Ksiazka-bez-tytulu

Czytajcie :)

Wpisy z tagiem: rozprawa

Rozdział 11

1

Rozdział 11

Przed sądem stoi Tata i pali papierosa.

- Tato, jeszcze tego świństwa nie rzuciłeś?- Mówię z wyrzutem.

- Cześć myszko.- Wita się ze mną.- Jakoś się nie udaje.

Wchodząc na korytarz od razu przechodzą mnie dreszcze. Cholera Harry tu jest. No jest, a gdzie ma być? Będzie dobrze, rodzice mnie wspierają, ten drań nic mi nie zrobi. Biorę głęboki oddech i wychodzę z ukrycia. Nie jest łatwo, pocę się gdy go widzę i serce zaczyna mi łomotać ze strachu.

Ogląda się i uśmiecha szyderczo. Pacan, udaję obojętną, staję niedaleko. Uspokajam się gdy widzę swojego adwokata, który podchodzi uśmiechając się do mnie.

- Pani Jones, spokojnie. Ta sprawa jest pewna. Wygramy.

- Mam nadzieję. Strasznie się boje.

- Nie ma czego. Szybko pójdzie.

Wywołują nas.

- Nic ze mnie nie wyciągniesz, nic!- Krzyczy.

- To się jeszcze okażę.- Mówię spokojnie.

Wychodzę z sali zadowolona. Sąd uznał mi kilka milionów, a On zatrzymał swoje hotele. Nie było źle, zimna krew i szczerość. Wszystko się udało. Odwracam się słysząc krzyki.

- Jeszcze Cie dorwę mała zdziro. Jeszcze mnie popamiętasz.- Grozi Harry.

Nie oglądam się za siebie. Niech krzyczy, nie przejmuję się tym. Trochę jestem roztrzęsiona, a zarazem szczęśliwa. Zdobyłam sporo kasy i nie będę musiała się z nim więcej widzieć.

Jedziemy z powrotem do Angeliki. Mama chciała jeszcze z nią pogadać. Dawno się nie widziały, a ja mam parę godzin do odlotu, więc nie musimy się śpieszyć. Zadzwoniłam do szefa i poprosiłam o jeszcze jeden dzień wolnego, nie wyrobiłabym się, O 20 mam samolot i będę dopiero w Nowym Jorku koło 10 następnego dnia. Chciałabym odwiedzić Jullie i przespać się w normalnych warunkach. Ciekawe jak się ma Jull, chyba zadzwonię do Rossie.

- Hej, jak tam. Wyskubałaś tego drania?

- Jasne, do cna.- Śmieję się.- Wygrażał mi gdy wychodziliśmy z sali.

- Nie słuchaj go, to palant. Nic Ci nie zrobi.

- Co z Jull?

- Obudziła się.- Piszczy w słuchawkę.- David załatwił dla niej osobną sale z wygodami.- Wzdycha.

- Jak to?

- Prywatna sala z telewizorem…

- On jest niepoprawny!- Wzdycham.

- I tak mi się nie podoba.

- Nie musi. Jullie coś mówiła? Co się stało?

- Nie chce nic mówić. Ciągle płacze.

- Cholera. Nic kompletnie nie mówi?

- Nie, nawet lekarzom. Zamknęła się w sobie, nic nie da się z niej wydusić.

- Gdy przylecę wstąpię do niej. Może mi coś powie.

- Wracasz dzisiaj?

- Tak. Będę jutro po 10 w Nowym Jorku.

- Cieszę się. Odpoczywaj. Cześć.

- Cześć.

Ledwie skończyłam rozmawiać z Rossie, a znów ktoś się do mnie dobijał. To David

- Słucham.- Mówię głębokim seksownym głosem.

- Witaj nieznajoma.- Wyczuwam uśmiech gdy wypowiada te zdanie.- Jak się udała sprawa?

- Wszystko poszło gładko. Tęskniłeś?

- Oczywiście… za Twoim ciałem.- Szepcze w słuchawkę.

Tylko za ciałem?! Spodziewałam się innej odpowiedzi.

- Fajnie.- Prycham.- Harry groził mi po rozprawie.

- Chyba nie wie gdzie mieszkasz?- Pyta zaniepokojony.

- Chyba nie. Nie mówiłam mu.

- Co za skurwiel. Nic Ci nie zrobi. Chyba nie jest taki głupi, by zrobić Ci krzywdę. Przecież rzucił by na siebie podejrzenia.

- Nie wiem Davidzie.- Wzdycham i zmieniam temat.- Nie musiałeś załatwiać Jullie prywatnej sali.

- Chciałem i to zrobiłem.- Mówi rozdrażniony.- Będzie miała spokój.

- Może jeszcze ochronę jej przydzielisz?- Pytam ironicznie.

- Zastanawiałem się nad tym.- Śmieje się.- Będę czekał na Ciebie na lotnisku.

- Nie musisz pracować?

- Nie musisz.- Powtarza.- Muszę kończyć. Do jutra.

- Do jutra.- Wzdycham i rozłączam się.

Przebieram się w moją sukienkę, zakładam sandałki i schodzę na dół, do mamy i Angeliki.

Słysze jakiś męski głos na dole. Szybko schodzę, przy mamie stoi młody mężczyzna.

- O pozwól, że przedstawię Ci mojego syna.- Woła do mnie Angelika.- Jennifer to Cris, pamiętasz go? Bawiliście się razem gdy byliście mali.

Chyba coś kojarzę, wydoroślał, zmężniał. Niezły z niego facet.

- Miło Cie znów widzieć.- Cris wyciąga rękę.

- Mnie również. Witaj.- Podaję mu dłoń. Uśmiecha się do mnie czule.

Odwzajemniam uśmiech.

- Jennifer, jest po rozwodzie.- Dorzuca Angelika do swego syna.

- Może przejdziemy się po mieście?- Proponuje Cris.

- Jasne.- I tak nie mam nic innego do roboty.

Wychodzimy i wreszcie czuję się dobrze. Rozmawiamy o pracy, życiu i rodzinie. Fajnie mi się z nim rozmawia, a do tego jest super przystojny. Ciemne blond włosy opadające mu na czoło, pełne usta i zgrabny nos i te oczy, niebieskie, wyraziste. Jest w moim wieku, wydaję mi się, że to taki typ podrywacza. Jak na razie jest dla mnie miły i nie przystawia się. Ma na sobie czarny podkoszulek i Dżinsy, widać jego wyćwiczone mięśnie. Rozmawiamy o dawnych znajomych i miejscach w których byliśmy.

Dowiaduje się, że pracuje w sklepie z komputerami i innymi elektronicznymi sprzętami, lubi rocka, filmy akcji, boks. Jest na prawdę interesujący, ale ciągle myślę o Davidzie. Mimo iż Cris wydaję się być otwarty i… normalny, ciągnie mnie do mojego Tajemniczego Pana.

Wróciliśmy do domu i wymieniliśmy się numerami. Chętnie z nim porozmawiam i odnowię znajomość.

Zaczynamy się powoli zbierać. Wychodzimy z mamą. Angelika przyjęła nas bardzo ciepło i nie chciała wypuścić, ale czas mnie nagli, nie mogę dłużej zostać. Niechętnie wracam na lotnisko.

- Będę za Wami tęsknić.- Szlocham w objęciach mamy.

- Kochanie nie płacz. Odwiedzimy Cię nie długo w Nowym Jorku. Pod koniec sierpnia będziemy mieli z tatą urlop, zrobimy sobie wakacje.

- Bardzo się cieszę.- Ściskamy się mocno.

Podchodzę do taty i również ściskam go bardzo mocno. W ostatniej sekundzie wchodzę na pokład samolotu, nie mogłam się odczepić od rodziców. Zajmuje swoje miejsce w drugiej klasie. Na szczęście tym razem David nie maczał w tym palców. Zapinam pasy i za moment samolot wzbija się w górę. Obok mnie siedzi starsza kobieta z różańcem, modląc się gorliwie. Dziwnie się przy niej czuję, jak grzesznica.

- Jak się udał lot?- Pyta David całując mnie w policzek.

Ma na sobie czarną koszulę, skórzaną kurtkę i jasne dżinsy, ciemne okulary i swój cudowny uśmiech na twarzy. Wygląda oszałamiająco, drapieżnie, niebezpiecznie. Moja kobiecość puka mnie od środka, namawiając bym się natychmiast na niego rzuciła. Powstrzymuję się jednak. Nie tutaj. Nie przy ludziach! Zauważam, że ma inny samochód. Przyglądam się mu z zaciekawieniem. To czarny Chevrolet Malibu.

- Dobrze. Pierwszy lot pobożny. Czułam jak palę się od środka.- Śmieję się.

- Grzesznica.- Mówi udając oburzonego.- Gdzie jedziemy?

- Do Jullie.-Odpowiadam.- Nowy samochód?- Pytam.

- Nie taki nowy.- Uśmiecha się chłopięco.

Otwiera drzwi, wsiadam do samochodu. Jest nieźle wyposażony. Na kokpicie ma dotykowy ekran, również ma przyciski na kierownicy włączające radio. Skórzana, beżowa tapicerka pachnie nowością. Ach… Chłopcy. Pomiędzy siedzeniami skrzynia biegów, jest przy niej dużo miejsca np. na postawienie termosu, butelki. Różne przyciski przyprawiają mnie o ból głowy. Jest tego tak dużo, sama nie orientuje się co jest do czego.

Podjeżdżamy pod szpital, wysiadam, a David parkuje samochód, idzie mu to sprawnie i szybko. Czekam na niego, a gdy wysiada z samochodu idziemy razem do Jullie. Prowadzi mnie do jej nowej sali. Ładnie tu. Zielone ściany, telewizor, radio, szafki. Chyba jej tu dobrze.

- Jennifer. Ciesze się, że tu jesteś.

- A ja się cieszę, że się obudziłaś.- Przytulam się delikatnie do Jull.

- Jak sprawa?

- Wszystko poszło po mojej myśli. Dostałam sporo kasy. Jak tylko wyjdziesz ze szpitala spustoszymy wszystkie butiki w mieście.- Śmieję się .

- Na pewno.- Uśmiecha się.

Widzę łzy w jej oczach. Próbuje je powstrzymać, pewnie wstydzi się Davida. Daje mu do zrozumienia by wyszedł patrząc na niego znacząco.

- Co się stało, Jullie? Kto Cię skrzywdził?- Pytam ją gdy David wyszedł z sali.

Nagle pęka tama, Jull zaczyna szlochać. Wchodzę na łóżko i tulę Jullie głaszcząc ją po głowie. Gdy się uspokaja zaczyna mówić.

- Nie chciałam tego… ale On nie słuchał.

- To Matt?

- Tak.- Znów płacze.

- Co za drań!- Warczę.- To On Ci to wszystko zrobił?

Kiwa głową.

- Zapędził mnie w jakąś uliczkę i chciał to zrobić. Nie chciałam, a On się wściekł, popchnął mnie i upadłam na ziemię. Gwałcił mnie i bił, potem skopał. Straciłam przytomność i nie wiem co się później działo.

Przytulam Jullie do siebie i płaczę razem z nią. Odnajdę tego skurwiela.

- Musisz powiedzieć o tym Policji.

- Nie. Boję się!- Krzyczy.

- Nic Ci nie zrobi. Będzie siedział.

- A jak go wypuszczą?

- Na pewno nie. Powiedz mi gdzie mieszka.

Jullie patrzy na mnie nieufnie, ale w końcu wyjawia jego adres. Gdy zasypia, wychodzę z sali.

- Jedziemy.- Mówię gniewnie do Davida.

- Gdzie?- Pyta zaskoczony.- Czego się dowiedziałaś?

- Mieszka w Queens. To jej chłopak ją zgwałcił i pobił.

David otwiera szeroko oczy i widzę jak zaciska szczękę. Jedziemy pod wskazany adres.

- Skurwiel!- Krzyczy.- Pójdę tam.

- Nie, chcę sama pójść. Proszę. Chcę z nim pogadać, może się przyzna.

- Nie ma mowy, Jenny.

- Proszę, chcę pójść tam sama. Jeśli nie będę długo wracać, wtedy wejdziesz na górę.

- Jenny, On może Ci coś zrobić. Nie pójdziesz tam sama.- Warczy.

- Davidzie, nic mi się nie stanie. Pójdę tam. Rozumiesz?- Krzyczę.

David kręci głową, ale zgadza się.

- Strasznie jesteś uparta. Ok. Ale przychodź zaraz. Masz 5 minut. Po tym czasie wchodzę na górę.

Wychodzi z samochodu i otwiera mi drzwi.

- 5 minut.- Warczy.

Wyluzuj. Wchodzę do klatki i podchodzę pod drzwi, nad którym numer jest taki jaki wskazała Jullie. Dzwonię do drzwi. Po chwili drzwi się otwierają i staję w nich młoda dziewczyna.

- Słucham, Pani do kogo?- Pyta zdziwiona.

- Jest Matt?

- Jest.- Odpowiada z wahaniem.

Woła Matta, a po chwili się wyłania.

- Do mnie?- Pyta zaskoczony i przygląda mi się uważnie.

- Pamiętasz mnie? Chyba nie. Jestem przyjaciółką Jullie.

Wzrok mu pochmurnieje. Uśmiecha się drwiąco.

- Przyjaciółeczka też wygląda seksi.

Patrze na niego z pogardą. Wchodzi na klatkę zamykając za sobą drzwi.

- Nie bądź bezczelny.

- Czego chcesz?!- Warczy.

- Przyznaj się, co jej zrobiłeś?

Śmieje się w głos. Zaczynam się go bać.

- Dziewczynko, nie wtrącaj się.

- Bo co?- Pytam pewnie.

Podchodzi do mnie i łapie lekko za gardło przygważdżając do barierki.

- Bo skończysz tak jak twoja koleżaneczka.

- Puść mnie.- Próbuje się uwolnić.

- Z tobą też chętnie bym pofiglował.- Łapię mnie za biodra i przyciąga.- Nie wtrącaj się.

Szarpie i krzyczy. Na szczęście słyszę kroki na schodach. David szybko wbiega i popycha Matta na ścianę.

- Dotknij ją jeszcze raz.- Warczy David.- Jesteś skończony.- Dodaje.

Matt śmieje mu się w twarz.

- David, zostaw go.- Dotykam jego pleców.- Nie warto. Jullie złoży na Ciebie doniesienie.

- Jasne. Kto uwierzy tej dziwce?- Śmieję się pogardliwie.

David puszcza go, bierze mnie za rękę prowadząc w dół.

- Gnido, będziesz żałował, że się urodziłeś.- Grozi Mattowi.

Schodzimy na dół. David jest strasznie wkurzony. Podobało mi się to, jak się na niego rzucił. Obronił mnie. Otwiera drzwi auta, wchodzę do środka.

- Opanuj się, zamkną go. -Uspokajam Davida gdy wchodzi do środka.

- Dobrze, że tam byłem. Mówiłem Ci, żebyś sama nie wchodziła. Wiesz co mogło się stać, jeśli byś tam sama poszła?!- Krzyczy i wzdycha.

- Mój bohater.- Uśmiecham się szeroko i słodko. Mam nadzieję, że to go uspokoi.

- Tak. Bodyguard.- Uśmiecha się lekko.- Gdzie chcesz jechać?

- Coś zjeść. Strasznie jestem głodna.

- Lubisz kuchnie włoską?- Pyta.

- Jasne.

- Ok. W takim razie jedziemy.

- Gdzie?

- Zobaczysz.

Ależ on jest tajemniczy. Czy powiedzieć mu teraz, co do niego czuję? Może lepiej nie, nie przy ludziach.

- O czym myślisz?

- O Jullie.- Kłamię

- Ten Pacan będzie siedział. Załatwię to.- Patrzy na mnie zachmurzony.

Nic się nie odzywam. Nie chcę go denerwować, lubię gdy jest uśmiechnięty, ale gdy jest taki wkurzony też mi się podoba. Jest taki seksowny.

Dojeżdżamy do celu. David wysiada okrąża samochód i otwiera drzwi. Czy On musi być taki słodki? Nie ułatwia mi.

Wchodzimy do „Del Posto”. Restauracja jest wielka w odcieniach brązu i bieli, widać, że to drogie miejsce. Restauracja ma jeszcze jedno piętro, na środku znajdują się schody. Biały obrus i świece na stolikach dodają temu miejscu uroku. Trochę mi głupio, czuję się tu jak intruz. Podchodzi do nas kelnerka, kieruję nas do stolika. Zerka ciągle na Davida, ale on tego nie zauważa, jednak wydaję mi się, że na nią patrzy. No bo czemu nie? Kelnerka jest bardzo śliczna i ma krągłe kształty. Może kątem oka się jej przygląda.

Siadamy przy stoliku… Kelnerka zapala świece, a David przewraca oczami. Znów się na niego patrzy, uśmiecha szeroko i odchodzi. Hello! Ja też tutaj jestem, nawet na mnie nie zerknęła. Patrzę na Davida gdy przegląda kartę dań, nagle kieruje wzrok na mnie.

- Mam wybrać za Ciebie?- Uśmiecha się.- Nie ma sprawy.

Spuszczam wzrok na dłonie. Gapiłam się na niego jakbym go pierwszy raz ujrzała. Co się ze mną dzieje?! Biorę do ręki kartę i przeglądam, nie wiem co wybrać.

- Jak chcesz możesz sam wybrać.- Wzruszam ramionami.

Uśmiecha się i dalej studiuje kartę.

Do stolika podchodzi inna kelnerka, Ona również gapi się na Davida. Cholera! Jest ze mną!

- Co Państwu podać?- Uśmiecha się szeroko i trzepoce rzęsami do Davida.

- Na początek Chleb czosnkowy Crostini i Wędzony dorsz, następnie Tradycyjne Del Posto Garganelli Verdi i wino Giacomo Borgogno Riserva Barolo 1982. Dla pani to samo. – Pokazał na mnie, lecz kelnerka nawet nie zwróciła wzroku w moją stronę, jest nim wprost oczarowana.- Na razie to tyle.

Mówił to tak nonszalancko, że spijałam każde jego słowo, to samo kelnerka z wypiekami na twarzy.

- Mam nadzieję, że będzie Ci smakować.- Patrzy na mnie przenikliwie.

- Na pewno.- Patrzę w jego piękne zielone oczy.

Uśmiecha się słodko do mnie, a za chwilę przychodzi kelner z jedzeniem. Wreszcie kelner! Lecz i on gapi się na Davida. Pewnie, każdy go zna! Młody, zdolny, znany miliarder, a ja z nim tutaj siedzę, w tej pięknej restauracji. Co ja tu robię? Nie zasługuje na niego. Dlatego jesteś jego kochanką!

- Posmutniałaś.

- Nie pasuje tutaj i… do Ciebie.

- A kto tak Ci powiedział? Piękna kobieta pasuje do wszystkiego.

- Jesteś z innej planety niż moja.

- Powinnaś wiedzieć, że jesteś warta tych luksusów. Będę Cię częściej zabierał do takich miejsc.

- Nie chce. To nie dla mnie.- Czuję się jak panienka do towarzystwa, ladacznica. A czy tak nie jest? Zabrał mnie do restauracji, zmienił podróż z drugiej klasy na pierwszą, wozi mnie samochodem i tylko mnie bzyka. Nic poza tym. Nie mogę liczyć na nic więcej. To smutne.

- A co jest dla Ciebie?- Wzdycha.

- Szare życie.- Harry wpajał mi przez całe małżeństwo, że byłam, jestem i będę nic nie warta, jestem nikim i będzie tak do końca.

- Hej. Rozchmurz się i jedz, bo wystygnie.- Mówi łagodnie.- Nigdy nie zabierałem swoich… Kochanek w takie miejsca.- Dodaje. Widzę, że mu głupio.

- Co z nimi robiłeś?

- Jak myślisz?- Podnosi brew.- Bzykaliśmy się. Po wszystkim pozwalałem im iść do domu, albo spałem w innym pokoju. Nie mogę sobie pozwolić na pieszczoty czy miłość.

- Dlaczego?

- Nie chcę i tyle.- Wzrusza ramionami.

Czy tego mężczyznę kiedyś ktoś skrzywdził?! Boi się zakochać? Ze mną sypiał w łóżku… chyba. Gdy zasypiałam był przy mnie, ale gdy się budziłam, już go nie było

- Coś się musiało stać, że tak traktowałeś kobiety.- Drążę temat.

- Nie ważne Jenny. Jedz.- Wydaję się z niecierpliwiony.

- To jest ważne. Coś się stało kiedyś, co teraz robisz to co robisz.

- Co ja takiego robię? Bawię się.- Uśmiecha się krzywo.

- Za stary jesteś na takie zabawy.- Próbuję go rozśmieszyć.

Otworzył usta i zmierzył mnie wzrokiem.

- Rzeczywiście.- Wygiął usta, próbując stłumić uśmiech.

Widzę, że nie wyciągnę z niego więcej informacji, więc jem i nic nie mówię. Wszystko jest bardzo smaczne tak samo jak wino. Zjadam wszystko z apetytem.

- Chyba byłaś bardzo głodna.- Stwierdza.

- Tak. Było bardzo smaczne. Dziękuje.

- Chcesz jeszcze deser?

- Nie, już nic mi nie wejdzie.

Woła kelnera i prosi o rachunek, więc wstajemy od stołu. David płaci i wychodzimy, zauważam, że jest trochę spięty. Podwozi mnie pod blok. Stajemy pod klatką i chwilę rozmawiamy. Zbliżam się do niego powoli, patrząc w oczy, całuje go w usta zaskakując go tym. Gdy nasze usta odrywają się od siebie, wyrywa mi się nagle z ust zdanie, które już dawno chciałam powiedzieć.

- Kocham Cię.- Szepczę, muskając wargami jego usta.

Ch.W.

Jeśli macie jakiekolwiek uwagi to piszcie śmiało, w komentarzu lub na e-mail: wioleta4444@interia.pl

Regulamin

Rozdział 10

0

Rozdział 10

Siedzimy już 2 godziny z Jullie. Padam na twarz, a oczy robią mi się ciężkie.

- Chodź, odwiozę Cię do domu.- Nagle odzywa się David.

- Nie, posiedzę jeszcze trochę.

- Wyśpisz się i przyjdziesz do niej jutro.

- Nie chcę.- Upieram się.

- Nic mnie to nie obchodzi. Wychodzisz, albo Cię sam wyniosę.- Mówi poddenerwowany.

- Daj mi jeszcze posiedzieć.- Proszę go.

- Mówiłem coś. Jeśli tu dłużej zostaniesz uśniesz.

- Dobrze.- Wzdycham. Jaki uparty człowiek, chociaż ma rację. Usnęłabym, ledwo chodzę.

Wychodzimy z auta, czekam na Davida.

- Nie wejdziesz?- Pytam.

- Lepiej nie.- Uśmiecha się.

- Ok. Nie mam siły. Zaniósłbyś mnie na górę.- Żartuje.

- Nie ma sprawy.- Przysuwa się i bierze mnie na ręce.

- Wariacie, żartowałam.- Chichoczę.- Puść mnie, sama pójdę.

- Chciałaś tego, zaniosę Cię na górę. Leciutka jesteś.- Marszczy brwi.

Śmieję się z niego. Niesie mnie na drugie piętro, jest taki silny. Puszcza mnie przy drzwiach.

- Jesteśmy na miejscu.- Stawia mnie na ziemi.

- Jesteś nienormalny.- Uśmiecham się.

- To nie wiedziałaś o tym?- Dziwi się. No tak.- Odwiozę Cię jutro na lotnisko.

- Ok.

- Zadzwonię.

Przysuwa się, całuje w kącik ust i gładzi palcem mój policzek.

- Dobranoc.

- Dobranoc.- Mówię bez tchu.

Schodzi. a ja wchodzę do domu. Jak się czuje? Rozmarzona, szczęśliwa… Zakochana?

Nie, nie mogę, nie chce, to by oznaczało Koniec! Nie chcę się z nim rozstawać. Lubię z nim przebywać, lubię gdy robi mi te wszystkie niesamowite rzeczy. Jest taki ciepły. Rozpłynęłam się pod prysznicem, gdy przypomniałam sobie jak do mnie mówił. Może on tak mówił do wszystkich swoich uległych. Mam nadzieję, że tylko do mnie. Wmawiałam sobie, że się w nim zakocham i masz babo placek.

Wchodzę do salonu, wzdychając siadam ciężko do stołu, przy którym również siedzi Rossie.

- Co tak wzdychasz?- Pyta.

- A wiesz…- Uśmiecham się do siebie.

- Niestety, chyba wiem.

- Chyba się zakochałam.- Dobry humor znika jak bańka mydlana.

- A On?

- Chyba nie.- Wzdycham.

- Ma jeszcze czas.- Pociesza mnie.

Łza zaczyna spływać mi po policzku.

- To nie jest taki typ mężczyzny.

- Jenny mówiłam, że będziesz płakać.- Rossie przewraca oczami.

- Ale jest mi z nim dobrze.- Wycieram nos.

- Nie wątpię. To było słychać.- Rossie powstrzymuje się by się nie roześmiać.

Parskam śmiechem, ale i tak płyną mi łzy.

- Chyba pójdę już do siebie.- Wstaję.

- Powiedz mu. Będziesz wiedziała na czym stoisz.- Radzi mi

- Pomyślę.- Odparowuje.

Wchodzę do pokoju i zaczynam ryczeć w poduszkę na całego. Dlaczego nie jest normalnym facetem, dlaczego nie chce się wiązać?!

****

Wychodzę od Jullie i jadę do domu. Dzwonię do Davida pakując najpotrzebniejsze rzeczy.

- Słucham? – Mówi sucho.

- Nie przeszkadzam Ci?

- Oczywiście, że nie. – Ożywia się gdy poznaje mój głos.

- Przyjedziesz po mnie?

- Jasne. Nie długo będę.

Ubieram sukienkę w kwiatki i związuje włosy. Na rozprawę spakowałam czarną sukienkę za kolano bez dekoltu.

- Jenny do Ciebie.- Krzyczy Rossie z Salonu.

Wychodzę z małą torbą podróżną, gdy David wchodzi do środka.

- Ślicznie wyglądasz.- Mówi przyglądając mi się bacznie.

- Dziękuję.- Odpowiadam nieśmiało.

- Wszystko zabrałaś?- Kiwam głową.- To chodź.- Odbiera ode mnie torbę, wychodzimy z domu.

- Pa.- Krzyczę do Rossie.

- Pa. Nie daj się! Dołóż mu.

- Jasne.- Wołam zamykając za sobą drzwi.

David podchodzi do auta i otwiera przede mną drzwi. Lubię gdy jest taki szarmancki.

Rzuca torbę na tylne siedzenie i wsiada do samochodu włączając guzikiem w kierownicy radio. Zakłada te swoje ciemne okulary, przez co wygląda na tajemniczego i jeszcze bardziej pociągającego.

- Chciałbym z tobą polecieć.- Mówi nagle.

- A ja nie chcę Cię w to wszystko mieszać. Nie będę tam sama.

- Wiem, ale byłbym pewniejszy.

- Będę dzwonić.

To wystarcza by zamilkł i jedziemy w milczeniu przez całą drogę do Queens

Jesteśmy na miejscu za wcześnie więc rozsiadamy się na krzesełkach. To znaczy ja siadam David gdzieś poszedł. Powiedzieć mu, że się w nim zakochałam? Kiedy? Teraz na pewno nie. Może jak wrócę? Czy to na pewno dobry pomysł? A jak mnie rzuci? Głupia, nie rzuci, bo nie jesteśmy w prawdziwym związku. Wzdycham. Pewnie powie spokojnie, że nie możemy już dalej i musimy się rozstać. To będzie dramat. A jeśli czuje to samo co ja do niego? Wkońcu zjawia się David.

- Gdzie byłeś?- Marszczę brwi.

- Załatwiałem coś.

- Co?

- Dowiesz się zaraz, chodź. Znajdźmy Twój terminal

Podchodzimy do stanowiska gdzie obsługuje miły mężczyzna.

Na miejscu dowiaduje się, że będę siedzieć w pierwszej klasie. Jak to? Totalnie mnie to zaskakuje. Dopytuje się raz jeszcze, lecz David odciąga mnie na bok.

- To właśnie załatwiłem.- Uśmiecha się nieśmiało.

- Żartujesz sobie ze mnie?! Nic od Ciebie nie chcę!- Syczę.- Masz mi nic nie fundować. Poradzę sobie w drugiej klasie.

- Chciałem dobrze.- Mówi oburzony.- Chciałem by było Ci wygodnie.- Robi skruszoną minę.

Jak tu się denerwować na tego mężczyznę? Uśmiecha się tak słodko, jak zawsze, gdy chcę się przypodobać. Jego uśmiech mnie rozwala i ja uśmiecham się do niego. Jak Go nie Kochać?!

- Przepraszam, nie powinnam na Ciebie naskakiwać. Dziękuje.

Całuje go w usta, a on gładzi mi włosy.

- Idź już.- Daje mi buziaka w policzek.

Co za człowiek. Coraz bardziej się zastanawiam czy powiedzieć mu, że go kocham. Co jeśli mnie odrzuci? Strasznie się tego boję, nie wiem jak zareaguje. Mój świat wywrócił się do góry nogami. Nie myślę już o tym, prześpię się trochę. Czeka mnie długi lot i dwie przesiadki.

Wychodzę z pokładu szukają wzrokiem mamy. Mam nadzieję, że nie zapomniała.

Widzę ją. Podchodzę do niej i serdecznie się witamy.

- Kochanie, jak ja Cię dawno nie widziałam.- Mówi radośnie mama.

- Trochę czasu minęło.

- Jak w pracy?

- Dobrze mamo. Dostałam trochę wolnego.

- Jakoś inaczej wyglądasz.- Przygląda mi się podejrzliwie.

- Jak?

- Poznałaś jakiegoś chłopca?- Pyta z zachwytem.

Mamo, jak ty mnie dobrze znasz. To nie chłopiec. To niegrzeczny mężczyzna, trzyma w kufrze pejcze i kajdanki, a ostatnio doprowadził mnie do szaleństwa zwykłym puszkiem i kulkami. Co ja mam jej powiedzieć?

- Nie, to tylko kolega.

- Przecież widzę. Wyraźnie czuje, że to coś więcej.

O rany!

- Nie wiem mamo. On jest skomplikowany.

- Skomplikowany? Nikt nie jest tak prosty jak mężczyzna, to my sobie komplikujemy życie, myśląc za dużo.

- Może masz rację. A jak tata?- Zmieniam temat.

- Dobrze. Pracuje. Wszystko u Nas w porządku Kochanie.

Jedziemy samochodem do koleżanki mamy. Mieszka w Columbii. Trochę się ogarnę, wykąpię , przebiorę i będziemy się zbierać. Mam jeszcze trzy godziny, kupę czasu.

- Boję się mamo.- Wyznaję.

- Kotku, nic Ci nie grozi. Jestem z Tobą, Tata też będzie.

Dojeżdżamy do domu koleżanki mamy. Miło nas przyjmuje, robi herbatę. Prowadzi do łazienki, daje ręczniki bym mogła się odświeżyć, wchodzę pod prysznic, a mama w tym czasie plotkuje z Angeliką. Po wyjściu z prysznica przebieram się w czarną sukienkę i szpilki. Niech widzi, że wyglądam super, jestem zadbaną kobietą, szczęśliwą i spełnioną!

Ch.W.

Jeśli macie jakiekolwiek uwagi to piszcie śmiało, w komentarzu lub na e-mail: wioleta4444@interia.pl

Regulamin