrok jest kuszący.

Jego ręka wędruje w górę i w dół patrząc na mnie gorąco, swymi figlarnymi oczami. Jego wzrok płonie. Rozchyla usta i zamyka nabierając głośno powietrza. To nieprzyzwoite tak na to bezczynnie patrzeć! To ja chcę się nim bawić! Stoję jak głupia i patrzę jak się masturbuje. Uśmiecha się do mnie zalotnie podnosząc brew.

- A ty, dlaczego jeszcze nic nie robisz?

Wreszcie! Dodaje krok, lecz on cmoka i kręci głową.

- Nie podchodź! Zabaw się sobą. Chcę patrzeć jak to robisz!

Patrzę na sterczącego penisa i myślę, że już nie długo będzie we mnie, więc nie gadam i robię co mi karze. Nie chcę opóźniać tej chwili.

Nie wiem jak zacząć. Zamykam oczy i nieśmiało dotykam piersi, w palcach zaciskając sutki. Twardnieją po chwili, otwieram oczy, widzę jak David pożądliwie na mnie patrzy. Usiadł na łóżku opierając się o łokcie, przygryza wargę patrząc z zachwytem. Nieśmiało zajmuje się sobą, chciałabym, żeby to On mnie dotykał.

- Dalej. Nie krępuj się.- Zachęca.

Druga ręka wędruje do wzgórka. Głaszczę moją lekko owłosioną dolinkę, patrząc cały czas na Davida. Przechylam głowę na bok, uśmiecham się i wsuwam rękę dalej.

O Rany, ależ jestem mokra. Mokra i spragniona, ośmielam się bardziej. Pocieram palcami łechtaczkę. Wyjmuję palce i biorę je do buzi, każdy paluszek po kolei, oblizując palce jak po dobrym jedzeniu. Zamykam oczy i przejeżdżam mokrymi palcami przez moje wrzące, spragnione ciało. Znów wkładam palce w moją kobiecość i masuje swój mały, przyjemny dzwoneczek. Patrzę na Davida spod rzęs, jest zachwycony i uśmiecha się do mnie trzymając w jednej ręce członka. Ośmielona tym widokiem wkładam palce do cipki, delikatnie poruszając. Przygryzam wargę i wydaję jęk. Płonę pod jego gorącym, zachwyconym spojrzeniem. Wkładając sobie palce głębiej, coraz głośniej zaczynam wzdychać i jęczeć.

- Starczy tego. Chodź do mnie.- Nakazuje.

Z radością wykonuję to polecenie. Wchodzę na niego powoli, drapieżnie wystawiając szpony.

- Wejdź, ale nie wkładaj go do środka. Inaczej dostaniesz bolesnego klapsa.

Hmm, ok jak sobie chcesz. Leże nad nim wymachując biodrami, ocierając łechtaczką o jego zaróżowiony, kusząco twardy czubek. Mam ochotę wejść, posiąść go całego, rozkoszować się jego długością i grubością, chcę poczuć pulsującego kutasa w sobie i zatracić się w rozkoszy. Nie wytrzymuję i wkładam sobie czubek penisa do cipki.

- Nie!- Syczy. Ciągnie mnie za włosy i strzela w tyłek. Ała, boli! Wyciąga penisa z dziurki i wypuszcza głośno powietrze z szeroko otwartymi ustami. To podniecający dźwięk. Dreszcze ogarniają mnie całą.

- Tak.- Dyszy mi w szyję.- Jaka jesteś?

- Niegrzeczna?- Mówię niepewnie.

- Bardzo niegrzeczna.- I znów uderza dłonią pośladki. Rozmasowuje je , wkłada palec do środka i wyjmuje, bawiąc się moim dzwoneczkiem. Obejmuje jedną ręką szyję- A co zrobię, gdy znów niegrzeczna dziewczynka zechcę włożyć go do swojej słodkiej cipki?

- Zbijesz mnie.- Jęczę mu w usta spragniona i wygłodniała jego najprzyjemniejszej części ciała.

- Tak.- Mówiąc to wkłada mi energicznie palca do dziurki, a ja krzyczę, wyjmuje i znów jego dłoń jest na mojej szyi.- Krzycz, lubię jak krzyczysz i jęczysz.- Bierze moje włosy, pociąga dając mi głębokiego, buziaka.

Czuję się bosko, seksownie poniewierana. To niesamowite, że podnieca mnie ból! Przy nim nie czuje się źle, wiem, że nie zrobi mi krzywdy.

- Podoba Ci się to.- Zaczyna poruszać biodrami. Dotyka mej twarzy i patrzy w oczy.- Mnie też słonko.

Ssie moją brodę schodząc w dół do szyi. Gryzie ją i oblizuje, idąc znów do brody muskając delikatnie moją wargę ustami. Wystawiam język i muskam koniuszkiem jego usta. Wchłania się w moje wargi. Ten pocałunek jest bardzo namiętny, żarliwy jakby chciał mnie połknąć. Jęczę mu do ust. Znów wkłada mi palec do dziurki i przestaje całować. A ja nie mogę złapać oddechu tak samo jak On. Jego lewa dłoń bawi się piersiami i sutkami, a prawa dręczy moją boginie. Nie wytrzymam! Wkładam dłonie w jego włosy i mocno zaciskam. Oddycham głośno i krótko. Zaraz to się stanie.

- Tak… Dalej, nie krepuj się. Dojdź w taki sposób.- Warczy.

Jego głos mnie detonuje i wybucham głośno piszcząc i krzycząc. Nie przejmuję się tym, że Rossie jest w domu. Nic teraz nie jest ważne. Orgazm jest tak wyczerpujący, że opadam na jego umięśnione ciało ciężko dysząc. Oddech nie może mi się uspokoić. Dyszę w szyję, wciąż czuje jego penisa przy cipce.

Wydostaję się spode mnie i klęczy z tyłu zakładając lateksowe odzienie. Ustawiam i nastawiam się na spotkanie z jego penisem. Wkłada go energicznie do środka głębi kobiecości i mocno posuwa, nie czuję już takiego bólu co zwykle, chyba alkohol mnie trochę znieczulił. Krzyczę w poduszkę, nie chcę by Rossie słyszała wszystko co się tutaj dzieje. I tak za dużo słyszała. Jego woreczek obija się o mnie, a dłonie zaciskają się na mych rozfalałych biodrach. Znów nadciąga to uczucie i już po chwili wybuchają fajerwerki i całe moje ciało krzyczy. Jęczę i wiję się jak zwierze. Zaraz po mnie dochodzi David opierając głowę o moje plecy i krzycząc moje imię.

Wychodzi ze mnie i klepie w pupę. Idzie do toalety, a ja leże wykończona, jest mi niesamowicie dobrze. Zasypiam.

Coś mnie budzi, jakieś szmery. To David krząta się po pokoju. Ocieram oczy i patrze na zegarek. Jest 4 rano.

- Idziesz? – Pytam zawiedziona.

- Tak. Nie chce się natknąć na Twoją koleżankę.- Uśmiecha się.

- No tak , zostawiasz mnie z tym samą.- Siadam na łóżku krzyżując ręce na piersi.

Siada na łóżku uśmiechnięty wystawia dłoń głaszcze policzek i przytrzymuje mi brodę.

- Po prostu nie chcę by jeszcze bardziej była zła.- Szepcze.- Jak będziesz chciała pojechać do szpitala, zadzwoń. Przyjadę po Was.

- Dobrze.- Również szepczę. Pragnę by mnie pocałował. Zamykam oczy, a On pochyla się i całuje mnie w policzek.. Co? Tylko tam?

Wychodzi. Idę za nim.

Otwieram mu drzwi po czym przybliżam się, by go pocałować, lecz On się cofa jednocześnie podnosząc ręce w obronnym geście. O co mu chodzi?!

- Nie. Lepiej nie.- Uśmiecha się smutno i wychodzi pozostawiając mnie w osłupieniu. Dziwny mężczyzna. Nie chce mnie pocałować, a przecież wcześniej to robił.. Co go ugryzło?!

Wracam do łóżka i zapadam w sen, marząc o wilgotnych wargach Davida.

****

Wstaję zmęczona, już dziesiąta. Wchodzę do salonu, Rossie już się po nim krząta. Patrzy na mnie i uśmiecha się, aż pieką mnie policzki. Co Ona sobie o mnie myśli?

- Ale dałaś wczoraj popis. – Wreszcie się odzywa.

Wzdycham kręcąc głową.

- Wszystko słyszałaś?

- Wszystko czego nie chciałam. Okropieństwo.- Wzdryga się i chichocze.- To jakieś zwierze.

Tym razem to ja byłam jak zwierzę, nieopanowane zwierzę. Nie wiem co się ze mną działo.

- Już nie udawaj takiej świętej.- Odparowuję kpiąco.

- Jak mieszkałyśmy kiedyś razem i przychodziłaś z Harrym to takich odgłosów nie było.

- No właśnie… Nie było.- Rozkładam ręce.- Nic nie było. Teraz coś się dzieję.

- Co On z tobą wyprawia?- Śmieje się zaskoczona.

- A to już nie jest Twoja sprawa.- Uderzam Rossie poduszką.

- Hej! Uważaj sobie.- Grozi śmiejąc się do mnie.- Ubieraj się, jedziemy do Jullie.

- Zadzwonię po Davida.

- Po co? Pojedziemy moim samochodem.

- Ale chciał bym zadzwoniła po niego, też chciał ją odwiedzić.

- Jak mogłaś zrobić to z facetem, który podrywał bezczelnie pielęgniarkę?!- Krzyczy z wyrzutem.

- Nie podrywał jej. On ją tylko prosił by lepiej zajęła się Jullie. Zapłacił jej.

- Nie mów.- Rossie usiadła ciężko na kanapie.- Poważnie?

- Tak.

- To zwracam mu honor. Ale i tak mi się nie podoba.

- I bardzo dobrze. Wystarczy, że oglądają się za nim jakieś lafiryndy.- Mówię oburzona.

- Jenny, David to interesujący mężczyzna. Ostrzegam Cię tylko, byś potem nie płakała.

- Dziękuje za ostrzeżenie, ale teraz pozwól, że do niego zadzwonię.

Rossie wzrusza ramionami wracając do śniadania.

Wybieram numer Davida, odbiera po drugim sygnale.

- Hej! – Mówi chłodno.

- Hej. Jedziemy do Jullie. Czy Twoja propozycja jest nadal aktualna?

- Tak jasne. Za chwile będę. Na razie.

- Pa.

Strasznie dziwny ton miał przez telefon. Mam nadzieję, że gdy przyjedzie będzie inny.

Za klika minut dzwoni telefon. Lecę do pokoju go odebrać.

- Nie zabij się.- Mówi złośliwie Ross.

- Słucham.- Mówię do telefonu.

- Jestem pod klatką. Możecie schodzić.

- Ok.- Rozłączam się.- Chodź, jest pod klatką.- Wołam do Rossie.

- Przecież poczeka.

Rossie powoli wstaję podchodząc do okna.

- Fiu, fiu.- Gwiżdże.- Ale furka.

- No chodź już!- Wołam.

- Spoko, dziewczyno, nie gorączkuj się tak.

- Wypad z domu.- Ciągnę moją przyjaciółkę do wyjścia i wreszcie wychodzimy z domu.

Schodzimy na dół. Uśmiecham się szeroko do Davida, ten jednak tylko delikatnie podnosi usta i otwiera drzwi. Do tyłu wsiada Rossie, ja zaś siadam obok niego.

Odpala auto i jedziemy w milczeniu. Nagle odzywa się Rossie.

- Dzięki, że załatwiłeś opiekę Jull. Nie musiałeś.

David uśmiecha się, ich spojrzenia krzyżują się w lusterku.

- Kto bogatemu zabroni.- Wzrusza ramionami.

Patrze na Rossie, Ona na mnie podnosząc brwi ze zdziwienia”Kto bogatemu zabroni?”. Nikt mu nie zabroni, może wszystko.

Wchodzimy do sali gdzie leży Jullie. David wchodzi razem z nami. Jullie nadal jest w śpiączce podłączona do tych wszystkich aparatów, jest taka blada i bezbronna. Chcę mi się płakać. Nie zostawię jej tutaj, będę z nią do poniedziałku.

Siedzimy u Jullie parę godzin, Nagle Rossie wstaje kierując się do wyjścia.

- Idę do pracy, ty też długo nie siedź.

- Zostanę z nią. Może się obudzi.

Rossie klepie mnie po ramieniu i odchodzi całując Jullie w czoło.

David podchodzi na drugą stronę łóżka siadając obok Jull, patrzy na mnie.

- Nie długo się obudzi.- Pociesza mnie kładąc swą dłoń na mojej. Dostaje dreszczy i czuje dziwne mrowienie w brzuchu. Tylko nie to. Nie zakochuj się w nim. To nie odpowiedni facet na takie uczucia. Jak mam się oprzeć jego oczom i ustom? Jest zabójczy.

- Myślę, że powinieneś stąd wyjść.

- Dlaczego?- Pyta zaskoczony.

- Tak będzie najlepiej.- Nie patrzę mu w oczy.

Nic nie mówi. Zaskoczyłam go.

- Ok.- Wychodzi. Nie chciałam tego. Myślałam, że zostanie. Gdy wychodzi zaczynam płakać.

Siedzę przy Jullie cały dzień i noc. Czasami chodzę do baru w szpitalu i kupuję sobie coś do jedzenia i picia, wychodzę do toalety i wracam obok łóżka Jull. Co godzinę przychodzi pielęgniarka wykupiona przez Davida sprawdzając coś i uśmiechając się do mnie litościwie. Oby szybko się obudziła.

****

Niedziela mija mi szybko. David wczoraj nie zadzwonił, czy go uraziłam?

Nic się nie zmieniło. Jullie walczy o przebudzenie. Czytam jej romansidła, wiem że je lubi, czytam gazety, rozmawiam z nią.

Nie mogę czekać na telefon od Davida, przez chwilę myślę by zadzwonić do niego, lecz odsuwam tę myśl, postanawiam pojechać do niego. Wychodzę szybko ze szpitala.

Kilkadziesiąt minut później jestem pod jego drzwiami. Zapukać? Co mam powiedzieć? Chciałabym spróbować jego ostrzejszej wersji seksu, jestem na to zdecydowana. Pukam. A jeśli go tam wcale nie ma? Nie musi siedzieć cały czas w domu.

Otwiera, wychyla się uśmiechając delikatnie.

- Cześć, mogę wejść?

- Jasne.

Wpuszcza mnie do środka.

- Napijesz się czegoś?

- Nie.

- Zaskoczyłaś mnie.

- Wiem.

- Po co przyszłaś?

- Do Ciebie.- Odpowiadam krótko.

- To wiem.- Uśmiecha się zmieszany.

- Chcę byś to ze mną zrobił, chce byś wybrał jakąś rzecz z kufra.

David stoi wmurowany, otworzył usta, nie wie co powiedzieć.

- Spałaś coś w ogóle? – Pyta ni z tego ni z owego.

- Nie ważne.

- Jak z Jullie?

- Bez zmian.- Wzdycham.- Cały czas przy niej siedziałam.

- Więc chcesz się trochę niegrzecznie pobawić?

Podchodzi do mnie dotykając bioder i całując po szyi.

- Tak.- Szepczę.

- To chodź.- Odsysa się ode mnie i prowadzi do pokoju.

Wchodzimy do środka, David wyjmuje kufry otwiera i pyta.

- Sama wybierz.- Patrzy na mnie.- Masz do wyboru kufer, w którym rzeczy i doznania mogą być miłe, lub kufer z rzeczami bolesnymi jak i również przyjemnymi. Zależy od Ciebie. Ostro czy łagodnie?

Jestem ciekawa mniej przyjemnego kufra, choć trochę się boję bólu. Chcę spróbować. Przecież będę mogła się wycofać w każdej chwili, ale czy David zdoła się opanować? Czy przestanie gdy będę miała dość?

Ch.W.

Jeśli macie jakiekolwiek uwagi to piszcie śmiało, w komentarzu lub na e-mail: wioleta4444@interia.pl

Regulamin

Wesołych Świąt

0

NA ŚWIĘTA ŻYCZĘ Wam:

Nadziei – by nie opuszczała,

radości – by rozweselała,

miłości – by obrodziła,

dobroci – by zawsze była – …

Wesołych Świąt

Rozdział 7

1

Rozdział 7

Budzę się, chcę otworzyć oczy … Jasny gwint, mam związane oczy! Boli mnie głowa. Co się stało?! Nie mogę się ruszyć, jestem związana. Wiercę się. Czuję, że obok jest jakaś przepaść,nie chcę spaść, nie ruszam się więc, leżę nieruchomo. Wiem, że jadę samochodem, jestem porwana, związana, zakneblowana. Chyba stajemy. Słyszę trzask zamykanych drzwi. Nagle czuję dłoń pocierającą mój policzek. Jakiś szajbus chcę mi coś zrobić, a ja nie mogę się ruszyć, nie mogę uciec. Znów podtyka mi mokrą chusteczkę. Oczy robią się ciężkie i nie opieram się już, bo wiem, że to nic nie da. Poddaje się, uspokajam… i zasypiam.

****

Siedzę na fotelu zdezorientowana, przestraszona, mokra ze strachu. Jest mi duszno i jestem zmęczona.

Próbuje rozprostować nogi.. no tak jestem związana. Niech mnie wypuści! Błagam.

Słyszę dźwięk otwierania drzwi i kroki. Tak bardzo się boje… Co mi zrobi, czy mnie zabije? Czego ode mnie chce? Głaszcze mnie po głowie i rozwiązuje chustkę, którą miałam na ustach. Nabieram głęboko powietrze i zaczynam krzyczeć.

- Czego chcesz?! Czego?… Chcesz pieniędzy? Bierz ile chcesz, ale mnie puść, błagam!

Rozwiązuje materiał i wreszcie odsłania mi oczy. Trochę niewyraźnie widzę, przez mgłę, światło razi mnie w oczy. Mrugam powiekami i widzę zamazaną postać. Wytężam wzrok próbując rozpoznać kto stoi obok. Cholera!

- David!- Krzyczę rozpoznając osobę, która mnie porwała.- Kurwa! Co ty robisz, ty stuknięty…- podchodzi do mnie znów kneblując usta.

- Jak będziesz krzyczeć to zostawię Ci tę apaszkę na ustach. Daj mi wyjaśnić, proszę. Będziesz krzyczeć? Chcę Ci to zdjąć.

Macham przecząco głową, wyjmuje materiał z ust.

- Cholera. Ty ośle! Będę krzyczeć! Czego ode mnie chcesz?

- Uparciuch z Ciebie. Krzycz i tak nikt Cię nie usłyszy. Nie mam zamiaru zrobić Ci krzywdy. Nie dałaś mi dojść do słowa, groziłaś Policją. Dowiem się wreszcie dlaczego?

- Bo jesteś porąbany człowieku. Psychopata, drań, szaleniec. Kurwa! David wypuść mnie.- Krzyczę zaczynając szlochać.

- Proszę, Jenny nie płacz.- Dłonią wyciera mi policzki.- Nie chce Ci zrobić krzywdy.

- A co chcesz do cholery?!

- Chcę byś mnie wysłuchała.- Mówi cicho.

- Zostaw mnie w spokoju!

- Nie mogę, nie zostawię. Wysłuchaj mnie, proszę!

- Nie będę słuchać!

- Jenny.

- Nie!

- Proszę…

Zaczynam głośno śpiewać by zagłuszyć jego głos.

- Nie dajesz mi wyboru Jenny.- Mówi zdenerwowany i knebluje mi usta.- Nie wiem co powiedziała Ci ta osoba i kim jest, nie chcesz mi pomóc. Być może ją znam. Nie jestem psychopatą, nie biję kobiet jeśli tego nie chcą- Uśmiecha się.- Zrozum, ktoś Ci naopowiadał bajek i dowiem się kto, tylko mi powiedz. Teraz zdejmę Ci apaszkę i powiesz mi spokojnie, dokładnie co się stało. Ok?

Kiwam głową.

- To była blondynka, bardzo ładna.- Mówię gdy David wyciąga mi z ust apaszkę.- Długie włosy, nosiła okulary… i złoty łańcuszek. Opalona, zadbana…

- Cholera!- Krzyczy David ocierając dłonią kark.- To Jennis. To ta kobieta z którą mnie widziałaś.. To Ona mnie całowała.

- Myślisz, że Ci uwierzę?!

- Musisz. Czy zrobiłem Ci krzywdę?

- Próbowałeś, porwałeś mnie draniu!

- Tylko nie draniu! Nigdy nikomu krzywdy nie zrobiłem. Chyba, że ta druga osoba chciała, ale nie aż tak by miała siniaki na całym ciele.

- Pokazywała mi zdjęcia, były na nim pobite kobiety.

- Ona jest zdolna do wszystkiego, a ty uwierzyłaś we wszystko co Ci powiedziała.

- Jakaś babka podchodzi do mnie, mówi, że Cię zna, że jesteś nieobliczalny, zaborczy i przytrzymujesz kobiety w domu. Bijesz i doprowadzasz do obłędu.

- Do obłędu mówisz?- Uśmiecha się filuternie.- Cóż z tym mogę się zgodzić.

- To nie żarty.

- Czy zrobiłem Ci coś? Powiedziałem Ci wszystko, a ty uwierzyłaś jakiejś obłąkanej kobiecie.

- Nie znam Cię, a ja mam dość takich świrów.- Wzdycham i przygryzam wargę, by nie zacząć znów płakać.- Rozwiąż mnie! – Krzyczę.

- Jenny, wierzysz mi?

- Czemu się tak na mnie uwziąłeś? Przecież mógłbyś mieć każdą kobietę.

- Nie mogłem tego tak zostawić. Nie chciałem byś myślała o mnie źle. Wierzysz mi?

- Tak, tylko mnie rozwiąż. Cholera co Ci przyszło do głowy mnie porywać.

- Ok.- Rozwiązuje mnie.- Nie chciałaś mnie słuchać, więc wpadłem na taki pomysł.

- Super. Gdzie jesteśmy?

- W Huntington.

- To twój dom?

- Tak. – Uśmiecha się.

- Ładny.- Rozwiązał mnie, wreszcie mogę się poruszać. Rozglądam się po domu z bala, z dachu wystają belki. Na przeciwko jest stary kominek, Domek w stylu wiejskim. Bardzo mi się podoba, jest tak romantycznie, brakuję tu jeszcze świec. Ciekawa jestem czy jest tak samo duży, jak dom w Saratodze. – Powinnam Cie teraz zdzielić w łeb. Najadłam się przez Ciebie strachu.

- Zaufaj mi Jenn. Nie jestem psychopatą. Nawet najbardziej zastraszone kobiety nie zostawiłyby tak tej sprawy. Nie rozumiem jak mogłaś jej uwierzyć.- Wzdycha

- Przestraszyłam się… Nie miałam lekko z Harrym. – Wzdrygam się.

- Bił Cię?- Pyta przerażony siadając obok.

- Nie chce o tym mówić.- Opieram głowę o rękę ciężko wzdychając.

- Nie zrobię Ci krzywdy. Uwierz mi. – Ujmuje moją dłoń.- To ma być miła znajomość. Niezobowiązująca, bez kwiatów i innych bzdur. Mam nadzieję, że myślisz tak samo?

- Jasne. Nie jestem gotowa na normalny związek. Chcę się bawić.

- To dobrze.- Uśmiecha się.- Spotykamy się dla przyjemności. Nie ma tu miejsca na prezenty, romantyczne kolację we dwoje, pierścionki, spotkania z rodziną, miłości, liścików, Serenady pod oknem- Chichocze.- To zwykły seks.

- Tak też było z twoimi byłymi „Przyjaciółkami”?

- Tak, wszystkie się na to godziły. Tylko nie wszystkie chciały by tak zostało.

- Chciały kwiatków i spotkań z rodziną?

- Tak. Opowiesz mi o… Harrym?

- Wiesz przecież… Bałam się gdy przychodził z pracy, natomiast, gdy ja wychodziłam do sklepu, przyprowadzał sobie kobiety i na moich oczach robili te świństwa! Bił mnie i… nie chcę o tym mówić.

- Kutas.- Warczy.

- Zgadzam się, ale dajmy już spokój.

- Tak, masz rację.- Przysuwa się bliżej, odgarnia mi włosy z twarzy, następnie całuje szyję.

- Nie myśl, że nie jestem na Ciebie wkurzona.- Mówię zamykając oczy.

- Wiem i chciałbym Ci to wynagrodzić. – Gryzie mnie w szyje, wydaję stłumiony jęk.

Rzuca mnie delikatnie na łóżko i gryzie brodę, dochodzi do wargi i ssie ją. Tak bardzo mi się to podoba, mam ochotę zając się jego męskością, lecz jestem przyszpilona do łóżka. Rozbiera mnie, zdejmuje top i rozpina guzik szortów.

- Masz piękne ciało Jenny.- Dyszy mi do ucha.

Zdejmuję mu czarny sweter, ten w którym był na łyżwach. Mój ulubiony, jest w nim taki seksowny bardziej niż w białej koszuli. Wbijam paznokcie w jego plecy.

- Ty tygrysico, nie tak ostro.- Śmieje się.- Nie mam niestety przy sobie tych wszystkich… zabawek. Chętnie złoił bym Ci tyłek.

Uśmiecham się, rozpinając mu spodnie, szybko je ściąga.

- Jesteś taka urocza.- Patrzy mi prosto w oczy, lubię patrzeć jak mu ciemnieją, diabelsko przystojny facet patrzy na mnie pożądliwie, to podniecające. Zarzuca mi nogę na biodra i ociera się o mnie. Czuję jego erekcje na moim udzie, pragnę mieć go w sobie, by wypełnił mnie całą. On torturuje mnie przeciągając to jakże ekscytujące spotkanie. Czuję jego ciepło pod bokserkami, jęczę z zachwytu.

- David, nie przeciągaj tego.

- Co mam w takim razie zrobić?- Szepcze przygryzając płatek ucha.

- Zdejmij bokserki, natychmiast. – Mruczę podniecona.

Tak robi, zdejmuje i znów się nachyla i znowu to robi tylko, że teraz bardziej czuję tę sprężynę , twardego jak stal członka. Wzdycham głośno. Zdejmuje mi majteczki i teraz na mojej landrynce stosuje te same metody co przed chwilą.

- Czuję jak bardzo jesteś mokra.- Szepcze nęcąco i wpycha mi język do ust. Całujemy się szaleńczo goniąc się językami. Sięga ręką do mojej otchłani piekielnego zatracenia, znów jęczę i wije się pod nim, wychodząc mu na spotkanie.

Wkłada mi palec do środka energicznie nim poruszając. Puszcza moje usta, a ja wydaję jęki… rozkoszy, doprowadza mnie tym do szaleństwa.

- Zrób to teraz.- Wołam błagalnie sama nie wiedząc co mówię i czego pragnę. Czy jego zwinnych palców, czy jego nieustraszonego przyjaciela? Wiem jedno, chcę by ten ogień pojął mnie całą i zaniósł na szczyt.

- Co zrobić?- Syczy przez zaciśnięte zęby.

- Wiesz… chcę go poczuć… głęboko.- Odpowiadam nie mogąc złapać tchu. Jestem tak podniecona i spragniona, że ledwo mogę oddychać. On doprowadza mnie do dzikiego szału!

Wyjmuje palec i podtyka mi do ust. Biorę bez gadania i ssę wygłodniała i odurzona jego męskością.

- Grzeczna dziewczynka. Teraz głębiej.- Rozkazuje ocierając się o mnie. Czuję jego czubek przy mojej rozochoconej dziurce, lecz nie wsuwa go od razu do środka. Biorę jego dłoń w rękę i wsuwam głębiej palce, patrząc na niego rozpalona.

- Starczy.- Mówi łagodnie i pochłania mi usta, zaraz się od nich odrywając.- Teraz ja Ciebie posmakuje.

Zsuwa się powoli ze mnie, całując każdy centymetr mojego gorącego, rozpalonego ciała. Płonę!

Całuję brzuch powoli zsuwając się głębiej. Dociera do mej kobiecej części i muska koniuszkiem języka łechtaczkę. Wyginam głowę do tyłu jęcząc… Och, bosko!

Kręci języczkiem kółka, wyginam się pod jego naporem. Schodzi niżej w mą otchłań, drażniąc palcem guziczek szczęścia. Dysze głośno, jęczę i szybko oddycham. Niech już się to skończy, chcę pod nim wybuchnąć.

Jego sprawny język robi cuda, zęby przygryzają łechtaczkę, całuje i próbuje wessać mnie do środka. Nie wytrzymuję, ogarnia mnie błogość, to cudowne uczucie jest tak silne, krzyczę jego imię wyginając się w łuk. Dreszcze oplątują całe moje ciało. Próbuję się otrząsnąć, otwieram oczy, David odrywa się od mojej zachwyconej cielesności, nakłada prezerwatywę, rozsuwa szeroko nogi i zgłębia się pchając mocno grubego, żylastego penisa w moją głębię. Znów krzyczę starając opanować emocję, jest zbyt intensywny. Wbijam palce w jego plecy. Jęczy i energicznie pcha się we mnie jakby szukał czegoś cennego. Nagle spowalnia, ja się uspokajam, próbuję wyrównać oddech. Wyjmuje swego majora muskając łebkiem o ściankę pochwy i znów wbija się sztywnym palem. Krzyczę zaciskając palce na jego klatce. Powtarza to znowu i jeszcze raz… i jeszcze.

- Lubię Cię taką dziką. – Mówi ochryple.

Nagle wsuwa się mocniej i głębiej.

- Tak, proszę…

- Lubisz tak kotku?! – Warczy.

- Ach.- Wzdycham i wydaję jęk rozkoszy.

Podgryza mi ucho i znów dochodzę, a zaraz po mnie David całując łapczywie moją szyję.

Nasze oddechy się uspokajają puls spowalnia. David jeszcze chwilę leży na mnie uspokajając zmysły.

- Następnym razem Cię zwiążę.- Mówi oddychając nierówno i patrząc mi głęboko w oczy.- Za mocno drapiesz.- Śmieje się cudownie, chłopięco.

Całuję jego szczelinkę na brodzie. Wysuwa się ze mnie, krzywię się, wciąż jest jeszcze twardy.

- Zrobiłem się głodny.

- Pozwól, że ja to zrobię.- Uśmiecham się, wstaję i nic na siebie nie zakładając podążam za Davidem.- Masz jakiś fartuszek?- Patrzę na niego frywolnie.

- Mam, w kuchni na krześle.- Mówi i znika w jakimś pomieszczeniu.

Idę za nim, wchodzę do dużej kuchni. Podaje mi fartuszek, a ja zakładam go na nagie ciało.

- To co chciałby Pan zjeść? – Pytam żartobliwie.

- Ciebie. – Podnosi na mnie rozpalony wzrok, uśmiech nie znika mu z ust.

- To później. Teraz zrobię omlet. Może być?

- Jasne. Tylko mnie nie otruj.- Parska śmiechem.

- No wiesz?! Ja bardzo dobrze gotuje i lubię to robić.

Zakłada ręce na piersi i patrzy jak krzątam się po kuchni w samym fartuszku, uśmiechając się co chwila tajemniczo.

- Może Ci pomóc?-Mówiąc to wstaje i zbliża się.

- Nie, usiądź sobie, zrobię to sama.

- Odechciało mi się jeść.- Mówi ochryple, obiecująco.

Obejmuje mnie z tyłu i smyra nosem po karku, przygryza ucho i liże.

- Co robisz? Nie uda mi się nic zrobić jeśli będziesz tak robił.

- Bardzo dobrze.- Przygryza mi ucho.

- Ale chciało Ci się jeść…- Zamykam oczy z rozkoszy.

- Teraz chcę Ciebie.- Dyszy do ucha i zaciska mocno dłonie na moich pośladkach.

- Przestań!

Nie przestawaj!

- Dlaczego?- Wkłada palce od tyłu w moją wilgotną muszelkę, a ja piszczę.

- Co?… Nie wiem… Co mówiłeś?- Pytam skołowana.

Całuje mnie w szyję i się uśmiecha. Jego palce błąkają się w mojej otchłani posuwając w przód i w tył.

- Pytałem.- Mówiąc to wsuwa głębiej palce, a ja znów jęczę.- Dlaczego tego nie chcesz?

- Chcę!

- Mówiłaś, że nie, w takim razie Cię nie dotknę.- Odsuwa się, a ja przekręcam się w jego stronę. Stoi w samych spodniach, widzę jego wzwód pod dżinsami. Jego klatka jest tak pysznie pociągająca, ciepła. Nie ma zamiaru mnie dotknąć? Sama to zrobię. Chwytam go za szlufki spodni przyciągając i przekręcając, że teraz on staję oparty o szafkę. Nadal się nie rusza tylko zachęcająco uśmiecha. No to do dzieła.

Zbliżam się do jego twarzy łapię za szyję i całuje brodę. Uwielbiam jego dołeczek, gryzę go, a On uśmiecha się szeroko, pragnę go jeszcze bardziej. Zdejmuje ręce z klatki i przytrzymuje się blatu szafki kuchennej, ułatwiając mi dostęp do jego ciała. Całuję brodę i szyję liżąc i przygryzając ją leciutko. Zamknął na chwilę oczy, otworzył usta. Wtapiam się w szyję, a moje dłonie błąkają się po jego piersi drapiąc delikatnie miejsce pod pępkiem. Przygryzł wargę, jeszcze bardziej mnie to podnieciło, podoba mu się to. Dawno nie robiłam tego mężczyźnie i ta myśl, że będzie mu dobrze popycha mnie bardziej do przodu, jestem pewniejsza swej atrakcyjności, wiem że zrobię mu przyjemność. Przygryzam jego dolną wargę, w odpowiedzi słyszę jęk, głęboko oddycha. Łapię mnie za pupę i mocno ściska. Schodzę dalej ku szyi uruchamiając znów swój język, muskając jego szyje i brodę. Puszcza mnie i znów stoi nieruchomo.

Schodzę w dół dotykając jego ścieżynki. Całuję każdy centymetr jego rozgrzanego ciała. Kucam i rozpinam dwa guziki całując ciemne włoski. Odgarnia mi włosy i cicho mruczy. Rozsuwam rozporek, powoli zdejmując mu spodnie, pod jego bokserkami widać sporą wypukłość. Za chwilę spotkam się z nim w twarzą w twarz, wreszcie będę mogła mu się bliżej przyjrzeć i posmakować. Wstaję, zdejmuję fartuszek, teraz stoję przed nim naga, w jego oczach widzę diabelskie iskierki. Dotykam nabrzmiałego członka przysuwam się i całuję go mocno w usta, on odwzajemnia ten gest, przysuwając mnie do siebie bliżej. Czuje jego klejnoty. Wycofuję się i znów kucam zdejmując mu powoli bokserki. Męskość wydostaję się szybko na wolność. Biorę trzon do ręki i przesuwam w górę i w dół, a David przytrzymuje mnie delikatnie za włosy. Liżę koniuszek główki powoli się z nim zapoznając, całuję i biorę całą główkę do buzi patrząc w oczy Davidowi, rozpycha mi usta, nie wiem czy dam rade wziąć go całego. Rozchyla swe usta i odchyla głowę do tyłu cicho jęcząc. Cudownie patrzeć na takiego zatraconego Davida.

Liżę całego nabrzmiałego członka, jest sztywny i zmysłowo pachnie. Żyły pulsują w moich rękach, ta gruba armata jest moja i mogę się nią bawić. Biorę go do buzi, językiem oplatając nasadkę. Buzia napełnia mi się członkiem, zamykam oczy i delektuje się tym cudownym uczuciem wypełnienia. Zaczynam głębiej wsadzać go do buzi. David jęczy i wysuwa biodra zachęcając do głębszej penetracji. Drugą ręką gładzi mi włosy i przyciągnął głębiej do siebie. Jest tak długi i gruby, że trochę mnie przydusza, trudno mi się do tego przyzwyczaić, ale próbuję wziąć go głębiej. Teraz energicznie ruszam ręką i coraz szybciej go obciągam, gdy David mruczy i jęczy głośniej. Jego członek jest delikatny i aksamitny w smaku, a zarazem twardy i żylasty, a ja jestem coraz odważniejsza. Ssę zdecydowanie.

- Za chwilę wystrzelę. – Ostrzega chrapliwie. – Więc, jeśli nie chcesz bym skończył w twych ustach, to przestań!

Nie przestaję, ssę nieustraszenie, pragnę jego spermy, pragnę poczuć w buzi ten smak, chcę dać mu przyjemność, pragnę go zadowolić jak On mnie. Puszcza moje włosy opierając się o blat szafki spuszczając mi się do buzi, sperma spływa i spływa, a ja delektuje się tym niezwykłym smakiem i zapachem. Wylizuję go całego do sucha, a On mruczy i wypuszcza powietrze.

- Jenny! To było… niesamowite.- Mówi zaskoczony.

- Bardzo mi miło.- Uśmiecham się.

- Teraz kobieto, weź się za jedzenie. – Chichocze.

- Robi się.- Salutuję mu śmiejąc się jak wariatka.

Rozbijam jajka na patelni. Wyrzuciłam Davida by nie krzątał mi się po kuchni. Znajduje cynamon i dżem truskawkowy.

- Wiem, że o pierwszej w nocy nie za szczególnie jeść kolację, ale sama mnie do tego zmusiłaś.- Śmieje się David.

- To już tak późno?

- Mhm.- Odpowiada kiwając głową zajęty jedzeniem.

- Cholera!… Trudno jutro zadzwonię. Kompletnie zapomniałam o Rossie i Jullie.- Idę po telefon, sprawdzam i widzę 30 nieodebranych połączeń od Rossie i 27 od Jullie. – No ładnie!

- Co się stało?

- Dzwoniły do mnie dziewczyny.

- To zadzwonisz do nich jutro..

- Martwią się.

- No tak. Ale teraz chcesz dzwonić? Pewnie już śpią.

- Może się martwią. Dzwonię.

Wybieram numer Jullie, a David przewraca oczami, Ona mnie tak nie ochrzani jak Rossie. Po trzech sygnałach odbiera i krzyczy.

- Jenny, cholera gdzie jesteś?! Martwimy się o Ciebie, nic Ci nie jest?

A jednak krzyczy.

- Nie, wszystko w porządku.- Odpowiadam szeptem.

- Na pewno? Z kim jesteś?

- Na pewno.. Jestem z Davidem.

- On mi się wcale nie podoba Jenn. Przecież płakałaś przez niego.

- Och, Jullie już jest ok. Wyjaśniliśmy sobie wszystko.

- Dlaczego nie odbierałaś?! – Znów krzyczy.

- Nie pomyślałam… Wiesz..- Policzki robią mi się gorące, robię się czerwona.

- Jak przyjdziesz do domu to pogadamy, nakopie Ci do dupy, zobaczysz- Śmieje się.

- Ok, kończę Jullie. Pa.

- Pa.

Wypuszczam powietrze, a David się śmieje.

- Ale się tłumaczyłaś, jak na spowiedzi.

- Troszkę na mnie nakrzyczała.

- To co, idziemy do łóżka? – Pyta, a oczy mu ciemnieją.

- Tak, ale nie mam już sił… Na nic.

Bierze mnie za rękę, wychodzimy z kuchni do salonu. Przesuwa łóżko na wprost kominka i kładziemy się do łóżka. David kładzie się ze mną układając na łyżeczkę. Łaskocze mnie.

- Nie łaskocz!- Krzyczę rozbawiona.

- Ok, a to mogę robić?

Gryzie mi ucho i masuje pupę. Cholera, to takie podniecające, ale jestem zmęczona.

- Też nie.

- A tak?

Odgarniając mi włosy całuje kark. Dreszcze wstrząsają moje ciało.

- Nie! – Odpowiadam stanowczo.

- A tak?- Dotyka pośladków, schodzi niżej i masuje mój delikatny dzwoneczek. Mruczę.- Jesteś mokra Jenny, nie mów, że nie chcesz.

Przysuwa się bliżej i znów czuje sterczącego członka. Co za ogier!

- Zrób to!- Mówię zdecydowanym głosem.

- To mi się podoba.- Dyszy.- To będzie szybki numerek.

Zdejmuje bokserki, nakłada gumkę i znów leży obok mnie. Przyciska do siebie i wtapia w moją szyję. Oddaję mu się cała. Przystawia penisa do dziurki, momentalnie jest już w środku, a ja jęczę zachwycona, wyginam się. Tym razem jest bardziej ekspresyjny. Popycha mnie mocno raz za razem i cicho dyszy mi do ucha. Bardzo mnie to podnieca, jego jęki są bardzo erotyczne. Drugą rękę trzyma na piersiach zaciskając sutki, które pod jego zdolnymi palcami robią się coraz twardsze. Jego ruchy są porywcze, penis wypełnia mnie, nie dając szans na odpoczynek. Jurny z niego ogier, jęczę głośno, gdy David przyśpiesza, to porywające znajome mi uczucie powoli nadchodzi. Przygryza sutek, znów się wyginam.

Wydaje pisk po chwili dochodzę zaciskając mocniej jego dłonie na piersi.

Leżymy chwilę unieruchomieni. Wychodzi ze mnie zdejmuje zużytą prezerwatywę i wyrzuca do kosza obok łózka, znów kładzie się na mnie, muskając ustami plecy. Natychmiast zasypiam, jestem wykończona .

****

Budzę się sama w łóżku, gdzie jest David? Wstaje, ubieram się w jego czarny sweter, wącham go. Lubię jego zapach, mam mój ulubiony sweter na sobie, zakładam majtki i postanawiam go poszukać. Wchodzę do kuchni, tam go nie ma więc szukam dalej. Chyba nie uciekł ode mnie? Podchodzę do drzwi na wprost kuchni, otwieram je, tam też go nie ma, pusty pokój. Podchodzę do drugich drzwi, to łazienka. Podchodzę do następnych. Nikogo tam nie ma, gdzie On się podział? Podchodzę do szklanych drzwi, wychodzę do ogródka, może tam jest? Słysze jakieś trzaski. David robi coś przy szopce. Podchodzę bliżej i widzę, że rąbie drewno. Jest taki męski, nie ma na sobie koszuli! Chrząkam gdy jestem za jego plecami.

- Wstałaś? – Odwraca się i uśmiecha słodko.

- Tak, rąbiesz drewno?

- Jak widać. – Uśmiecha się szerzej.

Muskam palcem po jego nagim ramieniu.

- Ale jesteś silny. – Mruczę.

David nieruchomieje odwracając się do mnie.

- Chcesz spróbować?

- Ja? Nie umiem.- Wyginam ręce do tyłu i splatam je sobie, patrząc na niego kokieteryjnie.

- Skąd wiesz? Spróbuj.- Podaje mi siekierę.

Biorę ją od niego przytulając do piersi, po czym chowam ją pod sweter błądząc po ciele. David otwiera usta lecz zaraz je zamyka.

- Mogę spróbować.- Patrzę na niego uwodzicielsko.

Podchodzi mnie od tyłu, biorąc dłonie w swoje, pokazuje jak rąbać. Szczerze? Na co innego mam teraz ochotę! Udaję nam się za drugim razem trafić w drzewo. Nie obchodzi mnie to, myślę o gorącym członku we mnie. Może mnie nawet posiąść na trawie. Co mam zrobić by uprawiać z nim seks, teraz? Nie muszę długo czekać.

Ociera się o mnie i odkłada siekierę.

- Dosyć tej nauki.- Oznajmia.- Wypnij się! – Rozkazuje uwodzicielsko.

Opieram się o pień wypinając do niego tyłeczek, rozkładam nogi i czekam. Chwilę później David wchodzi we mnie powoli, szybko się poruszając i klepiąc po pupie. Płot jest wysoki, nie boję się, że ktoś nas zobaczy. Oplata sobie moje włosy wokół nadgarstka i pociąga, odchylam głowę do tyłu. Piszczę, to mnie podnieca, dreszcze przelatują po całym ciele, wędrują do pochwy i jest tak przyjemnie, jego gruby członek napiera na mnie, w tej pozycji odczuwam go jeszcze bardziej, na początku się krzywię i syczę, boli jak wchodzi głębiej. David zatrzymuję się ciężko dysząc.

- Boli?

- Troszeczkę.- Wzdycham.- W tej pozycji czuję go głębiej i mocniej.

- Coś na to poradzimy.- Odpowiada chrapliwym, głębokim głosem.- Jesteś taka ciasna.

Wyjmuje nabrzmiałego członka, wchodzi powoli, wyjmuje i znów wkłada, robi to parę razy, wyjmuje i wchodzi we mnie cały, ciągnąc jednocześnie za włosy. Czuję to niebiańskie uczucie które nadciąga, czuję go dokładnie, wszystkie żyłki na penisie wydają się tak odczuwalne. Dochodzę w konwulsjach rozkoszy. Ciągnięcie za włosy i klapnięcia w pupę potęgują mój orgazm, sztywnieję piszcząc cichutko. David przytrzymuje mnie pomagając stać pewnie na ziemi i chwilę później również szczytuje. Czuje się rozluźniona. Moja cipka nadal pulsuje, nadal czuję jakby był we mnie, penis jest odczuwalny nawet z daleka. Przyciąga mnie do siebie, ręką wędrując do cipki, delikatnie ją masując i całując mnie w usta, moja kobiecość kurczy się pod jego dotykiem, a masaż jest przyjemny i kojący.

- Boli jeszcze?- Pyta delikatnie.

- Trochę mniej.- Uśmiecham się, muskam ustami jego wargi.

- Długo będziesz mnie tu więził?- Pytam uśmiechając się lekko, gdy siedzimy razem w kuchni.

- Ile tylko będziesz chciała. Mogę załatwić Ci wolne w poniedziałek.

- Nie musisz, mam wolne. We wtorek mam ostatnią rozprawę sądową z Harrym.

- Mogę Cię zawieźć.

- Do Dakoty?- Prycham.- Zarezerwowałam sobie bilet na samolot w poniedziałek po południu.

- Będziesz miała gdzie się zatrzymać?

- Wynajmę sobie jakiś mały pokój.

- Mogę Cię podwieźć na lotnisko.

- Nie trzeba, dziękuję.

- Dlaczego nie?

- Dam sobie radę.- Odparowuję.

- Mogę z tobą polecieć, będzie Ci raźniej.

- Wolałabym nie. Nie chce kłopotów. Harry by się wkurzył gdyby nas razem zobaczył.

- Przecież nie jesteście już małżeństwem.

- To pies ogrodnika. Jest bardzo porywczy.

- Nie chce byś była z nim sama.

Wzdycham. Dzwoni mój telefon.

- Cześć Mamo.

- Cześć Córeczko, mam propozycję. W Dakocie mieszka moja koleżanka ze studiów i pomyślałam, że pojadę z tobą na sprawę dotrzymać Ci towarzystwa. Zatrzymamy się u Angeliki.

- Dzięki mamo. Jesteś Kochana.

- Odbiorę Cię z lotniska. Wzięłam sobie wolne w pracy i lecę w niedzielę.

- Ok, cieszę się.

- Nie chcę byś była sama z tym…

- Przecież nic by mi nie zrobił.- Przerywam jej.

- Nic nie szkodzi, nie wiadomo co zrobi. Ten facet jest nieprzewidywalny.

- Wiem mamo, dziękuję jeszcze raz.

- Do zobaczenia we wtorek.

- Pa mamo!

Gdy kończę rozmowę robię nam coś do jedzenia.

- Co dziś robimy?- Pytam.

- A co byś chciała?- Podnosi na mnie wzrok uśmiechając się szeroko.

- Najpierw coś zjeść.

- Twoja Mama z tobą pojedzie? – Zmienia temat.

- Tak wzięła sobie wolne.

- Gdzie pracuje?- Pyta.

- Jest dentystką. A Twoja?

- Chirurgiem.- Odpowiada krótko.

- A Ojciec?

- Ojczym jest Sędzią.- Mówi ponuro.

- Och, ojczym. Przepraszam.

- Za co? – Pyta rozdrażniony.- Pytaj o co chcesz.

Nie wiem co mnie napadło i wypalam z następnym pytaniem.

- A co z Twoim prawdziwym Ojcem?- Od razu żałuję, że zapytałam. Mogłam się ugryźć w język!

- Nie wiem gdzie teraz jest. Nie utrzymujemy kontaktów.- Mówi wyjątkowo spokojnie.

- Dlaczego?- Ja i te moje głupie pytania! Opanuj się.

- Pił, awanturował się, żerował na Matce… i na mnie – Wzdycha teraz już jest poirytowany.

- Przepraszam, nie potrzebnie zadałam pytanie.

- Nic nie szkodzi. Robił nam wstyd… Nie chce o tym mówić, Jenny. To przeszłość.

- Rozumiem.- Spuszczam wzrok w jedzenie, zażenowana swoimi pytaniami.

- A co robi Twój Ojciec? – Pyta.

- Pracuje w banku, jest kierownikiem.

Atmosfera się zagęściła. Już nie jesteśmy w tak dobrym nastroju. David kończy jeść, wychodzi do ogródka wracając do rąbania drewna. W takim razie postanawiam zająć się czymś pożytecznym. Pozmywałam i postanowiłam, że trochę posprzątam w domku.

Znalazłam odkurzacz w jednym z pokoi. Kończę właśnie odkurzać kuchnie, gdy do salonu wchodzi David.

- Co ty robisz? Zostaw to.- Wyłącza odkurzacz z gniazdka, wyrywa mi go z rąk.

- No co? Postanowiłam trochę posprzątać i tyle. To chyba nic złego?

- Jesteś tu gościem. – Wzdycha.

- Nie miałam co robić. Nie umiem tak siedzieć i nic nie robić.

- To zostaw już ten odkurzacz .

- I tak już skończyłam. – Uśmiecham się triumfalnie.- Poza tym kurze też starłam.

Widzę, że nie jest zadowolony.

- Dziękuje.

Znów wibruje mi telefon, tym razem to Rossie.

- Nie odbieraj, mam wobec Ciebie pewne zamiary.- Podchodzi uśmiechając się filuternie.

- Ale to Rossie, to zajmie tylko chwilkę.

- Chcę Ci podziękować.- Podchodzi do mnie i łapię za biodra.

- Zboczeniec.- Uśmiecham się i odbieram telefon.- Słucham Cię Ross?

- Jenny przyjedź jak najszybciej, Jullie jest w szpitalu! – Krzyczy przez łzy.

 

Ch.W.

Jeśli macie jakiekolwiek uwagi to piszcie śmiało, w komentarzu lub na e-mail: wioleta4444@interia.pl

Regulamin

Rozdział 6

5

Rozdział 6

- Zna go Pani?- Patrzę na tą piękna kobietę, oczy ma uważne i smutne. Jest szczupła, dobrze ubrana. Długie blond włosy z grzywką opadającą na oczy. Coś mi mówi, że to jego była kochanka!

- Znam go bardzo dobrze. Za bardzo.

Jestem trochę zaniepokojona. Czego Ona ode mnie chce?!

- Co Pani ma na myśli?

- To niebezpieczny facet.- Mówi spokojnie.

- Doprawdy?- Uśmiecham się krzywo.- Ok to już wiem, dziękuje za informację. Coś jeszcze, bo chciałabym już wrócić do domu?

- Mówię to dla Twojego dobra. To świr. Omamia swoje owieczki i wykorzystuje.

Owieczki?!

- Odczep się kobieto. Co ty masz z nim wspólnego?- Mówię sfrustrowana.

- To furiat, może Ci zrobić krzywdę, gdy się wkurzy. Na początku wszystko fajnie, później robi się zazdrosny, zamyka kobiety w domu i przytrzymuje. Znęca się nad nimi, torturuje, pastwi i bije. Musi być wszystko po jego myśli.

- Bardzo ciekawe i Policja nic z tym nie robi?- Prycham.

- Policja?- Śmieje się.- On ma władzę i pieniądze. Może przekupić kogo chce. Ja tylko Cie ostrzegam.- Szuka czegoś w torebce, a ja nie wiem czy mam stać czy uciekać.- Zobacz.

Wyjęła zdjęcia. Przeglądam je z przerażeniem, są na nich pobite kobiety. Mają siniaki na całym ciele. Nie mogę na to patrzeć, to zbyt drastyczne dla mnie. Po moim związku z Harrym boję się takich typów. Pewnie nie miałby problemów by uderzyć w ataku furii.

- Pani też to robił?- Pytam przerażona.

Kobieta uśmiecha się, odwraca i ucieka.

- Zaczekaj.- Wołam, lecz Ona jest już daleko. Wmurowało mnie kompletnie w chodnik. O Rany! Muszę się jak najszybciej od niego uwolnić, to chory człowiek, a ja mam dość, takiego życia, poniewierania i bicia. Nie chcę sytuacji, gdy się mu postawię czy coś sobie ubzdura i będę wyglądać jak te kobiety na zdjęciu. Wracam do domu i natychmiast do niego napisze, że ma się do mnie nie zbliżać.

- Jesteś! Myślałam, że poleciałaś po te wino na Florydę. – Śmieje się Rossie.

- Była kolejka.- Udaję mi się uśmiechnąć.

Zostawiam zakupy na blacie kuchni i wchodzę do pokoju, wyjmuję telefon, postanawiam napisać do Davida i definitywnie z nim skończyć, ten typ jest niebezpieczny, nie będę ryzykować.

Zostaw mnie w spokoju

nie chce mieć z tobą nic wspólnego!

To koniec.

J.

Wysyłam wiadomość i biorę głęboki oddech. Dlaczego muszę trafiać na takich świrów, czy ja sama ich przyciągam czy po prostu Oni widza we mnie ofiarę? Słysze znajomy dźwięk nadejścia wiadomości. Boje się odczytać SMS-a. Serce wali mi jak oszalałe i duża gula podchodzi mi do gardła.

O co chodzi?

Zrobiłem coś nie tak?!

Zbieram się na odwagę i piszę następnego.

Po prostu nie zbliżaj się do mnie!

Jesteś nienormalny.

Mam dosyć takich facetów.

Wysyłam, oddychając głęboko. Cieszę się, że dowiedziałam się teraz jaki jest, inaczej znów bym tkwiła przy facecie, którego się boję. Dlaczego jestem taka pechowa, czemu trafiam na takich facetów?! Moja komórka dzwoni. To David, waham się by odebrać, jednak postanawiam go wysłuchać.

- Czego chcesz?! Pisałam byś dał mi spokój! -Krzyczę do telefonu.

- Słonko, o co chodzi?

- Jakie Słonko?! Odpieprz się psycholu! Rozumiesz?!

- Nie rozumiem, o co ci chodzi.

- Nie zbliżaj się do mnie. Nie dzwoń. Znajdź sobie inną ofiarę.

- Ofiarę? Jenny…- Nie daję szans by dokończył i szybko się rozłączam.

Jestem roztrzęsiona, wystraszona, mam nadzieję, że da mi spokój i nie będzie mnie nachodził. Nie chcę mieć z tym facetem nic wspólnego. Że też są tacy wariaci na świecie i do tego bogaci, którzy mogą przekupić każdego i się oczyścić. Wzdrygam się na tę myśl. Jenny, weź się w garść, ten facet to przeszłość nic Ci nie grozi. Prawda?!

Trudno będzie zapomnieć o tych elektryzujących oczach, magnetycznym uśmiechu, o nocy spędzonej razem i chwil pod prysznicem.

****

W pracy nie mogę się skupić wszystko co robię, robię wolno i muszę długo myśleć nad tym co robię.

David dzwonił parę razy. Wyciszyłam telefon, nie będzie mi przeszkadzał.

Trever wychodzi ze swego gabinetu i kieruje się w moją stronę.

- Jenny, Smith dzwonił i chciał się z tobą skontaktować.

- Co chciał? – Mówię łagodnie.

- Umówiłem się z nim, że przyjdziesz do jego biura i jeszcze raz omówicie umowę. Coś chcę jeszcze wyjaśnić, są jakieś nieścisłości.

Tylko nie to!

- Kiedy?

- Dzisiaj. Teraz możesz do niego podjechać. Po omówieniu szczegółów możesz wrócić do domu. Pamiętaj bądź miła.

No jeszcze tego brakowało. Być miła dla tego świra!

- Dzisiaj? – Wzdycham.- A nie może pójść ktoś inny?

- Jenny, to ty z nim omawiałaś umowę.- Odburkuje.- Ty musisz to zakończyć.

- Wiem. – Próbuje coś wymyślić, ale nic nie przychodzi mi do głowy, może, że źle się czuję. Nie chce się z nim spotykać.

- Bez gadania Jenny, to nasza szansa. Leć już.- Wchodzi do swego biura nie dając mi szans na wymyślenie czegoś. O rany, wiem, że chciał bym przyszła, bo chce pogadać, może kupię paralizator w razie gdyby chciał mnie dotknąć? Nie, bez przesady, będę w jego firmie, nic mi tam nie grozi. Mam taką nadzieję!

Zbieram się niechętnie do wyjścia i myślę co zrobi David, gdy nie będę chciała z nim rozmawiać. Może nie podpisać umowy? Byłby zdolny do tego? Jest zdolny do wszystkiego! Przecież w każdym momencie będę mogła wyjść z jego biura, nie zatrzyma mnie, tylko potem mogę mieć nieprzyjemności. Cholera znajdę inną pracę, jest wiele innych agencji reklamowych.

Jestem na miejscu. Wchodzę zdecydowanym krokiem do środka, mijam recepcję i wsiadam do windy. Serce mało co mi nie wyskoczy, puls mam przyśpieszony, muszę się jakoś opanować, nie chcę pokazać, że się go boję. Wychodzę z windy i zmierzam w stronę recepcji. Tym razem rządzi inna dziewczyna.

- W czym mogę pomóc?- Pyta miło dziewczyna.

- Ja do Pana Smitha. Jennifer Jones.

- Proszę zaczekać.

Recepcjonistka dzwoni, a ja czekam pstrykając palcami. Cholera, ciekawe w jakim jest humorze. Mam nadzieję, że nic mi nie zrobi.

- Proszę wejść, Pan Smith Panią oczekuje.- Informuje po chwili.

- Dziękuję.

Pewnie, że oczekuję! Pukam do drzwi i wchodzę zdecydowanym krokiem nie czekając na pozwolenie.

- Jennifer.- Mówi zaskoczony.

- Tak. Pan chciał coś ze mną omówić. Możemy zaczynać.- Mówię obojętnie i siadam na kanapie zanim David mi to zaproponuje. Zakładam nogę na nogę i rozkładam ręce.

- Jenny wiesz, że chciałem się widzieć z tobą z innego powodu. Czemu nie odbierasz telefonu?- Podchodzi do mnie w ręku trzymając klucze. Co chce zrobić?!

- Bo jesteś nienormalny.- Krzyczę.

- To przez to, co jest w kufrze?

- Nie i nie udawaj. Wiem o tobie dużo. Zbyt dużo.

- Ciekawe.- Drapię się po brodzie. Matko! Jakie to podniecające!

- To straszne. Powiedz jakie masz uwagi do umowy albo wychodzę.

- Chciałem pogadać.- Podchodzi do drzwi i zamyka je na klucz. O cholera!

- Co ty robisz?! Wypuść mnie stąd.- Syczę wstając nagle zbliżając się do drzwi.

Podchodzi do mnie, odsuwam się, lecz On podąża za mną. Kuźwa co mam zrobić?!

- Nie podchodź. Zacznę krzyczeć.

- Nie zrobisz tego.- Opieram się o ścianę nie mogąc się ruszyć, zablokował mi drogę!

Podnosi dłoń i gładzi mój policzek. Jego delikatne dłonie wywołują dreszcze. Jeszcze wczoraj dotykał mego ciała, a dziś jest dla mnie potworem… zboczonym potworem.

- Daj mi odejść.- Mówię próbując stłumić łzy.

- Dlaczego? Powiedz Co się stało?!- Przybliża się bardziej dostawiając czoło do mojego.- Przecież było nam dobrze.

- Zostaw mnie.- Warczę.

Jego dłonie wędrują pod moją spódnicę. Próbuję się wydostać z jego objęć, lecz przyparł mnie mocno do ściany. Odpycham się od niego, ale jest silniejszy. Próbuje mnie pocałować, choć tego chcę chowam głowę, odpycham się z całych sił, ale nic z tego, jestem za słaba.

- Nie! – Krzyczę, gdy on próbuje mnie pocałować. Czuję na sobie jego erekcję, to go podnieca?! – Oddaj mi klucz, świnio!

- Nie stawiaj mi się. To działa na mnie jak płachta na byka.- Dyszy mi w szyję.

- Jesteś nienormalny!

W końcu udaję mu się mnie pocałować. Odrzucam głowę i znajduję w sobie tyle sił, by go odepchnąć i uderzam go z całej siły w twarz. On odsuwa się zaskoczony.

- Dawaj te klucze.- Zabieram je.- I nie zbliżaj się do mnie, bo pożałujesz!- Grożę mu, otwierając sobie drzwi i rzucając klucze na dywan.

- Jenny, wysłuchaj mnie!

- Nie waż się zaszkodzić mi w pracy.- Grożę mu palcem i wyskakuję z gabinetu jak z procy.

Przy recepcji spowalniam, żegnam się z dziewczyną z recepcji i wchodzę do windy.

Biorę głęboki, uspakajający oddech. Udało się, udało mi się wyjść stamtąd cało. Próbował się do mnie dobrać, co za świnia, jak on mógł?! Bezczelny drań!

Wychodzę z windy i biegnę do wyjścia. Na powietrzu robi mi się lepiej. Mam nadzieję, że się odczepi. W drodze do domu myślę o jego gorących ustach i dotyku, które przyprawił mnie o dreszcz. Czy zaufam kiedyś jakiemuś facetowi? Będzie trudno, ale na razie nie mam ochoty na nowe znajomości, nie po tej z Davidem.

Wchodzę do domu. W Salonie siedzi Jullie.

- Już w domu?

- Tak, miałam spotkanie biznesowe, szef pozwolił mi wrócić po spotkaniu do domu.

- Fajnie, dostałaś list.- Pokazuje na stół.

- Od kogo?- Podchodzę niepewnie do stolika.

- Nie wiem, nie mam w zwyczaju zaglądania do listów, niezaadresowanych do mnie.

Chyba wiem od kogo, podchodzę otwieram kopertę i czytam liścik.

Przepraszam jeśli Cie czymś uraziłem

Mam nadzieję, że mnie w końcu wysłuchasz.

Powiedz co się stało. Porozmawiaj ze mną.

David.

Co za człowiek. Robi ze mnie głupią? Wiem o wszystkim. Wyrzucam list do kosza.

Jullie robi zdziwioną minę.

- Co się stało Jennifer?

- Nic. – Burczę i wchodzę do swojego pokoju.

Wchodzę pod prysznic i zaczynam szlochać, siadam i płaczę. Ten palant chciał mnie wykorzystać, Obejmuję się ramionami i kładę głowę na kolanach. Przypominam sobie jak Harry wpadł we wściekłość gdy nie było mnie w domu, myślał, że uciekłam. Gdy przyszłam do domu, zrobił awanturę ciągnął za włosy i wyzywał. Nie obchodziło go gdzie byłam, wpadł w furię i nie dało się go już uspokoić. Prosiłam, krzyczałam, by przestał, ale było jeszcze gorzej. Uderzył mnie pięścią w twarz, a ja upadłam na ziemię. Krzyczał bym wstała, bo przyłoży mi jeszcze mocniej. Nie wstałam, płakałam i prosiłam, by sobie poszedł i dał mi spokój, wkurzył się jeszcze bardziej i kopnął mnie w żebra. Ukucnął przy mojej twarzy, pamiętam jaki był wściekły. Zasłoniłam się ręką, by nie mógł mnie już bić. Szarpaliśmy się, zaczął mnie dusić i bić po głowie, twarzy i gdzie tylko się dało, byłam strasznie posiniaczona. W końcu skończył i wyszedł z domu, przyszedł pijany do domu i zaczął mnie przepraszać. Wybaczyłam, bałam się, że znów mnie pobije.

Wychodzę z prysznica zapłakana i rozmazana. Owijam się ręcznikiem. Nagle słyszę pukanie do drzwi, nic nie odpowiadam. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Jednak drzwi otwierają się a do środka wchodzi Ross.

- Jenny.- Mówi podchodząc do mnie.- Co się stało?

Znów zaczynam beczeć. Rossie obejmuje mnie, a ja płaczę na jej ramieniu, za chwilę dochodzi Jullie i wylewam z siebie potok słów, mówię o swoich wspomnieniach z Harrym. Resztę wieczoru spędzamy przy butelce Whisky i wina, upijając się do nieprzytomności.

****

Rano w pracy cholernie boli mnie głowa, musiałam nałożyć ciemniejszy cień na oczy, by nie było widać moich sińców pod oczami. David cały czas wydzwania do mnie i pisze SMS-y, ale wcale ich nie odczytuje, wszystkie od niego kasuje. Mam już go dość, kiedy on w końcu zrozumie i da mi spokój. Trever nic nie wspominał o Davidzie, w takim razie, chyba wszystko jest ok i nie będę miała nieprzyjemności.

Do naszej ekipy dołączyła nowa dziewczyna, Jessica. Zakumplowałam się z nią. Jest miła i również lubi Stephena Kinga, jak ja, tak samo jest po przejściach, tyle tylko, że mąż jej nie bił.

Po pracy idziemy na piwo niedaleko naszej agencji. Pod pracą czeka na mnie David. Cholera! Odczepi się w końcu ode mnie?!

- O nie.- Wzdycham.

- Co się stało?- Pyta Jessica. Pokazuję na Davida i przyśpieszam kroku.

- To twój były mąż?

- Nie skąd, ale też gość jest niespełna rozumu.

Jessica o nic nie pyta, idziemy dalej przed siebie.

- Jenny.- Zaczepia mnie David

- Odwal się psychopato. Mówiłam Ci już!

- Powiedz mi co się stało.- Krzyczy.

- Powiedzieć Ci?! – Jessica patrzy na nas z przerażeniem.- Jesteś psychol. Wiem co robiłeś innym kobietom. Krzywdziłeś je, zamykałeś w złotej klatce! Widziałam zdjęcia.

- Jakie zdjęcia?!- Mówi zdezorientowany.

- Tych pobitych, niewinnych kobiet! Pokazała mi je pewna kobieta. Klapki mi opadły z oczu.

- O czym ty mówisz? Jaka kobieta?!

- Odejdź stąd do cholery i przestań mnie zadręczać. Rozumiesz?

- Jenn…

- Nie ma Jenn! Zostaw mnie w spokoju, bo zacznę krzyczeć na środku ulicy.

- Ok, ale nie zostawię tego tak Jennifer.- Grozi mi?!

- Rób co chcesz, ale zostaw mnie i przestań wydzwaniać. Jesteś chory, powinieneś się leczyć. Zostaw mnie w spokoju, bo zadzwonię na Policję!

Davida wmurowało w ziemię. Idziemy spokojnie z Jessi.

- Kto to był?

- Nie ważne. To jakiś psychol. Na szczęście się od niego uwolniłam

Wchodzimy do baru niedaleko Agencji i zamawiamy jedno piwo, drugie, trzecie i następne. Do domu przychodzę półprzytomna, sama nie wiem jak trafiłam do domu. Próbuje przejść do pokoju po cichutku. Nie dałam rady.

- Co ty robisz?- Pyta zaspana Ross.

- Nic, idź spać.- Ledwo trzymam się na nogach.

- Ty jesteś pijana.- Stwierdza.

- Naprawdę? – Chichoczę.

- Gdzie się tak doprawiłaś?

- Byłam z nowa koleżanką z pracy na małym piwku.- Pokazuje palcami jak „małe” piwko wypiłam i zaczynam rechotać.

- Och..- Wzdycha.- Jenny, idź już spać.

- Tak właśnie miałam zrobić. Au revoir.

Wchodzę do pokoju i opadam zmęczona na łóżko.

****

O 6 dzwoni mój telefon. Wygrzebuje się i znajduję go. Oddycham z ulgą, że to nie David, a mama.

- Mamo.- Mówię zaspana.

- Cześć kochanie, obudziłam Cię?

- Można tak powiedzieć, ale dobrze się stało i tak musiałabym zaraz wstawać.

- Jak się czujesz Kochanie?

- Spoko, mam fajną pracę, jestem znowu z dziewczynami, wreszcie daleko od tego Palanta.- Ale za to poznałam drugiego świra- Pragnę powiedzieć, ale gryzę się w język.

- Kiedy masz następną sprawę?

- We wtorek mamo.

- Na pewno wyssiesz z niego całą energię i zostanie w samych skarpetkach. Sąd będzie po twojej stronie. Dojedziesz jakoś do Dakoty?

- Tak, wszystko będzie dobrze. Sprawa jest o 14, a w poniedziałek wieczorem mam samolot.

- To dobrze. A kiedy przyjedziesz do nas? Stęskniliśmy się za tobą Kochanie.

- Ja też mamo… Nie wiem, może w tym miesiącu, nie wiem.

- Dobrze Jenny, wstawaj i szykuj się do pracy. Miłego dnia córeczko.

- Dziękuje mamuś, miłego dnia.

Och uwielbiam mamę… Tęsknie strasznie za nimi, ale do Wisconsin jest kawał drogi.

Szykuję się do pracy.

W pracy podchodzi do mnie Traver.

- Jenny będziemy mieli zaraz gości. Przyjdą do nas David Smith i Anthony Cobie. Chcę byś była obecna przy tej rozmowie.- O nie, to nie możliwe, nigdy się od niego nie uwolnię!

- Po co mam tam być?

- Będziesz robić notatki. – Odpowiada wzruszając ramionami i odchodzi.

O rany, ale ja mam pecha. Opieram głowę o dłonie i kręcę niedowierzająco głową. Co to ma u licha być?! Zmowa?

Drzwi do biura otwierają się i do środka wchodzi dwóch facetów. Pierwszy to David. Jak zwykle wchodzi z gracją i pewnością siebie, przystojny i nienagannie ubrany, ale nadal jest świrem. Drugi jest niższy i grubszy od Davida.

David zerka na mnie i posyła nieśmiały uśmiech, odwracam wzrok na monitor. Wchodzą do biura Travera, boję się tam podejść. Nie chcę być w tym samym pomieszczeniu co David. Z biura wychyla się Taylor i kiwa na mnie głową. Kuźwa! Nie! Pomimo, że nie chcę widzieć Davida muszę udawać, że wszystko jest ok, iść tam i zachowywać się normalnie.

- Panowie.- Mówi Taylor gdy wchodzę do biura.- Pozwólcie, że przedstawię Wam moją asystentkę. Anthony to Jennifer.- Anthony podaję mi rękę, ściskamy sobie dłonie.- Davidzie, Tobie tej Pani nie muszę przedstawiać.

Z ciężkim sercem wyciągam dłoń do Davida, ten obejmuję ją i muska ustami. To bardzo przyjemne, znów czuje mrowienie, lecz nie daję po sobie poznać, że coś miedzy nami zaszło.

- Witam Panów.- Mówię serdecznie.- Czy chcą się Panowie czegoś napić?

- Ja proszę wodę gazowaną.- Mówi Cobie.

- Również poproszę wodę. Niegazowaną.

Sam sobie zrób!

Wychodzę do kuchni po wody i wracam z powrotem.

- Jennifer, usiądź koło mnie.

O dzięki Ci Panie! Siadam obok Travera, na przeciwko Davida i zaczynają się rozmowy. Spisuję wszystkie informację. Widzę jak David przygląda mi się uważnie. Wzrok ma pociemniały, mroczny. Daję sobie radę, czuję się bezpiecznie, gdy jest ktokolwiek obok mnie i nie muszę z nim zostawać sama. Umowa zostaję sfinalizowana i nasze firmy jednoczą się.

Żegnamy się z Panami, szybko sprzątam szklanki i wracam do swojej pracy. Czas szybko mi leci, nie długo wychodzę z pracy z Jessicą na „małe” piwo.

Znów zalewamy się w trupa, użalając się na nasze życie z byłymi mężami.

Przychodzę do domu po północy, od razu kładę się spać.

****

Następnego dnia spóźniam się godzinę do pracy.

- Jenny, Jenny. -Wzdycha Traver.- Co mam z tobą zrobić?

- Przepraszam budzik nie zadzwonił.- Tłumaczę się.

- Spokojnie, to pierwszy raz.- Śmieje się.- Następnym razem nie baluj do późna.- Uśmiecham się nie śmiało.- Jutro wszyscy mają wolne. Mamy tu remoncik. Malowanie ścian i generalne sprzątanie.

- Super. Trzy dni wolnego.

- Tylko proszę, grzecznie. Nie chcę byś znowu się spóźniła.- Grozi mi palcem.

- Oczywiście. Zapomniałam powiedzieć. Wtorek muszę mieć wolny, jadę do Dakoty na rozprawę.

- Rozumiem nie ma sprawy, w poniedziałek też masz wolne. Leć do swojej roboty.

W trakcie pracy podchodzi do mnie Jessica i mówi, że dziś nie będzie mogła iść ze mną na Piwo. Trochę żałuję, ponieważ lubię z nią przebywać i zapominam przy niej o problemach.

Czas dzisiaj leci mi szybko i niebawem wychodzę z biura. W domu Rossie siedzi sama.

- Hej. Znowu dziś gdzieś wychodzisz?- Pyta.

- Nie, dzisiaj nie.

- Dobrze się czujesz?

- Może być.

- Jak było w pracy?

- Nic się nie działo, poza tym, że się spóźniłam.- Wzdycham.

- Nieźle zabalowałaś.- Śmieje się.

- Odrobinę.- Uśmiecham się nieśmiało.

- Ja idę do kina z Benem.- Komunikuje Ross i wychodzi.

Nie chcę mi się siedzieć samej w domu, więc również wychodzę. Spaceruje po ulicach Manhattanu oglądając billboardy i duże wieżowce. Nie wiem gdzie iść, błąkam się bez sensu po mieście, mam ochotę wrócić do domu.

Wzdycham gdy wracając patrze w niebo i widzę gwiazdy. Uwielbiam chodzić wieczorem, wtedy jest tak magicznie, niezwykle. Wchodzę do klatki i dziwnie się czuję, chce zapalić światło, nie działa, głupie żarówki!

Cholera! Ktoś łapię mnie z tyłu i zatyka usta.. Kurwa… Gwałciciel?! Morderca?! Próbuje się wyszarpać z rąk tego bandyty, lecz jest silniejszy. Matko! Co ze mną zrobi?! Tak bardzo się boję. Przytyka mi do nosa chusteczkę. Oczy robią się ciężkie. O nie! Tylko… nie to. Nie chcę stracić… przytomności… Nie mam… sił… Proszę… zostaw mnie… Odpływam.

 

Ch.W.

Jeśli macie jakiekolwiek uwagi to piszcie śmiało, w komentarzu lub na e-mail: wioleta4444@interia.pl

Regulamin

P.S. Rozdziały będą publikowane co parę dni, ale za to będą całe rozdziały, a nie tak jak robiłam rozdział i kolejny kawałek następnego rozdziału.

Rozdział 5

0

Przesuwa dłońmi po udzie drapiąc je delikatnie. Rozpinam mu dwa guziki i zdejmuję koszulę uwalniając jego boskie ciało. Całuję jego szyję, ssąc i przygryzając brodę. On opiera się o łóżko. Dotykam dłońmi jego gorącego torsu, przesuwam się w dół jego męskości, która chce wydostać się przez materiał Dżinsów! Dotykam owłosionej ścieżki, a moja cipka kurczy się na myśl co może ją dziś spotkać. David patrzy uważnie co robię. Jego oczy przewiercają mnie na wskroś.

Rozpinam dwa guziki, rozsuwam zamek. On zbliża głowę do mojej i znów mnie całuje kładąc na łóżku. Gładzi mi udo, całuje szyję, a ja cichutko dyszę, czuję się jakbym unosiła się nad ziemią, czuję na sobie jego wysportowane, gibkie ciało, jest gorący i umięśniony. Nie wiem co najpierw mam całować, co dotykać. Obejmuję go, a On nadal zajmuje się moją szyją, jego ciepły język doprowadza mnie do erotycznej gorączki. Podciąga sukienkę zaciskając palce na pośladkach. Drugą ręką odsuwa ramiączka sukienki i całuje ramie.

- Zdejmij sukienkę. – Wydyszał mi do ucha. Ten rozkazujący głos, nabrzmiały erotyzmem powoduje na mym ciele gęsią skórkę

Podnosi się uwalniając mnie od zbędnej odzieży. Mam na sobie białą koronkową bieliznę. David znów kładzie się na mnie całując wystające z pod miseczek piersi, idąc w dół, ssąc i liżąc mój brzuch. Jego druga ręka wędruje do mojej rozgrzanej do czerwoności budzącej się z długiego snu bogini. Odsuwa majteczki i dotykając delikatnie łechtaczki doprowadza moje ciało do dzikiej gorączki. Wszystko staje się nie ważne. Pragnę go, a on pragnie mnie. Głaszcze moją kobiecość, a druga ręka zsuwa ramiączka stanika odsłaniając jedną pierś. Ssie sutki, robiąc to samo z drugim ramiączkiem, ciepły oddech pobudza mi nerwy, czuję się bosko. Tak dawno tego nie robiłam. Przechodzi do drugiej piersi całując i podgryzając sutka. Jego palec, który pieścił łechtaczkę podąża dalej. Patrzy na mnie uśmiechając się frywolnie. To najseksowniejszy uśmiech na świecie! A pod jego spojrzeniem twardnieją mi sutki.

- Och, Jenny. Już jesteś mokra.- Mówi z zachwytem.

Przygryzam wargę i gdy wkłada palec do środka wyginam się i jęczę z zachwytu, moje ciało pragnęło tego od dawna, wołało o przyjemność, w końcu ją dostanie.

- Jęcz kotku, jęcz.- Zachęca.

Wkłada drugi palec. Oddycham nierówno wkładając sobie kciuka do ust, powoli przypominając sobie jak dawno tego nie doświadczałam, jak boskie uczucie wytwarza seks i pieszczoty z nim związane. Jego zręczne i długie palce tańczą w środku mojej kobiecości. Jego usta udają się na spotkanie z moją rozgrzaną jak piec łechtaczką. Zdejmuje mi powoli majteczki, całuje wewnętrzna część uda schodząc w dół. Jest blisko, tak cholernie, podniecająco blisko. Zaraz rozpłynę się pod jego dotykiem.

Całuję mój magiczny guziczek, ssie i przygryza delikatnie zębami. Jęczę głośniej i wbijam palce w jego włosy ciągnąć je delikatnie, cicho jęczy w mój pulsujący punkcik. Oszaleję. Boże, tak dawno tego nie robiłam, chcę więcej i więcej. Moje ciało ogarnia żądza. Uwielbiam tego faceta.

Powoli schodzi w dół muskając krater namiętności sprawiając, że całe moje ciało wyje bezgłośnie prosząc go o więcej. Wyginam biodra podniecona jego ruchami. Naprawdę jest w tym dobry. Ten namiętny kochanek doprowadza do drżenia całe moje ciało, powodując, że sutki robią się twarde jak głaz i bolą… bolą rozkosznie. Wnet odrywa się od mojej najgorętszej części ciała zbliżając się do moich ust.

- Poczuj jak słodko smakujesz.- Mówi łagodnie wczepiając się w me usta.

Próbuje siebie z jego języka, liżąc resztki wilgotnej ambrozji. Podniecona wsysam się w jego język, wpijam się łapczywie w usta mego Adonisa, stęka mi do ust zaciskając palce na pośladku,by druga ręka mogła objąć pierś. Odczepia się od ust, a jego wargi lądują na sutkach. Stękam głośno, a on klepie mnie mocno w pupę, to doprowadza mnie do szaleństwa.

- Proszę.. Proszę zrób to.- Żebrzę błagalnie.

Zdejmuje spodnie i bokserki ukazując błyskawicznie, sporych rozmiarów, nabrzmiałego członka, jest taki… gruby i duży. Wpatruję się w niego pożądliwie, oblizując usta. Nigdy nie miałam w sobie tak dużego penisa, a za chwilę On będzie we mnie! Nie wiem czy dam radę go przyjąć.

- Odwróć się.- Nakazał z seksowną chrypką w głosie.

Robię to co mi każe wiedząc, że nie długo nadejdzie ulga.

Widzę jak David rozrywa paczkę prezerwatywy i nakłada na sterczącego członka.

- Gdzie się patrzysz?- Uderza mój lewy pośladek, a ja wydaję jęk.- Już nie długo się to skończy, więc napatrz się do woli.- Syczy podniecająco do ucha. Ten głos! Intymny, zmysłowy, idealny do pieszczot.

Muska lekko swoim członkiem pośladek, którego chwile temu klepnął.

Czuje jego nabrzmiały interes i mruczę z zachwytu. Pociąga mnie za włosy. Momentalnie wyginam głowę do tyłu i mruczę z tego nieznanego mi przyjemnego odczucia. Nagle w moich myślach odgrywa się film. Przypominam sobie jak Harry ciągnął mnie za włosy i bił. Próbuję wyrzucić tę myśl. Nie teraz, nie chcę o tym teraz myśleć. Liczy się tylko tu i teraz. David i ja. Nasze ciała złączone w jedność. Muszę o tym zapomnieć.

- Cicho, bo dostaniesz mocniej.- Syczy przez zęby.

Och nie, jego zachowanie momentalnie mnie blokuje, w tej chwili jest zbyt agresywny. Odwracam głowę, by David zobaczył mój przerażony wzrok.

Zauważa to i odwraca mnie na plecy, pochylając się i całując delikatnie usta.

- To za szybko.- Tłumaczę się.

- Wiem.- Szepcze ochryple.

Opiera czoło o moje, zamyka oczy przygryza mi dolną wargę i powoli wsuwa swą męskość.

-Och..- Jęczę. Tak dawno tego nie robiłam i czuję się jakbym znów była dziewicą, jego członek wypełnia mnie boleśnie, nie byłam gotowa na takie spotkanie, osacza mnie, rozciąga, jest nieznośnie szeroki, a ja zbyt ciasna.

- Wiem kotku.- Uspokaja mnie i delikatnie, powoli wsuwa się jeszcze raz.

Jęczę ściskając i opierając się o jego umięśnione ramiona. Opadam z westchnieniem na łóżko, gdy wsuwa się głębiej. Mruczę głośno, a on wczepia swój język i pochłania żarliwie usta.

Porusza się coraz szybciej, a ja dziko stękam, zaraz chyba oszaleję. Przygryza moją dolna wargę, schodzi do szyi ssąc ją delikatnie, powoli. Jego tempo rośnie, a ja czuję jak coś we mnie wzbiera. Wiem, że już za chwilę znów poczuję to ekscytujące uczucie, którego tak dawno nie doznałam. Wybuchnę pod nim, ta myśl jest intensywna,wiję się, a mój oddech staje się coraz głośniejszy. Odlatuję do nieba orgastycznej rozkoszy, unosząc skrzydła. Przelatuje przez kolorowe obłoki chmur, lecę wysoko w górę. Ta chwila wydaje się trwać wiecznie. Nagle wszystko spowalnia, oddech się uspokaja, puls powoli stabilizuje. David jeszcze chwilę rusza się we mnie, nagle nieruchomiej. Wydaje jęk, dyszy mi w szyję opadając powoli w boskich okowach ekstazy.

Powoli otwieram oczy, David opiera głowę o moją, wpatrujemy się w siebie przez chwilę. Zielone oczy niesamowicie błyszczą przepełnione zadowoleniem i erotyzmem.

- Podobało się?- Pyta całując czule w czoło.

- Hmm…- Mruczę.- Bardzo.

Schodzi ze mnie powoli, krzywię się z wychodzącego ze mnie, jeszcze nabrzmiałego członka. Kładzie się na plecach, ja wciąż nie mogę się otrząsnąć po tej niezwykłej rozkoszy i połączenia dwóch ciał. Zrobiłam to! Jestem rozluźniona i chcę mi się spać. Wpatruję się w biały sufit.

- Wszystko Ok?- Pyta przekręcając się na bok, opierając głowę o łokieć.

- Tak, bardziej niż Ok. To było… Super.

- Nie przesadzaj.- Uśmiecha się szeroko.- Zobaczysz następnym razem.- Szepcze.

Przekręcam się w jego stronę, uśmiecham szeroko, a po chwili kładę głowę na jego ramieniu.

- Chcesz jeszcze?- Pyta, lecz ja powoli zapadam w sen.

****

Otwieram oczy powoli się przeciągając. Wszystko rozkosznie mnie boli. Rozglądam się po pokoju, ale Davida nie ma obok. Zamykam oczy i wyobrażam sobie wczorajszy seks. Było cudownie. Musze pomyśleć nad tabletkami dla siebie, pewnie w końcu o tym wspomni. Będzie wygodniej i przyjemniej.

- Wstałaś już śpiochu?- Zaskakuje mnie.- Już jedenasta.

- No to co? Dziś mam wolne.- Okrywam się w satynową kołdrę. Przekręcając się kładę na brzuchu.

- To chodź, robię jajecznicę na bekonie.

- Ty?- Patrzę na niego zaskoczona.

- Tylko to umiem. – Uśmiecha się wzruszając ramionami i wychodzi.- Czekam w kuchni na dole.

Chyba pójdę najpierw wziąć prysznic. Sprawdzam czy za drzwiami jest łazienka. Jest i to jaka! Brązowo-kremowe kafelki na ścianie i wielki prysznic w tym samym kolorze, luksus. Czego można było się spodziewać. Wchodzę do środka zasuwając zasłonkę. Gorąca woda leje się strumieniem na moje nagie, obolałe ciało. Biorę żel pod prysznic, chcę poczuć jego zapach na sobie jak wczorajszego wieczora. Dotykam piersi, od razu twardnieją mi sutki. Rozmarzam się przypominając sobie dotyk Davida na piersiach i jego słodki, wirujący języczek. Upajam się tą myślą nie zauważając, że David mi się przygląda.

- Może umyć plecy? – Pyta zmysłowo, przygryzając wargę.

- Zapraszam Pana.- Uśmiecham się i próbuje wciągnąć go do środka.

On jednak opiera się, zdejmuje koszulę, następnie Dżinsy i bokserki, nakłada prezerwatywę na sztywnego członka. Ile tu już stał?!

Wchodzi pod prysznic obejmując mnie od tyłu. Czule całuje moja szyję, prawą ręką obejmuje mi pierś, zaś lewą łapię za biodra i gładzi pośladki. Opieram się o niego, głowę odrzucając do tyłu. Dłonie wsuwam w jego mokre włosy lekko pociągając. Wydaję jęk.

- Niegrzeczna z Ciebie dziewczynka. – Dyszy mi do ucha.

Czuje jak jego erekcja rośnie z każdą chwilą. Uśmiecham się.

- Pozwól, że Cię umyję.- Szepcze David.

Bierze żel pod prysznic, nalewa trochę na dłoń ocierając je o siebie po czym dotyka mego ciała. Prawa ręka znów jest na mojej piersi, zaś lewa kieruje się w dół. Myję moja kobiecość podąża wyżej, dotyka brzucha, a ręką wciąż gładzi łechtaczkę. Wzdycham, obejmując jego dłoń. Przesuwa się z góry na dół. Napiera nabrzmiałym członkiem na złączenie ud, czuję jego wielkość. Dyszę coraz głośniej, wyginam rękę do tyłu bym mogła objąć tej cudownej męskości. Obejmuję penisa przesuwając dłonią w górę i w dół, czuję jak w moich rękach staje się twardszy i cięższy, a On odwdzięcza mi się jękami i przygryza ucho.

- Znowu napalona?

Wsuwa palec do środka i wysuwa, wsuwa – wysuwa. Wyginam się puszczając penisa z ręki.

Odwraca mnie do siebie, wplata dłonie we włosy i całuje w usta. Żarliwie i namiętnie. Jego dłonie wędrują po mym ciele. Łapie pośladki i przyciąga do stojącego na baczność żołnierza.

- Obejmij mnie nogami w biodrach. – Szepcze.

Tak robię, obejmuje go nogami. David nakierowuje swego członka i wbija się we mnie opierając o ścianę, tańczy we mnie muskając delikatnie ustami moje usta. Znów niesamowicie sztywny wypełnia mnie od środka.

Uderza coraz to mocniej, a ja jęczę i ciągnę go mocno za włosy. Znów czuje te znajome nadciąganie fal erotycznej ekstazy. Pnę się coraz wyżej i wyżej. Jestem gotowa znów osiągnąć najwyższy szczyt. Krzyczę głośno, gryzę lekko ucho mojego Kochanka. Nie panuję nad emocjami, co się ze mną dzieje? Nigdy taka nie byłam, przy Davidzie nie panuję nad sobą.

- Jenny… Co robisz?!- Dyszy mi w szyję, a jego ruchy stają się bardziej energiczne. Klepie mnie w pupę, a drugą ręką szarpie mocno za włosy i dochodzi wykrzykując moje imię.- Jenn!

Opadam nogami na twardy grunt, trzymając się nadal jego ramion, czuję, że nie ustoję, chwieję się.

- Cholera Jennifer! Jajecznica.- Uzmysławia sobie i wyparowuje spod prysznica.

Ja powoli dochodzę do siebie, owijam się ręcznikiem i wychodzę z kabiny, oddech mam nadal przyśpieszony. Wchodzę do pokoju, wycieram się i schodzę na dół do kuchni.

- I co, da się uratować? – Śmieję się.

- Nie wlałem na szczęście jajek, ale bekon chyba się nie nadaje.- Śmieje się pokazując spalony bekon.

- Trudno zjem samą jajecznicę.

David z niesmakiem kiwa głową, otwiera dolną szafkę i wyrzuca bekon. Wlewa jajecznice i za chwilę podaje na talerzu.

- No i co zrobiłaś? Zatrzymałaś mnie i spaliłaś bekon.- Uśmiecha się.

- Ja?

- A co, samo się spaliło?- Chichocze.

- Aha, na odległość. Ok.

- Och Jennifer.- Wzdycha.

Jemy jajecznicę. Nawet niezła, dobrze przyprawiona, mógłby być z niego dobry kucharz. Już sobie go wyobrażam w kuchni w samym fartuszku.

Po śniadaniu wyjeżdżamy z powrotem do domu. Niechętnie stąd odjeżdżam, było bardzo miło!

- Chętnie bym tu jeszcze została.

- Z pewnością, ale jest już późno. Przetrzymałaś mnie w kabinie i wykorzystałaś, na dodatek spaliłem przez Ciebie bekon.- Śmiejemy się wychodząc z domu. David podchodzi do kabrioletu i otwiera mi drzwi.

- Dziękuję.- Mówię wytwornie odgarniając włosy do tyłu. David kłania się i śmieje w głos.

Lubię go takiego… swobodnego, uśmiechniętego. Piękny amerykański, seksowny uśmiech, od którego robi się mokro.

Wchodzi do samochodu, zapala silnik i odjeżdża.

- Podwiozę Cię pod blok.

Parę minut później staje pod budynkiem.

- To kiedy się teraz zobaczymy?- Pyta chwytając mnie za kolano.

Zaproponował kolejne spotkanie! Hurra!

- Jutro po pracy?

- O której kończysz?

- O 16.

- Będę po Ciebie.

- Nie.- Protestuję.- Będą gadać!

- Niech gadają!- Mówi oburzony.- Co im do tego?!

- Nic, ale po co mają plotkować, że to ty mi załatwiłeś tę robotę? A i tak masz niechlubną opinię kobieciarza.

- Poważnie?- Oczy mu błyszczą z rozbawienia.- Ok- Wzdycha.- Podjadę po Ciebie tutaj o 17. Tak może być? Czy będziesz się obawiać co Twoje koleżanki powiedzą?- Mówi trochę zirytowany.

- I tak sobie myślą. Zresztą prawidłowo, nie było mnie na noc.- Uśmiecham się.

- To powodzenia.- Śmieje się. Przyda mi się!

Odpinam pas i chce już wychodzić, gdy nagle David chwyta moją dłoń i przyciąga zbliżając głowę do mojej, uraczając mnie długim pocałunkiem. Kończy, a ja nie mogę złapać tchu.

-David.- Mówię zaskoczona. Uśmiecha się, wychodzi z samochodu i otwiera dla mnie drzwi.

Podaje mi dłoń, wychodzę, a on pochyla się i podaje torebkę. Uśmiecham się filuternie, machając mu na pożegnanie, a On kiwa głową wracając do samochodu.

Czeka mnie spowiedź. Zapewne Rossie i Jullie, będą chciały się dowiedzieć wszystkiego ze szczegółami. Na samą myśl się rumienie.

Wchodząc do domu Jullie od razu bombarduje mnie pytaniami. Ross na szczęście nie ma.

- Jenny. Żyjesz.- Piszczy fałszywie się ciesząc.

- Tak. Nie wiesz jak bardzo.- Odwzajemniam uśmiech.

- No to opowiadaj. Dobry jest w te klocki?

- Jullie…- Wzdycham.- Dobry to za mało powiedziane.

- No nie bądź taka, powiedz coś więcej.

Co mam jej powiedzieć? Wiesz co Jull, David ma pod łóżkiem tonę świństw w kuferku. Najlepsze jest to, że lubi się ostro zabawić w łóżku.. O nie, nie powiem jej tego.

- Co mam powiedzieć? Jak się pewnie domyślasz, fajnie spędziliśmy noc.- Rozpływam się pod wspomnieniem tamtego wieczora i dzisiejszego poranka pod prysznicem.

- Dobra, jak nie chcesz to nie mów. Też Ci nic nie powiem.- Mówi udając urażoną.

- Wcale nie chcę tego wiedzieć.- Prycham.

Wchodzę do swego pokoju, przebieram się. Nakładam Dżinsowe szorty i czarny top na ramiączka, oraz sandałki. Wychodzę z pokoju, równocześnie do mieszkania wchodzi Rossie.

- Pani Jones. Jak miło Panią widzieć.- Mówi ironicznie.

- Mnie również Panno Thomas.

- Śpiewaj, co ci zrobił?

- Dobrze.- Śmieje się Jullie. Rzucam w nią poduszką, a Ona dostaję ataku śmiechu.

- Jullie!- Karcę ją.- Nie ma o czym mówić Ross.

- Ok, chyba nic z Ciebie nie wyciągnę. Mam ochotę napić się wina.

- Nie ma, skończyło się.- Wtrąca Jullie.

- Wydoiłaś wszystko z tym swoim Mattem?- Pyta kąśliwie Ross.

- Nie tylko my z Mattem piliśmy.- Odparowuje Jull.

- Mogę pójść do sklepu coś kupić. Nie ma problemu.- Wywracam oczami.

- Ok.

Wychodzę z domu. Sklep mamy niedaleko, 20 metrów od domu. Wchodzę wybieram wino i płacę w kasie. Wracając, myślę co jutro mnie czeka z Davidem. Moje erotyczne rozmyślenia zakłóca kobieta, która zatarasowała mi drogę.

- Przepraszam.- Mówię chcąc uwolnić się od niej, jednak ona skutecznie zagradza mi przejście.- O co chodzi?

- O Ciebie i Davida.- Kobieta patrzy na mnie uważnie.

 

Ch.W.

Jeśli macie jakiekolwiek uwagi to piszcie śmiało, w komentarzu lub na e-mail: wioleta4444@interia.pl

Regulamin

Cd. rozdziału 4 i 5

2

- Jenny.- David budzi mnie. Otwieram oczy, widzę jak skręcamy pod podjazd Super willi.

- Gdzie jesteśmy?- Pytam zaspana trąc oczy.

- W Saratodze.

- To twój dom? – Pytam zdumiona.

- Tak. Tu też zbieramy się z całą rodziną na święta i różne imprezy rodzinne. – Przewraca oczami.

- Tu też jest gosposia?

- Naturalnie.- Uśmiecha się nieśmiało. -Dzisiaj ma wolne.

Podchodzimy do wielkiej dwupiętrowej willi z cegły. Dom jest ogromny, zapiera dech w piersi.

Wchodzimy do środka do salonu. Jasne wnętrze, jest tu kominek, a przed kominkiem 5 foteli i mały stolik, który dodaje uroku. Wchodzę do pomieszczenia prowadzącego po prawej stronie. To chyba jakaś sala balowa. Czerwony elegancki dywan, białe ściany, luksusowe żyrandole i barek z krzesłami. Wychodzę do salonu i kieruję się w lewą stronę, tam zaś jest kuchnia z jadalnią. Jasna, nowoczesna z wieloma szafeczkami na górze i na dole. Po środku stoi duży stół z czterema, szerokimi krzesłami. Wychodzę z kuchni i zwiedzam dalej. Po lewej stronie znajdują się schody na piętro, a pomiędzy nimi, po obu stronach 2 łazienki, natomiast po prawej 2 pokoje z toaletami. Na wprost znajdują się drzwi wychodzące na duży taras z ogródkiem. Chcę wejść na schody rozejrzeć się, lecz zatrzymuje mnie głos Davida.

- Jennifer. – Woła niepewnie.- Gdzie jesteś?- Wchodzę do salonu.

- Jestem, nie uciekłam. Rozglądałam się.

- Jak Ci się podoba?

- Ujdzie. – Mówię z wyższością machając niedbale ręką.

- Ujdzie.- Powtarza i śmieje się.- Byłaś na górze?

- Nie. Właśnie miałam zamiar tam wejść.

- Zdążysz.

- Musze zadzwonić.

- Do kogo?

- Do moich współlokatorek. Pamiętasz? Rossie i Jullie, poznałeś je w Klubie.

- Ach.. Tak pamiętam. Dzwoń wyjdę na taras.

Ale co ja mam powiedzieć? Co One powiedzą na to, że nie będzie mnie na noc w domu. Nie zastanawiam się nad tym dużo i wybieram numer do Jullie. Wolę jej powiedzieć, Jullie nie będzie mi matkować.

- Halo, Jenn? Gdzie jesteś? – Pyta łagodnie.

- Daleko. Nie będzie mnie dzisiaj na noc.

- Och… Aż tak się sytuacja rozwinęła? No dobrze. Uważaj na siebie Jenny.

- Ok Dobranoc.

- Dobranoc. Uważaj na siebie! Pamiętaj o zabezpieczeniu.- Zachichotała i rozłączyła się. Kocham ją!

David wychodzi z tarasu, a mnie wciąż dręczy pytanie co takiego ukrywa.

- Skończyłaś?

- Tak. To dowiem się wreszcie co chcesz mi powiedzieć?

Zagryza wargę drapie się po karku i chyba nie wie jak zacząć.

- Jak wiesz nie interesują mnie zwykłe związki. – Zaczyna. Nie dla mnie romantyzm i całe to cholerstwo.

- Wiem, chodzi Ci tylko o seks. Rozumiem.

- Wydawało mi się, że ty też chcesz czegoś innego. Mam specyficzne upodobania.

- Specyficzne? Co znaczy specyficzne?

- Lubię gdy coś się dzieję. Lubię mieć wszystko pod kontrolą.- W końcu ośmiela się bardziej.- Zwykły Seks mnie nie zadowala… wiesz. Lubię się pobawić.

Słucham go, usta mam otwarte, nie wiem co powiedzieć. Zaskoczył mnie. Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi.

- Mam sporo zabawek w sypialni. – Mówi powoli, wyważonym głosem.- Chciałbym byś odgrywała dla mnie rolę i zgadzała się na różne eksperymenty i zabawy. Rozumiesz o co mi chodzi?

- Ok , chodzi ci o wibratory i inne sprośne rzeczy?

- O dużo innych, sprośnych rzeczy…- Spoglądam na niego pytająco oczekując dalszych wyjaśnień. On jest opanowany, wzrok mu ciemnieje czuję przyciąganie, które popychało mnie do niego od pierwszej chwili.- Kajdanki, pejcze kombinezony i różne inne rzeczy. Chciałbym robić z Tobą takie rzeczy, które do tej pory nie przeżyłaś z nikim innym.

- Aha… – Mówię zmieszana.- Lecisz na żywioł.

Wpatruje się na mnie wyczekując konkretnej wypowiedzi na ten temat, lecz gapię się na niego głupio i nie wiem co odpowiedzieć.

- Bijesz?

- Zdarza się.

- W Twarz?

- Rzadko, ale tylko za zgodą.

Aż tak?! Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć!

- A jeśli nie będę chciała tego wszystkiego?

- Lubie to. – Wzrusza ramionami.- Będziemy musieli się pożegnać. Możesz spróbować. Oczywiście nie od razu potraktuje Cię tak ostro, jak bym chciał. Wszystko w swoim czasie.

- Coś jeszcze?- Pytam jednym tchem.

- Przebieranki też wchodzą w grę. Mógłbym przebrać się za bandytę i się na Ciebie rzucić.- Śmieje się muskając kciukiem swoją wargę widząc moją reakcję.

- Rzucić?- Bąkam.- Chcesz mnie zaatakować?

- Generalnie, tak.- Zanosi się śmiechem. Chyba głupio wyglądam.

- To cię śmieszy?

- Przepraszam.

- Dlaczego to robisz?

- Taki jestem. Polubisz to.

- Polubię? Czyli innym dziewczynom też tak robiłeś?

- Tak. – Wzrusza ramionami.

Co to za świr? Do kogo ja przyjechałam? Twierdzi, że mi się to spodoba? Bicie po twarzy?? No na pewno nie! Za dużo przeżyłam z Harrym, bym polubiła takie perwersyjne zachowania. To jakiś obłęd.

- Wątpię bym polubiła bicie po twarzy.

- Będziesz o to prosiła. – Patrzy na mnie nieodgadnionym wzrokiem.

- Kpisz sobie ze mnie?! – Krzyczę spanikowana.

- Jeśli poznasz mój świat zobaczysz, że to nie takie złe.

- Ile miałeś kobiet?

- Nie liczyłem. Ale trochę się ich przewinęło.

- One twierdziły, że to nie jest złe?

- Nie narzekały.

- Psychol. – Mówię oszołomiona.

- Przecież nie mówię, że będę Cię bił, to jest kwestia dyskusji, niektóre kobiety to lubią, lubią dreszczyk emocji. Więcej ci powiem, wymagają tego.

David podchodzi, obejmuje mnie w talii przyciągając bliżej. Odganiam się od niego, lecz On jest silniejszy. Całuje mnie, odpycham go i strzelam w twarz.

- To też lubię. – Uśmiecha się.

Całuje ponownie, a ja kolejny raz go uderzam. Patrzy na mnie płonącym wzrokiem. Wygina mi ręce do tyłu i przytrzymuje jedną ręką, ponownie mnie całując. Nawet mi się to zaczyna podobać ! Ta myśl mnie niepokoi. Odwzajemniam żarliwie pocałunek, drugą ręką łapię mnie za włosy i mocno pociąga. Boli, lecz momentalnie dostaję gęsiej skórki, to chore! Co się ze mną dzieje? Puszcza mi ręce, a ja wplatam dłonie w jego włosy i również je pociągam. Nie wiem co we mnie wstępuje, ale odchylam mu głowę i podgryzam brodę, już dawno chciałam to zrobić. Uśmiecha się, a jego lewa ręka wędruje na pośladki. Nagle go odpycham.

- To nie powinno mi się podobać. – Syczę.

- A jednak…

- Te „zabawki”… masz tutaj w domu?

- Tak.

- Pokaż.

- Cieszę się, że jesteś zdecydowana.- Obejmuje mą dłoń, kieruje mnie na górę po schodach.- Pamiętaj, w każdej chwili możesz to przerwać.- Stoimy przed drzwiami do pokoju znajdującego się przy schodach.- Proszę Cię jednak o zaufanie.- Patrzy mi prosto w oczy.

- Ok, ufam Ci.- Chyba.

- Teraz może tak, ale później może Ci się odmienić.

Cholera, nie gadaj tyle tylko otwieraj. Jestem tak podniecona, że chyba bym się na wszystko zgodziła. Otwiera drzwi, zapala światło i na pierwszy rzut oka, pokój wydaję się normalny. Jest normalny. Nastawiałam się raczej na jakieś skóry, lateks, na to że łóżko, będzie obwiązane jakimiś łańcuchami czy kolcami. Zwykły pokój.

Rozdział 5

- Pokój wygląda normalnie.- Mówię zaskoczona.

- Pokój tak. Nie zaglądałaś pod łóżko i do szafy.- Uśmiecha się.- Poza tym, gdyby ktoś tu wszedł i zobaczył na ścianach te rzeczy, doznałby szoku.

- Pokazuj co masz.- Mówię zdecydowanie.

Patrzy na mnie. Jego ogniste spojrzenie przyprawia mnie o dreszcz. David podchodzi do łóżka i wyjmuje dwa czarne kufry. Wyjmuje z komody kluczyk i otwiera je. Przysuwam się bliżej.

- Wyjmuj.- Mówi siadając na łóżku.

Jestem ciekawa co tam ma. Kucam przy kufrze sięgając ręką do środka. W dłoni trzymam silikonowe jajko.

- Co to? -Pytam.

- Jajko.- Patrze domagając się szczegółów.- Do masażu. Pokażę Ci, wstań.

Włącza jajko, przybliża się oplatając mnie i ssąc szyję. Jajkiem dotyka mych pleców. Czuję go przez sukienkę. Dreszcze przechodzą po całym moim ciele, docierając do mej kobiecości. Schodzi w dół, podciąga rąbek sukienki i przykłada do złączenia pośladków. Jajko wibruje, David nadal ssie mi szyję, podgryza brodę. Jest mi dobrze, cudownie…

- Starczy.- Dyszę, zabierając jego dłoń z pośladków, choć chciałabym więcej.

- Jak chcesz.

Odkłada jajko na bok, sięgam po następną niespodziankę. Wyjmuję rząd żelowych kulek, połączonych sznurkiem.

- Kulki analne.- Odpowiada zwięźle.- Pokazać Ci teraz?- Uśmiecha się szeroko, podnosząc brew. Odkładam kulki na bok.

- Nie teraz.

- Racja, do tego trzeba się przygotować.

Przełykam ślinę. Jak on może tak zwyczajnie o tym mówić, jak by to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem?!

Wyjmuję tym razem czarny puszek na kiju. A to, co? Pewnie nie do ścierania kurzy.

- To pieścidełko do łaskotania.

- Do łaskotania?

Rozumiem. Chwyta koniec kija i błądzi od mej szyi do ramion. Przyjemne i zapewne bardzo podnieca, ale chcę dalej oglądać.

- Koniec. Odłóż to na miejsce! – Mówię zdecydowanie.

- Ok, słońce bez nerwów.

Sięgam do Czarnego kufra i wyciągam z niej mały, elegancki wibrator wykończony kryształkami. Fajnie wygląda, chyba się rumienie. Odkładam i szukam dalej, wyjmuje nieznany mi przedmiot.

- To kolce do masażu.- Wyprzedza moje pytanie.

- To boli?

- Przyjemnie kuje. Chcesz sprawdzić?

Uśmiecham się kręcąc głową.

Odkładam i wyjmuje następne dwie rzeczy.

- To żel jadalny, a to drugie to świeca do masażu.- Wyprzedza moje pytanie.

- Żel jadalny?

- Pokażę Ci niedługo, jeśli mi nie uciekniesz.

Wzdycham.

- Myślałam, że będziesz miał jakieś pejcze i te sprawy.- Uśmiecham się niewinnie, oddychając z ulgą.

- Zajrzyj do drugiego kufra.- Informuje ze wzrokiem wbitym we mnie, przeszywającym mnie na wskroś.

Tak robię. Oczy wychodzą mi z orbit. Co to ma być?! Knebel przymocowany do maski. Maska ma otwory na oczy, knebel ma otwory, zapewne dzięki czemu można oddychać. Pejcz z drewnianą czarną rączką, kajdanki metalowe, bat z plecionej skóry z końcówką w kształcie łzy, skórzaną szpicrutę oraz długi pas składający się z obroży i pasków. Dosyć! Dalej nie szukam. Wrzucam te okropne rzeczy z powrotem i zamykam kufer.

- Weź się lecz! – Krzyczę. Wstaje nagle jak użądlona, David razem ze mną.

- Spokojnie. To nie jest takie straszne jak Ci się wydaje.

Zakrywam dłońmi twarz i nie wierze w to, co się tu dzieje. BDSM… O rany, czy to zły sen?

- Zbok. Totalny zbok!

- Tak. Mówiłem, że możesz uciec. Rozumiem, że nie chcesz tego wszystkiego wypróbować, ale może Ci się spodobać.

- Nie wierzę.- Śmieje się jak wariatka.- Jak może mi się to spodobać, jak może się to Tobie podobać?! To jest chore!- Siadam obok niego.

- Nie przesadzaj, Jenny. Możesz spróbować, jeśli nie będzie Ci się podobać możesz w każdej chwili zrezygnować.

W sumie to kajdanki mi się podobają, tylko te pejcze wyglądają strasznie, maski, szpicruty, choć możliwe, że wcale takie straszne nie są. Sama nie wiem.

- Ja nigdy tego nie robiłam.

- Jesteś dziewicą?!- Pyta zaskoczony.

- Nie… nie to miałam na myśli, miałam męża. To było inne niż to, co ty tutaj masz. Z porównaniem do tego to w naszym małżeństwie wiało nudą. Szybki seks, buzi i spać. Nie odczuwałam przyjemności.

- Ile lat byłaś z tym mężczyzną?

- 4 lata. Po dwóch latach małżeństwa rozwiedliśmy się.- Wzdycham.

- Nie było Wam dobrze? – Dopytuje.

- Davidzie…- Wzdycham.- On mnie zdradzał. Nie uprawialiśmy seksu zaraz po ślubie. Zdradzał mnie w naszym domu. Nic sobie z tego nie robił, że byłam w domu.

- Czemu wcześniej się z nim nie rozwiodłaś?- Ujmuje mą dłoń. Pod jego dotykiem stają mi włoski na karku.

- Bałam się go…- Bąkam i zakłopotana pocieram palcami czoło.

- Co On Ci robił?- Pyta przysuwając się bliżej, lecz ja się odsuwam.

- Ach, szkoda mówić. Nie ważne. To już za mną.

Obejmuję mnie w talii muskając nosem szyję.

- Ze mną nic Ci się nie stanie. Nie zrobię niczego, czego byś nie chciała. Nie zrobię Ci krzywdy.

Całuje mą szyję i w tym momencie jestem gotowa pozwolić mu na wiele. Całuje kąciki ust. Zbliżam się do niego, gdy nasze usta się stykają, przeszywa mnie elektryzujący dreszcz. Jego język jest miękki, nęcący i słodki.

- David.- Szepczę.

- Ćśśś. Nic nie mów Słonko. Dziś zrobimy to delikatnie.

Wpadam w wir namiętności oddając mu się cała, może będę żałować, ale chcę zaryzykować. Pragnę go teraz. Moja żądza jest tak silna, że prawie rozrywam mu koszulę.

- Spokojnie. Mamy całą noc. – Uśmiecha się.

 

Ch.W.

Jeśli macie jakieś uwagi to piszcie śmiało, w komentarzu lub na e-mail: wioleta4444@interia.pl

Regulamin

Dalsza część rozdziału 4

0

- Lubię doświadczać nowych i niebezpiecznych rzeczy.- Dyszy mi do ucha.

- Niebezpiecznych?- Powtarzam jak zaczarowana.

- Zwykłe związki to nie dla mnie, nudzi mnie to.- Co takiego? – Lubię dreszczyk emocji.

- Och… -Wzdycham wciąż przez zamknięte oczy. Dotyka nagiej skóry na ramieniu i przesuwa powoli koniuszkiem palca.

- O tak. – Pochyla się i całuje mi szyję . – Pragnę Cię. – Mruczy.- Jesteś bardzo pociągająca… interesująca.

Drapie moją szyje brodą… Odlatuję, wydaję zduszony jęk. Dotykam jego ramienia czując przez koszulę jego twarde mięśnie.

- Ja również. – Upajam się dotykiem jego ust.

Z szyi przechodzi do ucha, gryzie lekko i znów wraca do szyi, muska policzek, kącik ust, a jego ręka wędruje do pleców. Zaraz się rozpłynę. Stykamy się nosami. Otwieram oczy, przyglądamy się sobie nawzajem jak byśmy mieli pożreć się wzrokiem, pragnę go, nie mogę się poruszyć. Lewą rękę trzyma mi na karku. Pochylam się bardziej do niego, a nasze wargi się stykają. Muska delikatnie górną wargę, następnie dolną, liże mi usta, a ja prawie dostaję konwulsji z podniecenia.

Niespodziewanie rozlega się pukanie do drzwi, odskakujemy od siebie jak poparzeni. Przygryzam wargę ciężko oddychając. David podchodzi do drzwi. Do pokoju wchodzi ubrany na czarno facet, rozmawiają ze sobą chwile po czym mężczyzna znika.

- Kto to?- Pytam.

- Mój ochroniarz.- Ochroniarz?! – Musimy wyjść.

- Ale miałeś mi coś wyjaśnić.

- Wiem, sprawy się skomplikowały.

- Co się stało?

- Moja siostra narozrabiała.- Prycha.

- Masz siostrę? – Pytam zaskoczona.

- Tak. Ella.- Wzdycha.- Nieznośna nastolatka. Znów się upiła.

- Och…

- Przykro mi. – Dotyka wierzchem dłoni policzka. – Kiedy indziej dokończymy.- Uśmiecha się uwodzicielsko.- Czy chciałabyś się jutro spotkać?

- Jasne, chcę.- Nadal stoję wpatrzona w niego jak w obrazek.

- Podjadę po Ciebie o… trzynastej, może być?

- Tak. – Uśmiecham się.

- Podwiozę Cię do domu.

- Nie. Nie trzeba. Przejdę się – Patrzy na mnie nieufnie.- Na prawdę nie trzeba.- Uśmiecham się do niego promiennie.- Leć do siostry.

Wchodzimy do windy. Spoglądam na niego ukradkiem. Nagle wzdycha i kręci głową.

- Dokończę to co zacząłem.

Podchodzi, obejmuje mnie w talii przyciągając do siebie obiema rękami i wpija się w me usta. Nasze języki się szukają, a gdy się już odnajdują tańczą w okół siebie. Prawa ręka wędruje w dół. Podwija sukienkę i mocno ściska mi pośladki. Jęczę mu do ust, a on przyciska mnie jeszcze bardziej do siebie, czuję jego mięśnie i… męskość! Jest taki słodki, uwielbiam jego zapach, dłonie krążą po mym ciele, a język domaga się posłuszeństwa, wplatam palce w jego włosy i zatracam się w nieokiełznanym, dzikim pocałunku.

Winda staje, a my szybko odsuwamy się od siebie ciężko dysząc. Drzwi windy się otwierają i wychodzimy. Dochodzimy do wyjścia i tu nasze drogi się rozchodzą. Lubię windy!

To było niesamowite. Żałuję tylko, że przeszkodziła nam jego siostra, choć nie mogę jej winić. Nie zrobiła tego, tylko po to, by jej brat nie przespał się z desperatką. Opiekuje się sam siostrą? Apartament nie wyglądał jakby mieszkała w nim nastolatka. Pewnie mieszka z rodzicami.

Ciągle myślę o naszym namiętnym pocałunku i uśmiecham się do każdego napotkanego przechodnia, a ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę. Dotykam palcami warg, które wcześniej całował, jeszcze jestem rozdygotana. Idę tak wolno, że mija godzina, a ja wciąż jestem daleko od domu. Nie wiem dlaczego poszłam okrężna drogą. Szlajam się wieczorem po Manhattanie uśmiechnięta i nie boję się. Trudno, najwyżej ktoś mnie porwie i zakopie w ogródku. Uśmiecham się jeszcze szerzej i nagle uświadamiam sobie, że nie mam swojej kopertówki. Cholera, została w apartamencie Davida. Odwracam się na pięcie i szybko idę z powrotem. Może już wrócił, minęło trochę czasu.

Wchodzę do Bloomberg Tower, łapię windę, a Ona za chwile przyjeżdża. Pnę się w górę wciąż uśmiechnięta od ucha do ucha, wychodzę z windy i nagle mój dobry humor pryska.

Widzę jak David całuje się z jakąś blondyną! Zauważa mnie, ale ja odwracam się na pięcie szybko przybiegając do windy, która na szczęście jeszcze się nie zamknęła. Woła moje imię, ale mam to gdzieś. Wciskam szybko przycisk zamykania drzwi, niech się szybko zamkną do jasnej cholery! Głupie windy! David dobiega do windy w momencie, gdy drzwi się zamykają, jadę w dół. Kuźwa, Siostra! Ładna mi siostra! Pewnie od razu się z nią spotkał. Jaka jestem głupia, szef mi mówił, że lubi towarzystwo pięknych kobiet. Wzdycham, a do oczu napływają mi łzy. Próbuję dojść do siebie, nie rozpłakać się do reszty. Biorę dwa głębokie wdechy. Winda rozsuwa się, a ja szybko z niej wybiegam. Mam ochotę wziąć taksówkę, ale przypominam sobie, że nie mam swojej kopertówki. Kurwa! Wszystko się wali! Znów czuję się zdradzona, oszukana tak jak wtedy, gdy nakryłam Harrego w łóżku z jakąś lalą. Wspomnienia wracają. Zamykam oczy, zakrywam usta dłonią próbując stłumić szloch. Uspokajam się, oddycham głęboko idąc w stronę domu. Słyszę swoje imię, woła mnie. Nie zwracam na niego uwagi. Szybko do mnie podbiega.

- Jenny, wysłuchaj mnie. Daj mi wyjaśnić. – Mówi zasapany.

- Nie ma co tu wyjaśniać. Zawsze się tak witasz z siostrą?- Warczę.

- Ty nie rozumiesz. To nie jest tak jak myślisz.

- A co ja myślę?!- Zatrzymuje się i wlepiam wzrok w niego, jestem wściekła.

- To dawne sprawy. Ona mnie prześladuje…

- Co ty wygadujesz? Może powiesz, że nie chciałeś wkładać języka do jej ust, tak samo się stało?!

- To nie ja ją całowałem, zrozum. Gdy wyszłaś z windy Ona się na mnie rzuciła, zaskoczyła mnie tym.

- Jasne.- Prycham i idę dalej.

- Wysłuchaj mnie. Nigdy nie miałem dwóch kobiet na raz. Nie jestem taki. Nie jestem szczeniakiem! – Krzyczy. Idę dalej w milczeniu. – Posłuchaj! – Warczy, staje przede mną tarasując mi drogę, łapiąc mnie w ramiona. Patrzy mi prosto w oczy.- Mówiłem Ci, nie bawię się w związki. Nie będę Ci tego tłumaczył na ulicy. Jeśli już mam kobietę… w łóżku, nie zadaję się z inną!

Wzruszam ramionami.

- Nie byliśmy w łóżku! – Wyplątuje się z jego uścisku.

- Gdy poznaję nową kobietę, nie zadaję się z inną. Romantyczne związki mnie nie interesują, a tym bardziej trójkąty.

- Jakoś nie potrafię w to uwierzyć!- Rozkładam ręce.

- To prawda! Taki już jestem.

Moja podświadomość mówi mi, bym mu nie wierzyła, ale w duszy chcę zaufać, chcę się w końcu dowiedzieć co on takiego ukrywa i co chciał przez to powiedzieć. Chodzi mu tylko o łóżko? A mi o co chodzi? Przecież nie chciałam się teraz wiązać. Nie umiałabym chyba nikomu teraz zaufać po tamtym chorym związku. Bałabym się. Jeśli mówi prawdę i nie będę musiała się nim dzielić, jeśli tak ma być, chętnie w to wejdę, ale co później? Teraz nie chcę o tym myśleć. Niech się dzieje co chcę. David coś do mnie mówi, ale ja go nie słucham, myślę o tym wszystkim. Pewnie jestem głupia, chcę zobaczyć co z tego wyjdzie.

- Dlaczego nic nie mówisz?- Pyta zirytowany odciągając mnie od swoich myśli.

- Myślę. – Wzruszam ramionami.

- I?

- Ok.

- Serio?- Mówi z niedowierzaniem.

- Tak. Powiedz mi co to za kobieta.

- To Jennis… Byłem z nią kiedyś…

- W łóżku?- Przerywam.

- Tak, Uparła się i ciągle mnie nachodzi. Wariatka.

- To niebezpieczne, byłeś z tym na Policji?

- Nie, Jest nie groźna. Nie chcę by miała kłopoty. Myślę, że teraz da sobie spokój.

- A Twoja siostra?- Pytam, a David wzdycha i pochmurnieje.

- Upiła się i zdemolowała sklep z alkoholami. Nie chcieli jej sprzedać Piwa. Przyjechała Policja, a Ona podała im numer Billa.

- Ile ma lat?

- Szesnaście.

- A Wasi rodzice, nie mogą jej trochę utemperować?

- Pracują, Uciekała z domu. Nikt nie może sobie z nią poradzić. Bardzo zbuntowana. Pije, bierze narkotyki, pali. Chciałbym jej jakoś pomóc, ale ona sobie nie daje. – Wzdycha.- Wrócisz ze mną na górę?

- Nie mam innego wyjścia. – Uśmiecham się. – Zostawiłam u Ciebie torebkę i zobaczyłam Cię z tą…

- Cicho, nic nie mów.- Zatyka mi usta palcem, wchodzimy do środka wielkiego wieżowca. W windzie przypominam sobie nasz namiętny pocałunek. David podchodzi do mnie, jego wzrok staję się niebezpieczny, hipnotyzujący… Obejmuje mnie i całuje szyję. Jęczę zadowolona. Jego dłonie wędrują po ciele, zatrzymują się na piersiach. Przygryza mi dolną wargę i odsuwa uśmiechając się rozkosznie, zostawiając mnie w stanie otępienia i podniecenia. Drzwi windy się rozsuwają, bierze mnie za rękę i wychodzimy.

- Wejdź. – Mówi otwierając drzwi do apartamentu.- Odszukaj swoja torebkę. Wychodzimy.

- Gdzie?- Chce mnie zakopać!

- Daleko. – Znów robi tę swoją tajemniczą minę.

- Nie drażnij się ze mną Smith! – Mówię poirytowana.

- Masz wszystko? To chodź.

- Daleko? Chciałabym się jakoś przygotować…

- Nie musisz nic brać.- Bierze mnie za rękę i wyciąga z pokoju na zewnątrz.

Wychodzimy z wieżowca i kierujemy się w stronę parkingu.

David podchodzi do luksusowego czarnego kabrioletu. To Aston Martin DBS Volante. Podnoszę brwi ze zdziwienia. No tak przecież jest bogaty, może mieć taki samochód, jaki tylko zechce.

- No co tak stoisz? Wchodź. Przed nami długa droga.

- Gdzie ty mnie zamierzasz wywieść?!

- Daleko stąd. – Znów pojawia się na jego twarzy ten uroczy uśmiech, od którego cieknie mi ślinka i nie tylko.

Nic już nie mówię i wsiadam na skórzanym fotelu w mega wypasionym aucie.

David włącza radio przyciskiem na kierownicy. Nigdy nie widziałam by przyciskami na kierownicy włączać radio, w ogóle mało widziałam w życiu. Ale gadżetów.

- Radio w kierownicy?

- To tylko przyciski do włączania radia.- Wyjaśnił.

- Fajne.- Kiwam z uznaniem.

- Aha. – Uśmiecha się chłopięco.- Fajne to za mało powiedziane.

- Co jeszcze ciekawego ma?

- Klima, system nawigacji, czujnik deszczu, parkowania i wiele innych.

- Też sobie kiedyś taki kupię.- Śmieję się kiwając głową z zachwytem.

- Może dam Ci kiedyś poprowadzić. Masz prawko?

- Jasne.

Kiwa głową pogłaszając radio. Jedziemy I-87, droga staje się nużąca, zaczynam robić się zmęczona.

- Prześpij się jeśli chcesz. Przed nami ponad godzina jazdy.

Tak robię.

 

Ch.W

Jeśli macie jakieś uwagi to piszcie śmiało, w komentarzu lub na e-mail: wioleta4444@interia.pl

Regulamin

Rozdział 4

2

- Hej. – Kiwnęłam głową.

- Hej. – Odpowiedział uśmiechając się szeroko.- Wspaniale wyglądasz.

- Dzięki. – Czerwienię się. Dlaczego?!

- To co? Schodzimy na dół? – Pyta uśmiechając się słodko.

- Jasne.

Schodzimy i idziemy wypożyczyć łyżwy. Siadamy na ławeczce, zakładam łyżwy na nogi. Patrzę na Davida ukradkiem i nagle nasze spojrzenia się krzyżują. David się uśmiecha. Speszona, zdenerwowana trzęsą mi się ręce.

- Gotowa? – Pyta.

- Nie wiem. – Waham się. – Spróbuję. Jak się w nich chodzi?

- Na zwykłej powierzchni nie jest źle. – Wstaje i podaje mi rękę. – Wstań, pomogę Ci.

Obejmuję jego dłoń i znów ta elektryczność. Wstaję, idziemy razem do barierki nie rozłączając naszych dłoni, jego dłonie są silne, przełykam ślinę i doprowadzam się do porządku. Otwiera drzwiczki i wchodzimy na lód. Trochę się opieram. David odwraca na mnie wzrok podnosząc pytająco brew.

- Trochę się boję.

- Nie bój się, nic Ci się nie stanie.- Szepcze.- Trzymam Cię mocno.

Zaciska mocniej dłoń, a ja wpuszczam powietrze z płuc i robi mi się gorąco. Nie dlatego, że tak bardzo się boję, lecz dlatego że mnie dotknął. Ok, wychodzimy na lód. Na początku nie mogę odzyskać równowagi. David obejmuje mnie jedną ręką w talii, a drugą mocno trzyma dłoń. Już wiem czemu wybrał łyżwy, może mnie obłapiać, za moją zgodą. Uśmiecham się dyskretnie. Jestem tak blisko niego, czuję jego twarde mięśnie. Zamykam oczy i znów te dreszcze. Nagle potykam się i gdyby nie David upadłabym na plecy. On przycisnął mnie bardziej do siebie tak, że nasze oczy wpatrują się w siebie. Wpatrujemy się przez chwilę, a on uśmiecha się i ciągnie mnie dalej.

- Musisz bardziej uważać. – Uśmiecha się znów, tym razem bardziej seksownie.- Patrz pod nogi.

- Jasne. Przepraszam. – Bąkam, czuję się przy nim jak dziecko, ale czy chcę patrzeć pod nogi?

Parę razy się potykam, ale nie jest tak źle jak myślałam. Podjeżdżamy do barierki.

- Przytrzymaj się przez chwilę. – Robię co mi każe. – Nawet dobrze Ci idzie. Złap moje dłonie.

Patrze na niego nie ufnie. Nie, ja chcę by mnie trzymał. Przecież się zabiję.

- Nie bój się. – Podjeżdża bliżej, bierze moje dłonie i wyciąga mnie na środek.

- Nie! Proszę , trzymaj mnie.- Jęczę błagalnie.

- Zaufaj mi. – Wwierca we mnie swój wzrok i wyciąga na środek.

To nie jest takie trudne.

- Dobrze, odpychaj się trochę nogami. Jesteś za sztywna.

Jasne, to takie proste!

- Łatwo Ci mówić. – Odburkuje.

Uśmiecha się, a mną targa miły dreszcz, próbuję odpychać się delikatnie nogami.

- Widzisz, to nie jest takie trudne. – Mówi łagodnie.

Znów się potykam, oczywiście specjalnie. Lądujemy na lodzie. On na plecach, a ja na nim. Przyglądamy się sobie przez chwilę i zaczynamy śmiać. Zakrywa oczy, kręci głową śmiejąc się i ukazując swoje białe zęby. Mogę chwile na niego popatrzeć. Och..Ta broda jest kusząca! Pani Jones, nieźle. Leżysz na super facecie. Pod tym cienkim sweterkiem czuć jego twarde jak stal mięśnie. Mam ochotę go dotykać… Wszędzie. Te usta są pełne i namiętne, a broda… cały jest do schrupania. Patrzy na mnie rozbawiony.

- Wstawaj, jedziemy dalej.

Wstaje pierwszy, podaje mi dłoń, chwytam go i próbuję wstać, ale to nie jest takie proste. Podjeżdża bliżej pomagając mi stanąć na nogi. Patrzymy na siebie przez chwilę, cicho jęczę z zachwytu.

- Niezła zabawa, nie? – Oczy mu błyszczą.

- O tak, niezła. – Bąkam.

Patrzymy na siebie. Przez moment myślę, że mnie pocałuje, jednak bierze wdech i odwraca wzrok. Wydaje się skrepowany. Następnie znów patrzy na mnie i częstuje mnie nieśmiałym uśmiechem potrząsając lekko głową.

- Zacznijmy od nowa.

Może znów się potknąć? O tak. Tylko nie przesadź!

Znów mnie prowadzi. Powtarzam ten sam ruch, lecz On łapie mnie w pasie i szybko puszcza. Uśmiecha się zabójczo.

- Nieźle Ci idzie.

- Tak myślisz?

Nie odpowiada i znów mnie ciągnie, płyniemy po lodzie.

Dobrze mi idzie, David puszcza jedną dłoń i jedziemy teraz obok siebie. Dłonie mamy ściśnięte. Ciekawe co teraz sobie o mnie myśli? Chyba ma mnie za idiotkę.

- Mam już dość.- Patrze na niego błagalnie.

- Chcesz już wracać?

- Tak, mam dość wrażeń na dziś. – Śmieję się.

- Rozumiem. – Uśmiecha się miękko. – To wracajmy.

Schodzimy z lodowiska, a ja natychmiast ściągam łyżwy. Idziemy je oddać. Dziwnie jest na normalnym podłożu, jak bym nadal jeździła na łyżwach.

- I jak było?

- Fajnie. Podobało mi się – Uśmiecham się pod nosem. Najbardziej mi się podobało, gdy na tobie leżałam.

- Mnie też. – Posyła mi tajemniczy uśmiech.- Daleko mieszkasz? Odprowadzę Cię do domu.

- Dwadzieścia minut pieszo przy Andaz Avenue.- Mówię- Nie jesteś samochodem?

- Przyjechałem taksówką. Myślałem, że wpadniemy gdzieś na jakieś wino? – Patrzy pytająco. – Dasz się skusić?

- Hmm. Jasne. – Uśmiecham się promiennie.

Wstępujemy do pięknej restauracji Marea przy Central Park.

Siadamy przy stoliku na uboczu, z daleka od ludzi.

- Jesteś głodna?- Pyta.

- Nie.- Żołądek mam w gardle.

- Ja też nie. Pozwolisz, że wybiorę wino?

- Jasne.

Podchodzi kelner i David zamawia Pinot Noir. Zapominam języka w gębie gdy David na mnie patrzy. Jestem jak sparaliżowana. Cholera, wymyśl coś . Katastrofa!

- Długo już jeździsz na łyżwach?- Uff.. Wreszcie coś wymyśliłam.

- Tak, matka mnie uczyła gdy miałem 3 lata. – Uśmiecha się.

- Wcześnie. Ojciec też z Wami chodził?

Nagle spina się i pochmurnieje.

- Nie. Nigdzie nie pokazałbym się z tym szajbusem. – Patrzy na mnie gniewnie.

- Przepraszam. Nie chciałam Cię urazić. – Bąkam.

- Nie przepraszaj, nic się nie stało. – W tym momencie podchodzi kelner, nalewa nam Wina. Mogłam się ugryźć w język, ale skąd mogłam wiedzieć, że jest przeczulony na tym punkcie.

- Na pewno nie jesteś głodna? – Pyta.

- Nie jem tak późno.

- Dbasz o linię?- Pyta uśmiechając się drwiąco. – Nie musisz.

- Nie, po prostu, nie mam tego w zwyczaju. – Mój dobry humor wyparował. Weszłam na niebezpieczny grunt. Rozmowa się nie klei. Chciałabym powiedzieć coś mądrego, ale mój mózg wyparował, jest gdzieś tam, w łóżku z… Cholera, przecież nic takiego nie powiedziałam.

- Chcesz jeszcze wina?- Pyta łagodnie.

- Wolałabym iść już do domu.- Mówię pochmurnie. Pewnie już nigdy nie będzie chciał się ze mną spotkać.

- Nie smakuje ci?

- Bardzo dobre. Tylko… tyle dzisiaj wrażeń.- Odpowiadam nieśmiało.

- Fakt. Pewnie masz dosyć na dziś.

Wstajemy, David reguluje rachunek i wychodzimy z restauracji. Patrzę na niego, ciekawe ile ma lat, wygląda młodo i tak wiele osiągnął. Odwraca na mnie wzrok.

- Co? – Pyta łagodnie.

- Ile masz lat?

- A co to za pytanie?- Rozbawia się.

- Takie mi przyszło do głowy. – Wzruszam ramionami.- Chyba to nie tajemnica?

- Nie. Ile byś mi dała? – Uśmiecha się unosząc brew.

Znów Tajemniczy! Przyglądam się jego pięknej, wyrzeźbionej twarzy. Mierzę go wzrokiem próbując się nie roześmiać, a On robi zdziwioną minę.

- Pewnie jesteś przed trzydziestką?

- Już myślałem, że więcej. – Prycha.

- Tak. Na początku myślałam o sześćdziesiątce. – Śmieję się w głos.

- Lubie jak się śmiejesz.

- O nie, nie zmieniaj tematu.- Warczę.

- A ty ile masz, jeśli można wiedzieć?

- Dwadzieścia cztery.

- To ja jestem starszy. – Uśmiecha się złośliwie.

- Jesteś niepoważny. – Udaję poirytowaną.

- Tak sądzisz? – Unosi brew.- Dwadzieścia dziewięć.

- Nie pomyliłam się.

Uśmiecha się szeroko i idziemy dalej śmiejąc się z moich poczynań na lodzie tak, że ludzie nas wymijający patrzą na nas jak na wariatów. Dochodzimy do mojego bloku. Stoimy przy klatce kończymy rozmawiać, nastaje niezręczna cisza. Postanawiam wziąć się w garść.

- Umówimy się jeszcze kiedyś? – Silę się na odwagę. Daję krok w jego stronę, On drapie się po karku skonsternowany.

- Nie jestem zwyczajnym facetem, Jennifer.

To widzę! Jesteś niezwykłym mężczyzną!

- Zdecydowanie nie. – Uśmiecham się subtelnie, podchodzę jeszcze bliżej, On jednak robi krok w tył. Zrobiłam coś nie tak?

- Nie wiesz o czym mówisz. – Patrzy mi poważnie w oczy.

- To mi wyjaśnij. – Szepczę.

- To nie jest takie łatwe. Mogłabyś uciec. – Uśmiecha się. O rany jego wzrok zrobił się chłodny, ale nadal jest czarujący, przechodzą mnie dreszcze. Co to ma znaczyć? To morderca?

- Nie rozumiem. Jesteś psychopatą, nożownikiem, mordercą?! – Pytam zdenerwowana.

- Nie przesadzaj. Aż tak źle ze mną nie jest. – Śmieje się ze mnie.

- To o co chodzi?- Czuję się bardziej rozdrażniona.

- Chcesz mnie poznać?- Pyta zdecydowanie.

- Teraz to sama nie wiem. Jesteś bardzo Tajemniczy.

- Odrobina tajemniczości dodaje życiu atrakcyjności Pani Jones.- Uśmiecha się uroczo.

Zaskoczył mnie tym. Pan Tajemniczy mnie zaintrygował.

- Nicholas Sparks?

- Aha. – Mówi uśmiechając się znów tajemniczo. Podoba mi się to, ale nadal nie wiem co ukrywa.

- To jak? Jesteś zdecydowana dowiedzieć się, co kryje moja dusza?

Sama nie wiem.

- A muszę to wiedzieć?

Zerwał się nagle wiatr. Włosy tańczą przy mojej twarzy. Podchodzi do mnie odgarniając niesforne włosy z twarzy.

- Chciałbym byś poznała mnie lepiej. Liczę się z tym, że może Ci się to nie spodobać.

Odsuwam się od niego przerażona.

- Co ty mi próbujesz powiedzieć?

- Jesteś jutro wolna?

- Eee… tak, ale… – Zatyka mi usta palcem wskazującym.

- Ćśśś… Nic nie mów. Jeśli jesteś zdecydowana, przyjdź jutro tu. Pokój 567 – Wyjmuje wizytówkę. Patrzę na niego nieufnie, przyglądam się wizytówce. Bloomberg Tower. Odgarnia mi włosy za ucho. – Będę czekał po 17.- Dodaje zmysłowo.

Nie mogę wydusić z siebie słowa. Patrzę oszołomiona na tego tajemniczego, seksownego mężczyznę i nie mogę pojąć co ukrywa. A jeśli to psychopata, morderca? Cholera, co to ma znaczyć?!

David odgarnia mi włosy za ucho i robi krok w tył.

- Będę czekał. – Uśmiecha się enigmatycznie i odchodzi zostawiając mnie w osłupieniu z wizytówką w dłoni.

Ocknęłam się po sekundach? Minutach? Sama nie wiem. Kompletnie zgłupiałam. Ruszam się w końcu i powoli wchodzę do klatki. Ten dzień był dziwny. Łyżwy, jego dotyk, tajemniczość… kim on do cholery jest? Co ukrywa?! Coś mnie ciągnie do niego. Jestem zdecydowana pójść tam jutro do niego, fascynuje mnie i przeraża. Chyba pociągają mnie niebezpieczni mężczyźni. Co ja powiem dziewczynom?

Wchodzę do domu, jestem gdzieś daleko myślami. Dziewczyny czekają na mnie, na wieści. Co ja mam im powiedzieć? Czy w ogóle mówić im o całej sytuacji? Co by powiedziały? Chyba by mi odradziły, zakazały się z nim spotykać, powiedziałyby, że to jakiś psychopata.

- Hej. Długo Cię nie było. Widzę, że jeszcze żyjesz. – Śmieje się złośliwie Rossie.

- Jak widać. – Uśmiecham się .

- I jak tam randka?- Pyta Jullie.

- To nie randka, to tylko… łyżwy.

- Ok, nazywaj to jak chcesz, ale my i tak wiemy co jest grane.- Mówi poważnie Jullie.- Mów jak na tych łyżwach ty stara zołzo.

- Ja stara?- Prycham.- No jak, jak? Zwyczajnie. Upadłam na niego kilka razy i czułam jaki jest twardy, umięśniony.- Bujam w obłokach.

- Umięśniony, tak?- Jullie patrzy z przymrużonymi oczami i oblizuje usta. – Wpadałaś na niego. To już wiemy dlaczego chciał się tam umówić. Pocałował Cię?

- Jullie ogarnij się trochę. – Przywołuje do porządku moją przyjaciółkę. – Nie pocałował.

- Nie?! – Krzyczą obie zszokowane – To jakiś gej?!- Dodaje Jull.

- Nie, ale na jutro też się umówiliśmy, gejem na pewno nie jest.

- Jakiś nieśmiały ten Twój chłopak.

- To nie mój chłopak. – Warczę.

- A jak to się nazywa według Ciebie? -Pyta Jullie wzdychając.

- Taki tam.. znajomy.

- Jasne. Niech Ci będzie.- Rossie kiwa zrezygnowaniem głową.- Byliście gdzieś jeszcze?

- Byliśmy w Restauracji Marea. Wypiliśmy wino.

- O rany. Nie postawił Ci kolacji? – Pyta Jullie.- Sknera.

- Nie byłam głodna. Wypiliśmy tylko wino i odprowadził mnie pod blok.

- Odprowadził? Nie był samochodem?

- Nie. Chciał się czegoś później napić, przyjechał Taksówką.

- A co jutro będziecie robić? – Pyta Rossie.

Jutro? Pan Tajemniczy najpewniej zakopie mnie w ogródku, gdyż idiotka przyjdzie spragniona wrażeń i będzie je miała!

- Nie wiem, zobaczymy.

- Może teraz na hokej. – Śmieje się Rossie.- I złoi Ci tyłek.

Piorunuję ją wzrokiem i wysilam się, by nie parsknąć śmiechem, lecz nie udaję mi się tego dokonać.

- Już my wiemy co będzie się działo.- Dodaje Jullie.

- Kładę się spać. Jestem wykończona.

- My też teraz możemy spokojnie położyć się spać. Czekałyśmy na wieści w informacjach, ale nic nie było o kobiecie, która zabiła się na łyżwach. – Mówi Rossie.

- Ależ masz cięty języczek. – Uśmiecham się.- Jaka złośliwa Panna Ross.

****

Tak dobrze mi się śpi, lecz trzeba wstać. Patrzę na zegarek, już dwunasta?! Tak długo spałam?

Szybko wchodzę pod prysznic i myślę o tym, co może się dziś wydarzyć. Czy na pewno powinnam tam jechać? Czy to dobry pomysł? Jestem strasznie ciekawa, co kryje ten facet, jest taki tajemniczy, seksowny, ma coś w sobie, nie potrafię o nim nie myśleć.

Nie ma co się długo zastanawiać. Intryguje mnie i dowiem się co ukrywa ten zabójczo, przystojny Facet.

Wychodzę z pokoju, w salonie zastaję tylko Jullie. Rossie wybrała się na randkę. Mam nadzieję, że dziewczyny mają mniej Tajemniczych i niebezpiecznych facetów.

Zamawiamy z Jullie pizze i oglądamy komedie, nie rozmawiamy o Davidzie, nie pytają. Dwie godziny przed wyjściem zastanawiam się, co na siebie włożyć. Może założyłabym sukienkę, przeszukuję szafę i wyjmuję śliczną, miętową sukienkę mini, przed kolano, na ramiączka zakrywającą dekolt. Pod biustem ozdobiona jest mieniącymi się kamykami, do tego zamszowe zielone szpilki i czarną torebkę z ćwiekami pożyczoną od Jullie.

Maluję kreskę nad okiem, wychodzę z pokoju pokazując się Jullie. Patrzy na mnie i gwiżdże z uznaniem. Może i On zagwiżdże na mój widok? Może rzuci się na mnie znienacka… Fajnie pomarzyć.

- Może weź sobie szczoteczkę do zębów i bieliznę na zmianę. – Puszcza do mnie oko.

- Nie bądź złośliwa. Nie czekajcie na mnie.- Najlepiej, by jeszcze spały gdybym przyszła nad ranem. Uśmiecham się na tę niedorzeczną myśl. Nie powinnam tego robić, nie powinnam myśleć o pójściu z nim do łóżka. Poza tym nie wiem co kryje. Będzie co będzie.

Wychodzę i ruszam przed siebie. Mam pół godziny drogi na pieszo. Przewietrzę się, ochłonę… Wszystko będzie dobrze… Prawda?

****

Zbliżam się do wielkiego wieżowca, po chwili namysłu wchodzę do środka. Zatyka dech w piersi.

Po prostu luksus. Wchodzę do windy, naciskam 68 piętro. Wychodząc rozglądam się i patrzę na numery pokoi. Czuje się tu zagubiona.

Podchodzę do pokoju 265. Chwile zastanawiam się czy zapukać. Biorę głęboki wdech, cholera, co ja robię? Po co tu przyszłam?

Drzwi się otwierają i ukazuję się w nich… kobieta!

Kobieta jest przed czterdziestką, zadbana i ma na sobie… fartuszek.

- Dzień dobry.- Mówi miło.- Pani do kogo?

- Eee… Ja do Pana Smitha. Jennifer.- Cholera i tu się muszę tłumaczyć?

W tej samej chwili podchodzi David.

- Dziękuję Elizabeth. Znam tą Panią. – Uśmiecha się do mnie i kontynuuje.- Możesz już iść do domu. Wejdź Jennifer.

- Tak proszę Pana.- Elizabeth kiwa głową, zbiera swoje rzeczy i po chwili wychodzi.

- To była twoja gosposia? – Pytam.

- Tak. Samo by się tu nie posprzątało. – Uśmiecha się. – Dobrze gotuje. – Dodaje z uznaniem.

- Ładnie tu.

- Owszem. Wejdź dalej Jennifer, zaraz będę z powrotem.

Mijam niewielki jasny przedpokój i wchodzę do salonu. Tu jest niesamowicie.

Białe ściany, na nich obrazy. Wieża Eiffela na czarno- białym tle, samochód, Nowy Jork z lotu ptaka. Na suficie znajduje się dużo okrągłych światełek. Czarny parkiet.

Na środku pokoju stół, między stołem dwie kremowe kanapy. Widok z okna zapiera dech w piersi. Widać przez nie panoramę Nowego Jorku, mali ludzie, biegnący gdzieś, małe samochody, latarnie…Pięknie to musi wyglądać wieczorem. Miasto, które nigdy nie śpi. Między oknem, a kanapą stoi czerwona figurka przedstawiająca człowieka.

Wchodzę głębiej, w następnym pomieszczeniu stoi stół i krzesła. To jadalnia. Po prawej stronie nowoczesna kuchnia pięknie urządzona, z nowymi, eleganckimi meblami. Zniewalająca. Wychodzę z kuchni przechodząc do salonu. Widzę, że jest tu jeszcze jakieś wejście do pomieszczenia. Znajduje się tam mały czarny stolik kawowy i dwa brązowe, łaciate fotele. Siadam na jednym z nich wyglądając przez okno. Równie piękny widok co z salonu. Oglądam się za siebie. Tam są jakieś drzwi. Wstaję i pokonuję trzy schodki. Szarpię za klamkę, lecz drzwi są zamknięte. Wzruszam ramionami, schodzę ze schodków, wracając znów do łaciatych foteli i patrzę przez okno. Pięknie tu.

- Podoba Ci się?- Opiera się o ścianę.

- Tak, ten widok jest niesamowity.

- Czasami tu pomieszkuję.

Podchodzi do mnie, tak że czuję go za sobą, jego ciepło i zapach. Przebiega mnie dreszcz, od karku do samego dołu. Czuje jak wszystkie włoski na mym ciele się podnoszą.

- Lubię tu siąść i pomyśleć jeśli mam podjąć jakąś decyzje. Lubię zastanowić się nad swoim życiem, lub po prostu popatrzeć z góry na bloki, wieżowce i ludzi… To miejsce dodaje mi energii.

Myśliciel się znalazł.

Dotyka mych włosów odgarniając je do tyłu. Biorę głęboki oddech. Jego dotyk jest elektryzujący, a dreszcze znów przebiegają po mym ciele.

- Ciesze się, że tu przyszłaś. – Szepcze mi do ucha. Jego oddech na karku powoduje dziwne kłucie w podbrzuszu. Zamykam oczy, wciągam głośno powietrze. Weź się w garść, weź się w garść.

Odwracam się nagle. David trzyma ręce skrzyżowane na piersi, przyglądając mi się z uwagą.

- Piękna sukienka, tak jak jej właścicielka. – Uśmiecha się.

- Dziękuje.- Bąkam.- Więc, co chciałeś mi powiedzieć Davidzie? – Pytam zniecierpliwiona.

- Piękna z Ciebie Kobieta i bardzo spragniona wiedzy.- Stwierdza.

- Do rzeczy.- Mówię trochę poddenerwowana.

- Powoli. Wszystko w swoim czasie. Nie trzeba się śpieszyć z pewnymi sprawami. – Uśmiecha się i przybliża do mnie. Automatycznie się cofam.

- Dość tej tajemniczości, powiedz mi o co chodzi, albo wychodzę. – Odwracam się chcąc wyjść z mieszkania, lecz David zagradza mi drogę opierając rękę o ścianę.

- Cierpliwości Jenny. – Dotyka kosmyk moich włosów.

- Proszę Cię. – Szepczę patrząc mu głęboko w oczy. Nie mogę się ruszyć. Jestem jak zahipnotyzowana.

- Co? – Mówi łagodnie bawiąc się kosmykiem włosów. Wącha je.- Pięknie pachną.

- Nie rób mi krzywdy. – Mówię cicho.

- Nie mam zamiaru. – Odpowiada zdumiony moją prośbą.

- O co w tym wszystkim chodzi?

- Jesteś pewna, że chcesz to wiedzieć?

- Tak.- Wzdycham.

- Nie chcę byś mi uciekła. – Wewnętrzną częścią dłoni dotyka moich policzków. Zamykam oczy, oddech mam nierówny.

- Och.. Proszę. Co ty ukrywasz?

Usta wygina w półuśmiechu… Lubi się tak drażnić?!

 

Ch.W.

Jeśli macie jakieś uwagi to piszcie śmiało, w komentarzu lub na e-mail: wioleta4444@interia.pl

Regulamin

Rozdział 3 i 4

2

- David? – Bąkam zaskoczona. Ach.. a więc gruba ryba to jednak On. Gęste włosy ma odgarnięte do tyłu. Jego zielone oczy błyszczą. Ma jeszcze piękniejsze niż w tedy gdy go widziałam. Ubrany jest w szare spodnie i koszule rozpiętą pod szyją. Jest taki szczupły, męski, nieprzyzwoicie przystojny. Mięśnie w podbrzuszu miło mi się zaciskają. Muszę się jakoś opanować.

- Nie myślałem, że cię jeszcze spotkam. – Robi zalotny uśmiech, podaje mi dłoń.

- Eee… ja również… David. – Podaje mu swą dłoń, a gdy nasz dłonie się stykają czuję jak przelatują przez nas prądy… bardzo rozkoszne. Jego dłonie takie silne, spod mankietu wydostają się włoski. Hmm.. ciekawe gdzie jeszcze je ma. O rany, weź się w garść!

- Nie wymieniliśmy się telefonami. Zupełnie o tym zapomniałem.- Uśmiecha się uroczo.

- Tak.. yyy, ale spotkaliśmy się i mamy do obgadania umowę.- Mój ton staje się formalny, udaję, że to spotkanie w ogóle mnie nie obeszło. Patrzy na mnie przenikliwie. Kurde, to spojrzenie! Fascynuje mnie. Przełykam ślinę zdenerwowana.

- Wobec tego siądźmy. – Pokazuje na mały, czarny stolik, Pomiędzy nim znajduje się czarna kanapa, zaś na przeciwko szeroki czarny fotel. A jednak nie wszystko jest białe. Uśmiecham się na tę myśl i siadam na kanapie. David usiadł po przeciwnej stronie. Zakładam nogę na nogę.

- Więc to ty masz ze mną omawiać umowę.- Mówi mierząc mnie wzrokiem, wydaje mi się, że jego oczy zatrzymują się na moim dekolcie. Jak to dobrze, że zapięłam guzik. Wzrok leci mu w dół na moje nogi, ale zaraz podnosi wzrok na moją twarz i unosi brew.

- Tak.- Bąkam i rumienię się.

- Co taka piękna dziewczyna robi w takiej firmie? Widziałbym Cie raczej na wyższym stanowisku i nie w Agencji Reklamowej.- Mówi uśmiechając się zalotnie.

Flirciarz! Mmmm…

- Och, cóż.. pracuje, lubię to… Zawsze chciałam to robić.- Bąkam. Palą mnie policzki…Opieram się o oparcie kanapy. Jak ten facet na mnie działa!

- Super.- Uśmiecha się.- Zajrzyjmy więc do umowy.

Och umowę… Grzebię coś w teczce, znajduję i omawiamy punkt po punkcie. Wielokrotnie podczas rozmowy zakładam kosmyk włosów za ucho, uśmiecham się, zwilżam usta językiem, zakładam nogę na nogę. Podczas gdy David coś mówi, a ja robię te swoje ruchy patrzy mi w oczy, jego spojrzenie krąży po mym ciele. Nagle pochylam się bardziej niż zwykle tak by spojrzał mi w dekolt, biorę szklankę wody i upijam łyk patrząc mu w oczy. On momentalnie nieruchomieje, lecz po chwili mówi dalej, patrząc na moje usta. Przechodzi mnie dreszcz. Umiem to, działam na niego tak samo jak On na mnie. Zadowolona z siebie uśmiecham się dyskretnie. Czy coś ugram dla mojej firmy? Przypominam sobie Co Trever mówił. Lubi piękne kobiety. Och… a który mężczyzna nie lubi? Mam ochotę rozpiąć guzik koszuli, duszno mi, ale to byłoby zbyt wyzywające.

- Myślę, że dojdziemy do porozumienia.- Uśmiecha się. – Zadzwonię dziś do Twojego szefa Jenny i omówimy szczegóły.

- Bardzo się cieszę Davidzie.- Uśmiecham się pokazując zęby. Kurczę czy mogę go prosić o telefon? Nie, lepiej nie, niech nie myśli, że na niego lecę, choć to oczywiste. Nie chce wychodzić, ale nie mogę nic wymyślić i nie chcę się narzucać. Wstaje poprawiając spódnice, David zrywa się szybko.

- Co Pani robi w piątek Pani Jones?- Pyta podnosząc brew wyginając usta w półuśmiechu.

- Nie mam planów po pracy. – Odpowiadam. Chce mnie gdzieś zaprosić?

Palcem wskazującym drapie się po brodzie. O czym ten facet teraz myśli?

- Czy umie Pani jeździć na łyżwach? – Odparowuje znienacka.

Łyżwy? Jakie łyżwy? Wyobrażam sobie jak mnie całuje, a on mi tu mówi o łyżwach. Patrzę zaskoczona, ale w końcu coś odbąkuje

- Yyy… Łyżwy?

Zatyka palcem usta, chyba go rozśmieszyłam. O co mu chodzi?

- Łyżwy.- Odpowiada i wzrusza ramionami.- Jeździ się w nich po lodzie.- Dodaje ironicznie.

- Ach.. Tak. Wiem. – Mówię udając oburzoną – Nie umiem. Lodowisko w lato?

- Sztuczne. – Wyjaśnia.

- Sztuczne.- Powtarzam, a David próbuje stłumić śmiech przytrzymując palcem usta. Nieziemsko wygląda.

- Tak, sztuczne. Przy Rockefeller Center. Nauczy się Pani. Może być w piątek?

- Ok. – mówię i ciesze się, że zaprosił mnie gdziekolwiek, choć nie wiem czy to nie będzie ostatnie z nim spotkanie. Być może umrę ze wstydu, albo zabiję się na tych łyżwach.

- Jesteśmy umówieni? – Pyta wyczekująco.

- Jasne. W piątek. Na miejscu?

- Tak, Pani Jones.- Ach, Pani? – Pasuje godzina 18?

- Jasne.

- Do zobaczenia.- Uśmiecha się i podaję mi rękę. Podaję mu swą dłoń i znów przeszywa mnie dreszcz, czuję elektryzujące prądy, które przechodzą przez nasze ciało. Co On ze mną robi?

- Do zobaczenia Panie Smith.- Mówię bez tchu, zamajaczona jego świdrującym wzrokiem.

David uśmiecha się zadziornie, podnosi mą dłoń do ust i całuje patrząc w oczy, a ja omal się nie przewracam. To dopiero mężczyzna, taki… elektryzujący. Po ciele przebiegają mi ciarki… nawet TAM! Puszcza moją dłoń, uśmiecha się, po czym odwracam się i wychodzę.

- Odprowadzę Panią do windy.

- Dziękuję. -Mówię zakłopotana. Czuję na sobie jego wzrok, rumienię się.

Podchodzimy do windy i ją przywołuje. Staje na przeciwko Davida, widzę że się we mnie wpatruje.

- Jest Pani samochodem?

- Nie, przyjechałam komunikacją miejską.– Wzdycham, a On się uśmiecha. W tej samej chwili drzwi windy się otwierają.

- Miłej podróży Jenny.- Już myślałam, że nie wymówi mojego imienia. Wchodzę do windy uśmiechając się. Drzwi się zamykają, lecz jeszcze przez chwile widzę jak David się oddala.

Och, co za facet. Umówił się ze mną… ze mną! Na łyżwy, ale dlaczego akurat na łyżwy?

O co mu chodziło, chce bym się zabiła? Wychodzę z windy podchodząc do wyjścia.

- Do widzenia.- Wołam do Pani jasnowłosej.

- Do widzenia Pani Jones. – Uśmiecha się od ucha do ucha.

Na powietrzu biorę głęboki oddech. Jadę do pracy i rozmyślam. Nigdy bym się nie spodziewała, że się tu spotkamy. Myślałam, że już więcej go nie zobaczę. A jednak! Stał, czułam go, czułam jego usta na mej dłoni. Miękkie i seksowne. Nie mogę się doczekać kiedy powiem dziewczynom o tym spotkaniu. Padną z wrażenia. Taaa… i ze śmiechu. Umówił się z tobą na łyżwy… Niesamowite. Wspomnienie jego wzroku przyprawia mnie o dreszcz. Chciałabym go pocałować poczuć jego usta, muszą wspaniale smakować. Czułam jego zapach, jest zabójczy. Jego oczy, usta i zapach, wybuchowa mieszanka. Chyba Taylor będzie ze mnie zadowolony, mam taką nadzieje, postarałam się aż nadto. David słuchał mnie i zgadzał się na wszystko. Jadł mi z ręki.

****

Wchodzę do biura witam się z kolegami i koleżankami z działu, następnie robię sobie herbatę. Ze swojego biura wychodzi Taylor. Zauważa mnie i zagaduje.

- Jennifer, jesteś już.. Jak zrobisz sobie herbatę podejdź do mnie. – Z jego tonu nie mogę nic wyczuć. Jest na mnie zły czy zadowolony?

- Dobrze. – Bąkam.

Zaparzam w kubku herbatę, odkładam go na swoje biurko i idę jak na ścięcie do Taylora. Nie wiem co mi powie, trochę się niepokoję, że nie sprostałam jego wymogom.

- Cześć Taylor.- Stoi przy oknie, na mój widok podchodzi i ściska mi dłoń.

- Jenny, super robota. – Cieszy się. – Smith do mnie dzwonił.

- O, tak? I jak tam sprawy?

- Jest tobą zachwycony. Zrobiłaś na nim dobre wrażenie. – Patrzy na mnie i mierzy wzrokiem. – I w cale się nie dziwie, świetnie wyglądasz.

Rumienię się.

- Dziękuje.- Chrząkam.

- Nie bądź taka nieśmiała, Jenny. Świetnie ci poszło, jestem pod wrażeniem, pod cholernym wrażeniem, wiedziałem, że mogę na Ciebie liczyć. Możesz wracać do swoich obowiązków.

Do końca pracy zostały dwie godziny. Szybko zleci.

Zajmuję się swoją pracą i nie wiem kiedy wybija szesnasta. Wychodzę z budynku, jadę prosto do domu.

- Nie uwierzycie kogo spotkałam!- Krzyczę podekscytowana wparowując do domu.

- Cześć Jenny, miło, że już jesteś. – Ruga mnie Ross.- Może najpierw byś się przywitała?

- Och, nie wygłupiaj się. Padniecie jak Wam powiem.- Piszczę zadowolona.

- Może Myszkę Mickey?- Chichocze Jullie.

- Głupie. – Śmieje się z nich. – David… David tam był. – Mówię bez tchu.

- Jaki David?- Pyta Rossie.

- Ten David! – Krzyczę.- Cholera, TEN David. Był tam, rozmawiał ze mną.

- Ten facet z Klubu? – Domyśla się Jullie.

- Tak, ten!- Wzdycham.

- Gdzie? Skąd? – Pyta zdziwiona Jullie.

Tłumacze dziewczynom, że jest prezesem Agencji reklamowej, w której byłam negocjować umowę i że nie tylko tą Agencję ma pod sobą. Tłumacze im, a One słuchają z zapartym tchem. Mówię co robiłam, by przystąpił na nasze warunki. Ze szczegółami mówię o czym rozmawialiśmy… i gdzie mnie zaprosił…

- Oo Jenny, na łyżwy? – Pyta Rossie i zaczynamy się śmiać.- Tylko się tam nie zabij.

- Jest dobra strona. Za każdym razem, gdy się potkniesz będziesz w jego ramionach.- Mówi Jullie.

- Nie zamierzam się potykać. – Śmieję się ze swojego zdania, chyba zrobię to specjalnie, byleby poczuć jego ciało przy swoim.- Może od razu będę umiała jeździć.

- Jasne, od razu. Jeszcze się taki nie urodził co by za pierwszym razem umiał.

- Lecę na randkę z Mattem. – Mówi Jullie, drzwi odpowiadają z trzaskiem.

- Powodzenia. – Odkrzykujemy razem z Rossie.

- Kiedy się umówiliście na te nieszczęsne łyżwy?

- W piątek po pracy. Akurat w piątek pracujemy do piętnastej. Zdarzę przyjść do domu i się przebrać.

- W co się ubierzesz?

- A czy to ważne? Zwyczajnie.- Wzruszam ramionami.

- Ja bym założyła sukienkę.

- Tak, żeby mi ją podwiało. Wszystko będzie mi widać.

- Dobre. – Śmieje się. – Masz rację. Ubierz się swobodnie. Tylko pokaż trochę ciała.

- Zboczeniec. – Prycham.- Tylko o jednym.

- Ja? No wiesz?- Rossie Udaje zaskoczoną. – Może trochę.

Śmiejemy się. Rossie proponuje zakupy, ubieramy się i wychodzimy. Ross pożyczyła mi trochę kasy. Oddam jej gdy tylko wezmę wypłatę. Nie mam nic fajnego w szafie, a nie pokaże się w starym, rozciągniętym swetrze. Mamy jeszcze jedną sprawę w sądzie z Harrym o majątek. Myślę, że oskubię go, co do grosza. Wyglądał ostatnio na skruszonego, ale to tylko pozory, by coś ugrać. Mam nadzieję, że sędzia nie da się na nabrać. Sprawa będzie dopiero za dwa tygodnie. Potrzebuję tych pieniędzy. Rossie nic nie powie, ale głupio mi od niej cokolwiek brać. Biedna szara myszka, będzie w piątek leżeć na lodowisku. Co z tego będzie? Trochę się boje wchodzić w następny związek, ale coś mnie do niego przyciąga, powiem mu, że nie chcę się na razie wiązać. Kusi mnie do złego…

Gdy jesteśmy w sklepie zaczynam poszukiwania od spodni. W moje ręce wpadają jednak czarne lśniące legginsy. Podobają mi się, oglądam je z każdej strony i chyba je zostawię. Na razie idę szukać dalej, później je przymierzę. Zauważam również legginsy galaxy. Podobają mi się od pewnego czasu. Zastanawiam się czy je wziąć, również biorę je do przymierzenia.

- Jenny.- Mówi do mnie Rossie. – Myślę, że do tych czarnych leginsów będzie pasowała ta bluzeczka.- Podaje mi białą prześwitująca bluzkę z długimi rękawami. Prześwity są po bokach i na rękawach. Śnieżnobiała.

- Podoba mi się. Wezmę ją.

- Zobacz co ja znalazłam. – Pokazuje mi szara bokserkę z czarnym napisem na białym tle: „Bed Girl” po środku. Uśmiecham się.

- Fajna. Pasuje do Ciebie.

Znajduje jeszcze jedną białą, długą bluzeczkę, tym razem opadającą z ramienia i paskiem na dole z rękawkami przed łokieć. A co mi tam, biorę ją!

Jestem przy sukienkach, wszystko jest super, ale na coś się muszę zdecydować. Hamuj się dziewczyno, nie wykup tu wszystkiego. Krzyczy na mnie moja podświadomość, ale olewam ją… Przecież nawet nie mam tyle kasy.

Biorę do ręki szarą, elegancką, mini sukienkę na ramiączka z efektowną kokardką w talii. Wewnątrz jest atłasowa, na zewnątrz zaś wykończona nietypową koronką. Wybieram do niej szare zamszowe szpilki. Jak ja lubię zakupy, tylko kasy mało. Wybieramy jeszcze parę drobiazgów do sukienek i bluzek. Wchodzę do przymierzalni, na szczęście wszystko na mnie pasuje.

- Chodźmy stąd jak najszybciej, bo wszystko tu wykupię.- Mówię podchodząc do kasy.

- Racja, zbankrutujemy tu. – Śmieje się.

Płacimy w kasie i wychodzimy ze sklepu obwieszone torbami śmiejąc się w głos. Wstępujemy jeszcze na kawę obok naszego bloku i pokazujemy sobie nasze łupy.

- Jest już późno. – Mówię.

- Tak, ciekawe czy Jullie jest już w domu.

- Może w ogóle nie przyjdzie na noc.- Puszczam do niej oko.

- No coś ty. Nie wydaje mi się.

Kończymy swoja kawę i ciastko, płacimy i wychodzimy.

W domu jest Jullie, siedzi i patrzy na nas gniewnie.

- Byłyście na zakupach i mnie nie zabrałyście?

- Nie bądź zła. – Mówi Rossie, a ja idę rozpakować swoje zakupy – Byłaś na randce z tym swoim Mattem, a Jennifer potrzebowała trochę ciuchów.

- Ok, przyjmuje przeprosiny. – Śmieje się ugodowo.- Wybaczam.

Przebieramy się z Rossie i robimy pokaz mody, wygłupiamy się, ale w końcu nadchodzi czas, by pójść spać. Dochodzi już północ!

****

Siedzę przy biurku wykonując swoją robotę. Na biurku nagle zaczyna wibrować mój HTC.

Patrze na numer, nie znam go, może to jakiś klient, ale przecież zawsze dzwonię ze służbowej komórki.

- Słucham? – Mówię niepewnie.

- Witaj nieznajoma.- Odpowiada głos po drugiej stronie telefonu, ale nie mogę sobie przypomnieć skąd go znam.

- Kto mówi?

- Facet z którym robiłaś ostatnio interesy. – Odpowiada interesującym głosem.

- Ach… David. – Uśmiecham się do telefonu. – Skąd masz mój numer?

- Hmm. Twój szef mi dał. Nie złość się, prosiłem go i nie mógł mi odmówić. – Śmieje się.

- Och… – Nie posiadam się z radości, ukrywam to przyjmując oficjalny ton. – Czy coś jeszcze chciałby Pan ze mną omówić?

- Hmm… możliwe. Chętnie omówię to z Panią na piątkowym spotkaniu, Pani Jones.

Próbuje zdusić śmiech.

- Zatem, czekam z niecierpliwością Panie Smith. – Silę się na powagę.

- Wobec tego, do piątku i miłego dnia.

- Miłego dnia. – Uśmiecham się kretyńsko do komputera, rozłączam się i przez kolejne pół dnia w pracy uśmiecham się jak wariatka do monitora.

- Co taka radosna? – Pyta największa papla na świecie, Deborah. Kate mnie przed nią ostrzegała. Lubi sobie poplotkować i dopowiedzieć parę słów za dużo.

- Lubię tę pracę i jestem szczęśliwa, spełniam się zawodowo. – Odbąkuje coś, by nie dać jej powodu do plotek.

- Cieszę się, że Ci się podoba. – Deborah odchodzi, a ja patrze znacząco na Kate, a Ona na mnie i uśmiechamy się dyskretnie.

Po pracy zahaczam do sklepu po coś do jedzenia. Myślę co ugotować, może zrobię Lasagne. Kupuję wszystkie potrzebne składniki, a gdy wracam do domu myśli mam wysoko w chmurach.

Dziewczyn nie ma w domu. Spokojnie zrobię coś do jedzenia, jestem już strasznie głodna. Z tego podekscytowania telefonem Davida zapomniałam zjeść kanapki. Dziewczyny będą zadowolone z mojej Lasagne. Na razie tylko tyle mogę dla nich zrobić za ich pomoc.

Lasagne dochodzi, a ja czytam książkę Stephen`a Kinga.- „Łowca snów”.

Julie przychodzi akurat, gdy wyjmuję Lasagne z piekarnika.

- Mmm… a co tak pięknie pachnie?

- Lasagne. Gdzie byłaś?

- Przetrzymali mnie dłużej w pracy, zachorowała jedna dziewczyna.

- A nie wiesz gdzie Rossie?

- Pewnie na randce. – Odpowiada.

- A ty nie randkujesz dziś?

- Dziś akurat nie.- Chichocze.- Ale jestem głodna. Daj mi jeść. – Udaje że płacze.

Nakładam Jullie i w tej samej chwili przychodzi Rossie. Bierze Lasagne siada koło nas, rozmawiamy. Nie słucham ich, jestem rozmarzona, przypominam sobie dzisiejszą rozmowę z Davidem i nie mogę się doczekać spotkania.

- Jakaś dziś jesteś nieobecna. – Mówi Rossie.

- Wydaje Ci się.

- Nie, na pewno nie. Coś się pewnie stało.

- No już mów nam. Przyjaciółkom nie powiesz?- Włącza się Jull.

- Ok. Już mówię. – Odpowiadam. – Zadzwonił dziś David.

- Dałaś mu numer to zadzwonił. – Pyta Jullie.

- No właśnie nie. – Tłumaczę. – Mój szef mu dał.

- No wiesz?! – Mówi oburzona Rossie. – Nie powinien tego robić!

- Niby nie, ale ciesze się, teraz mam jego numer.- Uśmiecham się słodko.

- Zadzwoń do niego.- Mówi Jullie.

- Nie będę się narzucać.

- Ja bym zadzwoniła.- Prycha.

- No i co mam mu powiedzieć? O czym miałabym z nim rozmawiać? Nie znam go. – Wzruszam ramionami.

- Ale masz problemy. – Wzdycha Rossie. – Na przykład o tym, że masz na niego ochote.- Śmieje się w głos- jak wariatka.

- Głupia.- Śmieję się z niej.- Nie będę się wygłupiać. Zadzwonię i będę milczeć, zrobię z siebie idiotkę, a poza tym jesteśmy umówieni na piątek, nie mam zamiaru do niego dzwonić i nie wiem czy później się jeszcze z nim spotkam. Co taki facet jak On, widziałby we mnie? Zapytał z grzeczności czy się z nim wybiorę i tyle.

Dziewczyny patrzą na mnie i nie wiedzą co powiedzieć. Po chwili milczenia i dziwnych min pierwsza odzywa się Rossie.

- Jesteś piękną kobietą i możesz się podobać mężczyznom.

- Nie wiem, nie ważne. Nie zależy mi. – Wzruszam ramionami.

Dziewczyny pokręciły głową i dały sobie spokój. Zmieniłyśmy temat na chłopaka Jullie i teraz ją dręczymy.

****

Siedzę dziś w pracy i nie mogę się doczekać końca dnia. Jutro piątek, spotkam się z Davidem.

Siedzę jak na szpilkach spoglądając ciągle na zegarek, czas cholernie mi się dłuży. Jestem trochę podekscytowana. Kate podchodzi do mojego biurka.

- Dzisiaj jesteś jakaś niespokojna. Co się dzieje Jenny?-Pyta.

- Nic, nie chcę mi się już siedzieć w pracy. Jutro piątek i być może dlatego, a ja mam jeszcze zrobić analizę strategiczną.

- No to powodzenia.- Uśmiecha się i idzie do swojej pracy.

Wibruje mi komórka. Mam SMS-a… Od Davida!

Witaj, mam nadzieję, iż nie przeszkadzam Ci w pracy.

Nie mogę się doczekać naszego spotkania w piątek Pani Jones ;)

David Thomas

Och, nie przeszkadzasz!

Witaj Davidzie

Oczywiście, że nie przeszkadzasz.

Ja również cieszę się na jutrzejsze spotkanie.

Jenny

Nie wiesz jak bardzo się cieszę! Czekam chwilę i nadchodzi wiadomość. Cieszę się jak nastolatka!

Pani Jones

Proszę wracać do pracy i nie zajmować się głupotami :)

Do zobaczenia w piątek.

D.

P.S. Mam nadzieję, że nie pękasz przed jutrzejszym dniem.

Natychmiast mu odpisuję.

W takim razie proszę nie przeszkadzać.

Nie, w żadnym wypadku, nie pękam. To dla mnie wyzwanie.

J.

Dzień w pracy kończy się i wreszcie mogę wrócić do domu. Naszykuje sobie ciuchy na jutro, bym już później ich nie szukała.

Wchodzę do domu, podchodzę do szafy. Co my tu mamy? Na pewno założę moje nowe czarne, obcisłe legginsy, ale jaką bluzkę do tego wybrać? Wiem, założę tę nową białą bluzkę, z długimi rękawami z prześwitami na rękawach i po bokach. Do tego czarne szpilki. Może lepiej nie, nałożę czarne sandałki z diamencikami na paseczkach. Może być. Co ja robię? Zachowuje się jak nastolatka, oszalałam.

- Szykujesz sobie ciuchy na jutro?- Pyta niespodziewanie Jullie wchodząc do mojego pokoju.

- A tak, do pracy.

- Ja myślę, że szykujesz się tylko na randkę z Panem nadzianym. – Śmieje się złośliwie.

- Odczep się. Ok?- Uśmiecham się i wzdycham. – Do pracy też miałam coś naszykować.

- Nie tłumacz się. – Julie puszcza do mnie oko i wychodzi.

No bezczelna! To moja przyjaciółka, zna mnie bardzo dobrze. Dziś chciałam się położyć wcześniej, lecz nie mogę zasnąć. Myślę o oczach Davida, jego uśmiechu i elektryzującym głosie i dotyku. Kręcę się z boku na bok i serce mi wali, gdy sobie o nim przypominam. Ten elektryzujący dotyk. Ten facet ma coś w sobie, co nie pozwala o nim zapomnieć, pewnie każda się za nim ugania.

****

Co chwila spoglądam na zegarek, jeszcze pół godziny i stąd wypadam. Trever podchodzi do mojego biurka.

- Chciałabyś wyjść wcześniej? – Pyta niespodziewanie.- Widzę, że cały dzień wiercisz się i patrzysz na zegarek. Jesteś z kimś umówiona?

- Nie, skąd? – Bąkam.- Po prosu weekend. – Uśmiecham się nieśmiało. Chętnie wyjdę wcześniej. Dziś nie jest mój dzień.

- No tak. Jesteś młoda, pewnie chcesz pobalować.- Uśmiecha się.- Tylko nie przesadź, żebyś mi do pracy dotarła w poniedziałek.- Puszcza do mnie oko.- Leć, należy Ci się za to spotkanie ze Smithem. Miłego weekendu.

- Dzięki Taylor. – Uśmiecham się, żegnam ze wszystkimi i wypadam z pracy jak strzała z uśmiechem od ucha do ucha.

Mam pół godziny więcej dla siebie. Zdążę coś zjeść, wziąć prysznic, ubrać się i zrobić makijaż. Nie powinnam się tak stroić, ale chcę dobrze wypaść. Może zawrócę mu w głowie? Nie powinnam o tym myśleć, przecież dopiero tydzień temu się rozwiodłam. To za szybko. Jeśli będzie chciał coś więcej – Odmówię…

Wpadam do domu, biorę prysznic, wyobrażam sobie, że David jest tu ze mną i dotyka mego ciała. Myje mi plecy, całuje po szyi, ściska pośladki. Pragnę jego dotyku. Wzdycham i przywołuję się do porządku. Pani Jones proszę się wziąć w garść, to do niczego dobrego nie doprowadzi, nie rób z siebie idiotki, On nie jest dla Ciebie! Wychodzę owijając się ręcznikiem, wchodzę do kuchni i robię tosty.

Ubieram wcześniej przygotowane rzeczy i robię makijaż. Maluje kreskę eyelinerem, tuszuje rzęsy, maluję oczy brązowym cieniem, a usta różowym delikatnym błyszczykiem do ust. Rozpuszczam włosy. Świetnie wyglądam… I co, nie robisz tego dla niego? Wszystko bez sensu, po co się tak maluje, wiem, że nic z tego nie wyjdzie.

Wychodzę z domu podekscytowana. Na schodach spotykam Rossie. Wpadamy na siebie.

- Zwolnij kochana. Nie ucieknie Ci.- Krzyczy.

- Cześć, lecę. Pa.

- Pa. Powodzenia. Tylko się nie zabij.- Krzyczy.

- Spróbuję.- Wołam w przestrzeń, bo już nie widzę Rossie.

Rozdział 4

Za chwilę będę na miejscu. Mocno bije mi serce, jestem podniecona, podekscytowana i… boję się jak jasna cholera. Jak ja sobie poradzę? Widzę tłum ludzi, to miejsce jest bardzo uczęszczane. Nie chcę się ośmieszyć, tyle ludzi będzie mnie obserwować. Ach.. będzie co będzie. Przecież nie od razu każdy umie jeździć na łyżwach. Co mu przyszło do głowy, łyżwy!

Podchodzę do barierki, wychylam się i patrzę w dół. Lodowisko jest naprawdę duże. Jak się spotkamy w tym tłumie ludzi?

Może powinnam do niego zadzwonić i powiedzieć, że jestem. Popatrzę jeszcze chwilę. Ludzie wywracają się i śmieją, nikt na nich nie zwraca uwagi. Pary trzymają się za ręce, dzieci się gonią.

Czuję, że ktoś za mną stoi. Po plecach przebiega mi dreszcz, ktoś zasłania mi oczy. Szybko się odwracam, to David. Jest taki przystojny, ma na sobie czarny sweter i jasne Jeansy. Zapuścił delikatną bródkę i dopiero teraz zauważyłam, że ma seksowny dołeczek na brodzie. Chętnie wgryzłabym się w jego bródkę. Spuszczam głowę w dół, zażenowana swoimi myślami, a po chwili znów się w niego wpatruję.

 

Ch.W

Jeśli macie jakieś uwagi to piszcie śmiało, w komentarzu lub na e-mail: wioleta4444@interia.pl

Przepraszam że tak długo musiałyście czekać na wpis, ale miałam problemy z internetem.

Regulamin