Rozdział 10

Siedzimy już 2 godziny z Jullie. Padam na twarz, a oczy robią mi się ciężkie.

- Chodź, odwiozę Cię do domu.- Nagle odzywa się David.

- Nie, posiedzę jeszcze trochę.

- Wyśpisz się i przyjdziesz do niej jutro.

- Nie chcę.- Upieram się.

- Nic mnie to nie obchodzi. Wychodzisz, albo Cię sam wyniosę.- Mówi poddenerwowany.

- Daj mi jeszcze posiedzieć.- Proszę go.

- Mówiłem coś. Jeśli tu dłużej zostaniesz uśniesz.

- Dobrze.- Wzdycham. Jaki uparty człowiek, chociaż ma rację. Usnęłabym, ledwo chodzę.

Wychodzimy z auta, czekam na Davida.

- Nie wejdziesz?- Pytam.

- Lepiej nie.- Uśmiecha się.

- Ok. Nie mam siły. Zaniósłbyś mnie na górę.- Żartuje.

- Nie ma sprawy.- Przysuwa się i bierze mnie na ręce.

- Wariacie, żartowałam.- Chichoczę.- Puść mnie, sama pójdę.

- Chciałaś tego, zaniosę Cię na górę. Leciutka jesteś.- Marszczy brwi.

Śmieję się z niego. Niesie mnie na drugie piętro, jest taki silny. Puszcza mnie przy drzwiach.

- Jesteśmy na miejscu.- Stawia mnie na ziemi.

- Jesteś nienormalny.- Uśmiecham się.

- To nie wiedziałaś o tym?- Dziwi się. No tak.- Odwiozę Cię jutro na lotnisko.

- Ok.

- Zadzwonię.

Przysuwa się, całuje w kącik ust i gładzi palcem mój policzek.

- Dobranoc.

- Dobranoc.- Mówię bez tchu.

Schodzi. a ja wchodzę do domu. Jak się czuje? Rozmarzona, szczęśliwa… Zakochana?

Nie, nie mogę, nie chce, to by oznaczało Koniec! Nie chcę się z nim rozstawać. Lubię z nim przebywać, lubię gdy robi mi te wszystkie niesamowite rzeczy. Jest taki ciepły. Rozpłynęłam się pod prysznicem, gdy przypomniałam sobie jak do mnie mówił. Może on tak mówił do wszystkich swoich uległych. Mam nadzieję, że tylko do mnie. Wmawiałam sobie, że się w nim zakocham i masz babo placek.

Wchodzę do salonu, wzdychając siadam ciężko do stołu, przy którym również siedzi Rossie.

- Co tak wzdychasz?- Pyta.

- A wiesz…- Uśmiecham się do siebie.

- Niestety, chyba wiem.

- Chyba się zakochałam.- Dobry humor znika jak bańka mydlana.

- A On?

- Chyba nie.- Wzdycham.

- Ma jeszcze czas.- Pociesza mnie.

Łza zaczyna spływać mi po policzku.

- To nie jest taki typ mężczyzny.

- Jenny mówiłam, że będziesz płakać.- Rossie przewraca oczami.

- Ale jest mi z nim dobrze.- Wycieram nos.

- Nie wątpię. To było słychać.- Rossie powstrzymuje się by się nie roześmiać.

Parskam śmiechem, ale i tak płyną mi łzy.

- Chyba pójdę już do siebie.- Wstaję.

- Powiedz mu. Będziesz wiedziała na czym stoisz.- Radzi mi

- Pomyślę.- Odparowuje.

Wchodzę do pokoju i zaczynam ryczeć w poduszkę na całego. Dlaczego nie jest normalnym facetem, dlaczego nie chce się wiązać?!

****

Wychodzę od Jullie i jadę do domu. Dzwonię do Davida pakując najpotrzebniejsze rzeczy.

- Słucham? – Mówi sucho.

- Nie przeszkadzam Ci?

- Oczywiście, że nie. – Ożywia się gdy poznaje mój głos.

- Przyjedziesz po mnie?

- Jasne. Nie długo będę.

Ubieram sukienkę w kwiatki i związuje włosy. Na rozprawę spakowałam czarną sukienkę za kolano bez dekoltu.

- Jenny do Ciebie.- Krzyczy Rossie z Salonu.

Wychodzę z małą torbą podróżną, gdy David wchodzi do środka.

- Ślicznie wyglądasz.- Mówi przyglądając mi się bacznie.

- Dziękuję.- Odpowiadam nieśmiało.

- Wszystko zabrałaś?- Kiwam głową.- To chodź.- Odbiera ode mnie torbę, wychodzimy z domu.

- Pa.- Krzyczę do Rossie.

- Pa. Nie daj się! Dołóż mu.

- Jasne.- Wołam zamykając za sobą drzwi.

David podchodzi do auta i otwiera przede mną drzwi. Lubię gdy jest taki szarmancki.

Rzuca torbę na tylne siedzenie i wsiada do samochodu włączając guzikiem w kierownicy radio. Zakłada te swoje ciemne okulary, przez co wygląda na tajemniczego i jeszcze bardziej pociągającego.

- Chciałbym z tobą polecieć.- Mówi nagle.

- A ja nie chcę Cię w to wszystko mieszać. Nie będę tam sama.

- Wiem, ale byłbym pewniejszy.

- Będę dzwonić.

To wystarcza by zamilkł i jedziemy w milczeniu przez całą drogę do Queens

Jesteśmy na miejscu za wcześnie więc rozsiadamy się na krzesełkach. To znaczy ja siadam David gdzieś poszedł. Powiedzieć mu, że się w nim zakochałam? Kiedy? Teraz na pewno nie. Może jak wrócę? Czy to na pewno dobry pomysł? A jak mnie rzuci? Głupia, nie rzuci, bo nie jesteśmy w prawdziwym związku. Wzdycham. Pewnie powie spokojnie, że nie możemy już dalej i musimy się rozstać. To będzie dramat. A jeśli czuje to samo co ja do niego? Wkońcu zjawia się David.

- Gdzie byłeś?- Marszczę brwi.

- Załatwiałem coś.

- Co?

- Dowiesz się zaraz, chodź. Znajdźmy Twój terminal

Podchodzimy do stanowiska gdzie obsługuje miły mężczyzna.

Na miejscu dowiaduje się, że będę siedzieć w pierwszej klasie. Jak to? Totalnie mnie to zaskakuje. Dopytuje się raz jeszcze, lecz David odciąga mnie na bok.

- To właśnie załatwiłem.- Uśmiecha się nieśmiało.

- Żartujesz sobie ze mnie?! Nic od Ciebie nie chcę!- Syczę.- Masz mi nic nie fundować. Poradzę sobie w drugiej klasie.

- Chciałem dobrze.- Mówi oburzony.- Chciałem by było Ci wygodnie.- Robi skruszoną minę.

Jak tu się denerwować na tego mężczyznę? Uśmiecha się tak słodko, jak zawsze, gdy chcę się przypodobać. Jego uśmiech mnie rozwala i ja uśmiecham się do niego. Jak Go nie Kochać?!

- Przepraszam, nie powinnam na Ciebie naskakiwać. Dziękuje.

Całuje go w usta, a on gładzi mi włosy.

- Idź już.- Daje mi buziaka w policzek.

Co za człowiek. Coraz bardziej się zastanawiam czy powiedzieć mu, że go kocham. Co jeśli mnie odrzuci? Strasznie się tego boję, nie wiem jak zareaguje. Mój świat wywrócił się do góry nogami. Nie myślę już o tym, prześpię się trochę. Czeka mnie długi lot i dwie przesiadki.

Wychodzę z pokładu szukają wzrokiem mamy. Mam nadzieję, że nie zapomniała.

Widzę ją. Podchodzę do niej i serdecznie się witamy.

- Kochanie, jak ja Cię dawno nie widziałam.- Mówi radośnie mama.

- Trochę czasu minęło.

- Jak w pracy?

- Dobrze mamo. Dostałam trochę wolnego.

- Jakoś inaczej wyglądasz.- Przygląda mi się podejrzliwie.

- Jak?

- Poznałaś jakiegoś chłopca?- Pyta z zachwytem.

Mamo, jak ty mnie dobrze znasz. To nie chłopiec. To niegrzeczny mężczyzna, trzyma w kufrze pejcze i kajdanki, a ostatnio doprowadził mnie do szaleństwa zwykłym puszkiem i kulkami. Co ja mam jej powiedzieć?

- Nie, to tylko kolega.

- Przecież widzę. Wyraźnie czuje, że to coś więcej.

O rany!

- Nie wiem mamo. On jest skomplikowany.

- Skomplikowany? Nikt nie jest tak prosty jak mężczyzna, to my sobie komplikujemy życie, myśląc za dużo.

- Może masz rację. A jak tata?- Zmieniam temat.

- Dobrze. Pracuje. Wszystko u Nas w porządku Kochanie.

Jedziemy samochodem do koleżanki mamy. Mieszka w Columbii. Trochę się ogarnę, wykąpię , przebiorę i będziemy się zbierać. Mam jeszcze trzy godziny, kupę czasu.

- Boję się mamo.- Wyznaję.

- Kotku, nic Ci nie grozi. Jestem z Tobą, Tata też będzie.

Dojeżdżamy do domu koleżanki mamy. Miło nas przyjmuje, robi herbatę. Prowadzi do łazienki, daje ręczniki bym mogła się odświeżyć, wchodzę pod prysznic, a mama w tym czasie plotkuje z Angeliką. Po wyjściu z prysznica przebieram się w czarną sukienkę i szpilki. Niech widzi, że wyglądam super, jestem zadbaną kobietą, szczęśliwą i spełnioną!

Ch.W.

Jeśli macie jakiekolwiek uwagi to piszcie śmiało, w komentarzu lub na e-mail: wioleta4444@interia.pl

Regulamin